Ogłoszenie

Forum nieaktywne.

...ale może kogoś zainteresuje autorski blog jego twórcy: http://powidokisolipsysty.blogspot.com/

O co tu chodzi, czyli jak wytłumaczyć niewytłumaczalne. Wejdź, jeśli chcesz głębiej poznać (propagandę) forum. Uwaga! Silnie uzależnia!

Użytkowników prosi się o codzienne klikanie w toplisty (kliknij tutaj, aby zagłosować na wszystkie).

Wstępny nabór na mistrza (mistrzów?) gry!

#31 2012-09-14 17:57:21

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Ano, nie musiał, acz taka Kathia na pewno sama miała tyle zmartwień, iże Twoimi nie śmiałaby się przejmować. I tak, próbując zachować kamienną twarz, wyminęłaś stertę, by dostrzec za nią - dlaczego Cię to nie dziwiło! - tego samego chłopaka, którego zbeształ wcześniej obleśny kuchmistrz. Tak oto doszło do sytuacji, w której to duch, a nie ten, co padł ofiarą jego larów, zamiera strwożony i wpatruje się w Was małymi, szklistymi oczkami, otoczonymi przez mączną maskę, przez którą przebijał się zarost. Mąka pokrywała też ramiona i nogi podrostka. Zachował resztki przyzwoitości tudzież przynajmniej nie przebrał się do cna.

- Ja nie diaboł! Ja przyjaciel! - zakwilił, starając się nieudolnie wtopić w otoczenie. Zasłonił dodatkowo twarz rękami, gdy dostrzegł majcher w Twoim ręku. - Nie zabijajcie!

Nawet jakbyś chciała go teraz zabić, to i tak ciekawość raczej by Ci na to nie pozwoliła... co robi tu ten młodzian? I dlaczego, u diabła, wytarzał się w mące? Czy może raczej: dlaczego postanowił udawać zjawę, a teraz kulił się przed Wami ze strachu?


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#32 2012-09-14 18:32:41

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Teraz będziesz skamleć, urwipołciu? Po tym, jak żeś steranym ludziom odpoczynek w środku nocy przerwał? Już ja ci wybiję z głowy sowizdrzalskie błazeństwa, chłystku, bo nie nadaremno się tu fatygowałam – wydarłam się i wpadłszy w furię, z całej siły poczęłam targać pętaka za ucho. A tyle w to złości włożyłam, że cud, jeśli mu ono po tych zabiegach zdrowotnych nie odpadnie. Poprawiłam kopniakiem i wyżywszy się na nim nieco w ten sposób (choć tego nigdy dość!), chwyciłam go za koszulę.
– A teraz gadaj, kto ci kazał zjawę naśladować – powiedziałam zimno, przykładając  sztych do jego nieskazitelnie białej grdyki. – A skłam mi jeno, łapserdaku, a zrazu nakarmię cię własnymi trzewiami!


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#33 2012-09-14 19:04:05

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Aaa! Aaa! Litości! - kwilił wyrostek, skoro go okładałaś a za frak chwytałaś. - To nie ja żem hałasy czynił! I nikt mi nie kazał! Aaa! Sam sobie kazałem! Puśćcie mnie, to wyjawię wam resztę!

No, no... takiego obrotu wydarzeń się chyba nie spodziewałaś. Nic to. Wypadałoby powstrzymać rankor i dać upust swemu gniewowi kiedy indziej. Zwłaszcza że jego informacje mogły być całkiem ciekawe, o ile nie były, oczywiście, owocem zbyt wybujałej, młodzieńczej fantazji.

W kolejnym błysku ujrzałaś zalaną łzami, od których posklejała się mąka, pełną żałości twarz. I choć serca nie miałaś, nawet Tobie ta żałość gdzieś się udzieliła...


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#34 2012-09-14 20:34:13

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

W końcu zmitygowałam się, wszak mój „przeciwnik” był jeszcze młokosem i nie wykazywał zbyt wiele chęci do walki. Poza tym do głowy przyszło mi, że za tę robotę i tak wpadną do kiesy okrągłe krążki, i to przy minimalnym wysiłku, co niewątpliwie działało na korzyść szczeniaka. Zdjęłam majcher z gardła smarkacza i zbliżyłam światło świecy do jego lica, by każdy bałach w porę na nim wyłapać. Facjata jego w istocie wyglądała, jakby stworzono ją na urągowisko wszelkim zjawom tego świata.
- W tejże chwili przestań mi się mazgaić jak baba, bo nie będę tego tolerować  – powiedziałam doń niepobłażliwie, obrzucając przy tym chłystka surowym spojrzeniem. – Zamieniamy się w słuch, ty zaś roztropnie waż słowa i pohamuj jęzor przed łgarstwami, abo rychło twój zwierzchnik dowie się, gdzie się jego mąka podziewa. Nim jednak o tym zasłyszy, wpierw nastąpi coś gorszego. Ja.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#35 2012-09-14 21:17:32

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- D-d-dobrze... - wydukał w odpowiedzi chłopak i opadł z ulgą z powrotem na stertę. Kathia milczała, gdy relacjonował kolejne dziwy: - Wszystko zaczęło się tego wieczoru... wieczoru, kiedyśmy byli umówieni z mą lubą tu, na poddaszu. Aliści ona nie przyszła. Wiem, iże była wcześniej w lesie, nazbierać jagód. Tak blisko Dziczy... ZA blisko Dziczy. Takoż nie przyszła i odtąd szukałem jej po całej okolicy. Bezskutecznie. Niestety - poza mną nie miała nikogo. Nikt nie mógł mi pomóc. Poza moim mistrzem. Velimirem. To stary cyrulik, co mieszka na obrzeżach miasta. Uczył mnie ziołolecznictwa...

Ha! Czyli się ziółek nawdychał i stąd te rewelacje! Ale nie... zdaje się, że jeszcze coś mówi:

- Na co dzień bowiem pracuję tutaj, tylko czasem, to w jakieś święto, to w dzień wolny mam czas do niego uczęszczać. I poradził mi Velimir, ażbym wybadał sprawę z tym duchem, co tyle razy już tu o nim słyszałem. I wybadać chciałem, atoli nie lza to tak w normalnym stroju. Poznałby mnie ktoś, gdybym się po strychu szlajał, i rychło oskarżył o złodziejski fach czy gorzej - o czary. A tak? Zobaczyłby ducha i by się przestraszył!

Ciekawe... bo ten strój był doprawdy przerażający. Zwłaszcza teraz, kiedy rozmazały go wody smutku. No, ale nic... na złą sztukę trafił.

- Ducha nie spotkałem, acz te hałasy naprawdę nie są moim dziełem... n-nie okłamałbym pani...


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#36 2012-09-14 23:11:38

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Okłamałbyś bez mrugnięcia okiem, smarkaczu, gdyby nie odpowiednia zachęta – ton mego głosu nadal pozostał srogi. – Nie myśl sobie, żeś mnie kupił tą ckliwą a wyssaną z palca historyjką. Twoje szczęście ino, iż lady Mistral wspomniała, jakoby duch straszył tu, odkąd ona sięga pamięcią. Zatem ostaje nam się odnaleźć innego szachraja, któremu od lat leży w interesie nawiedzanie tego przybytku, i to bardziej szczwanego, skoro nie tak łacno go przydybać w karnawałowym przebraniu. - Zmierzyłam krytycznym wzrokiem prezencję podrostka, który z taką niechęcią wyrażał się o możliwości imputowania mu złodziejskiego fachu. Potraktowałam tę obrazę dość osobiście!
- A wybadanie sprawy ostaw bardziej kompetentnym osobom – podjęłam po chwili niewzruszenie. – Czyli nam, bo sprawą ducha zajmujemy się oficjalnie na polecenie samej lady Mistral. Ty zaś nam nieoficjalnie pomożesz, chyba że milsza ci chłosta i wylotka z roboty na zbity pysk.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#37 2012-09-15 12:07:26

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Ale... - zaczął młodzieniec, acz nie miał jak skończyć, bowiem przy następnym słowie do rozmowy włączyła się lady... zjawa?

Powietrze nieopodal Was zgęstniało, a następnie nabrało nienaturalnej poświaty, która zawirowała i zmieniła się w postać smukłej białogłowej. Okrutnie skatowanej, pokrytej dolinami ran i wzgórzami strupów niewiasty, która na Wasz widok wrzasnęła okropnie. Zaraz potem jednak opamiętała się - zdawało się, że ujrzawszy chłopaka.

- Hipolit! - krzyknęło widziadło, atoli teraz już nie tak nieludzko, i podnosząc do góry splamioną widmową krwią suknię, podbiegła do młodziana.

- Nadia! - odkrzyknął ten i chciał ją objąć, gdy jego ręce przeniknęły kobietę, a on cały zadrżał. - Jak to?... - powiedział z wyrzutem, jakby odebrano mu właśnie z dawna obiecaną zapłatę. I wtedy dostrzegł, w jakim stanie znajdowała się owa Nadia. I aż odskoczył jak oparzony. - Kto ci to zrobił?! Na Wszechwiedzącego! Ty żyjesz?!

- Nie, nie żyję, głuptasku. Przecież widzisz, że jestem zjawą! - odparł duch dźwięcznym, acz nienaturalnym głosem, w którym pobrzmiewały jakby setki innych. - Nie żyję... jacyś okropni, zakapturzeni ludzie złapali mnie, gdy zbierałam jagody, i zaciągnęli do strasznego miejsca. Tam robili na mnie różne... potworne rzeczy. Cierpiałam, ach, jak cierpiałam! Gotowa byłam nawet wyrzec się łączącej nas miłości, bylebym tylko przestała czuć ten potworny ból! Potworny... tak, tam były potwory. Oni robili na nich eksperymenty - na mnie też! Aż w końcu umarłam. Zapadłam się w słodką ciemność bezbolesności. Przypomniałam sobie jednak, że byliśmy umówieni i nie mogłam tak po prostu odejść. Wracam tu co dzień w widmowej postaci, myśląc, że cię spotkam, i płaczę, gdy znowu cię nie ma. A teraz... teraz jesteś! Obawiam się jednak, że to nie koniec. Będziecie musieli tu przynieść... część mnie, żebym wreszcie została uwolniona od klątwy i mogła zaznać wiecznego spokoju. Me ciało wyrzucili w lasku, nad rzeką.

Chłopak powtarzał coś bezdźwięcznie...

- Potwory... potwory... - usłyszałyście w końcu. - Ach! Muszę szybko powiadomić Velimira! Ale nie martw się, najdroższa... zrobię dla ciebie, co zechcesz. Znajdziemy... cię tam. I przyniesiemy. Prawda, panienko? - spytał Cię, znów strwożony.


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#38 2012-09-15 20:09:14

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Jaas-sne – odparłam jakże wylewnie a bezwiednie, wpatrując się jak zahipnotyzowana w widmową postać i już sama nie wiedząc, czy ów osłupienie to efekt uwidzenia zjawy, czy też dowodów jej udręki na ciele. A może to rausz, abo i sen jeno? Rozum rozpaczliwie chwytał się wszelakich tłumaczeń, bezlitośnie zbierając cięgi od okrutnej rzeczywistości. I choć pierwszy (i niechby ostatni) raz znalazłam się w tego typu sytuacji, mój instynkt chronienia własnej rzyci kategorycznie przestrzegł mnie przed odmawianiem czegokolwiek istotom nadprzyrodzonym. Wolej bym się do straży miejskiej sama zgłosiła, niźli z takim diabelstwem miała zadzierać.

A tak poza tym, jak się nazywa to niepokojące uczucie, kiedy na widok czegoś czuje się w środku takie dziwne przygnębienie…? Wzdrygnęłam się na skutek tego niecodziennego poruszenia (choć może takoż i z innego powodu, do którego moja hardość nie pozwoliłaby mi się przyznać) i ze zgrozą uświadomiłam sobie, że ani chybi wyglądałam teraz, jakbym obaczyła ducha.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#39 2012-09-15 23:20:01

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

I nic dziwnego, skoro ducha w istocie zobaczyłaś. Jeśliby to bowiem Ci się zwidziało, to jak wytłumaczysz ten chłód, który czułaś teraz każdym porem skóry, chłód, co zamieniał Wasze oddechy w parę?

- Dzięki wam! Lady Mistral na pewno wam to wynagrodzi... to dobra kobieta. Dobra i ceniąca spokój, który spokój - chcąc nie chcąc - jej odebrałam - odparła zjawa z niekrytą radością, co wyglądało groteskowo w połączeniu z jej otwartymi ranami, z których wciąż sączyła się widmowa krew. - W takim razie żegnaj, ukochany - dodała jeszcze i złożyła na ustach młodziana widmowy pocałunek.

Ten cofnął się jednak, na co zjawa fuknęła:

- Ach! Nie zmieniłeś się nawet po mojej śmierci! - i zniknęła równie szybko, jak się pojawiła przy akompaniamencie gromu.

- To... wierzą mi już panie? - spytał ostrożnie chłopak.


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#40 2012-09-15 23:59:40

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Jeszcze chwila, a byłabym skłonna uwierzyć nawet w samego Wszechwiedzącego – mruknęłam, z nadmiaru wrażeń nieco się zapominając. Wczas się jednak opamiętałam, wszak mogłam już odetchnąć z ulgą po zniknięciu zjawy, co rychło uczyniłam. Z pamięci jednak nie tak łacno było wyrzucić widok ran zadanych młódce tak bestialsko… Na usta cisnęło mi się wiele bluzgów na określenie tego typu bydlęctwa, miast tego jednak ozwałam się dość rzeczowo, coby nie pogarszać już i tak wystarczająco napiętej atmosfery:
– Jak najprędzej wyruszymy do tego lasku, choćby i z samego rana. Tymczasem wynośmy się stąd, zanim przemarzniemy do szpiku kości. – I na wypadek, gdyby to coś znowu chciało się pojawić, dodałam w myślach. – Ach, i skończmy z tym wielkopaństwem. Margherita jestem, ją zaś zowią Ewą.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#41 2012-09-16 00:43:18

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Eliasz, pan... Margherito - przedstawił się chłopak. Eliasz... nigdy nie znałaś chyba nikogo o tym imieniu, acz kojarzyło Ci się z kimś mało słownym. Czemu, do diaska? Czemu?...

Po ujrzeniu zjawy na własne oczy (które jednak chętnie byś komuś wydzierżawiła) nic już Cię nie było w stanie zdziwić.

- Taaak... proszę mi mówić Eliaszu. Jak zapewne przed chwilą usłyszałyście, wołają mnie też Hipolit, acz tego imienia używała tylko ona i nie... nie chciałbym sobie o niej za każdym razem przypominać - ciągnął tymczasem młodzieniec, drapiąc się po mącznym zaroście. - No, pora na dół - rzucił w końcu. - Zimno tu a ponuro, a wyro czeka. Oby było jeszcze nagrzane...


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#42 2012-09-16 12:49:02

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Że ludzie są okrutni, nikt mnie nigdy uświadamiać nie musiał. Obdarzenie dziecka takim imieniem ino potwierdzało ten truizm. Ale skoro młokos wolał z głupich i wadzących względów sentymentalnych używać parszywego imienia, miast normalniejszego, jego sprawa. Ja bynajmniej uzdrawiać świata nie będę.
- Idziemy – zakomenderowałam krótko, bardzo entuzjastycznie zawracając do wąskiego przesmyku utworzonego przez graty strychu. I kiedy dotarliśmy wreszcie do włazu, nim rozstaliśmy się z naszym nowym popychadł… to znaczy znajomym, w swej łaskawości zaszczyciłam go jeszcze odezwaniem się do niego.
- Zaprowadzisz nas tam rano, jeno nie przesadź ze zbyt wczesną pobudką, bo osobiście zadbam, byś i ty zasilił nurt rzeki. A teraz szuraj stąd, nim przydybie cię ktoś mniej miłosierny niż my.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#43 2012-09-16 14:19:23

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Paaani! To znaczy: Margherito! Proszę się nie obawiać o zbyt wczesną pobudkę, jako że sam jestem śpioch i nierób... - pochwalił się z dumą Eliasz, po czym zamknął za Wami właz.

Nie było na co czekać! Rychło dopadłaś swej izby, zgasiłaś trzymaną wciąż świecę, rzuciłaś gdzieś sztylet i zapadłaś w błogi (choć niezasłużony, jako że zagadka pozostawała wciąż nierozwiązana) sen.

A we śnie ujrzałaś wpierw wielką, sięgającą niebios sakwę monet. Niestety - w sporej oddali. Skoro tylko zaczęłaś iść ku niej (jak te ogromne, złote talerze lśniły na Słońcu!), sakwa ani myślała się przybliżyć. Przeszłaś do biegu... ta zaczęła się tylko oddalać. W końcu jednak zdawało Ci się, że wreszcie ją dopadniesz... już chwytałaś ręką materiał worka... czułaś pod spodem chłód monet... i wtedy się zbudziłaś, a raczej zbudziło Cię pukanie do drzwi.

Oby tylko ów sen nie był proroczy!


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#44 2012-09-19 12:56:12

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Brr, co za koszmary! Najpierw ta nocna mara o duchu, potem te potworności o uciekającej sakwie... Do licha, chyba nadal łudziłam się, iż tamta eskapada po strychu była jeno efektem mojej własnej fantazji. Przywitałam poranek przeciągłym ziewnięciem i ospale podniosłam się z łoża, równie niespiesznie udając się ku drzwiom. Ktokolwiek tam jest, teraz niech sobie grzecznie poczeka, wszak takoż swym bezczelnym pukaniem przyczynił się do niezłapania przeze mnie kiesy we śnie. Wreszcie po chwili, którą ów impertynent winien odczuć na własnej skórze, otworzyłam w końcu drzwi niechcianemu gościowi.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#45 2012-09-19 19:19:04

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Niechciany gość okazał się tym bardziej niechciany, gdy rozpoznałaś w nim Eliasza. No tak... przecież sama go prosiłaś o to, by Was obudził.

- Gotowym, pani Margherito - oznajmił niepewnie, drapiąc się po porannym zaroście i nijak nie stosując się do Twoich wcześniejszych zaleceń dot. tego, jak miał się do Ciebie zwracać. - Tylko weźcie ze sobą jakiego tasaka... w tym lasku może nie być za bezpiecznie.

Kątem oka zobaczyłaś, jak Kathia gramoli się ze swego posłania.

- Tylko szybko... póki jeszcze gości delirium tremens trawi - pospieszył Was młodzian.


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#46 2012-09-20 16:51:38

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Parsknęłam śmiechem słysząc, jak pociesznie ów podrostek zwie zwykły syndrom dnia następnego.
- Wierzaj mi, że ten stan jeszcze długo będzie ich trawić – zapewniłam go z niejakim rozbawieniem. Jeśli chodzi o „tasak”, przypominać mi o nim zdecydowanie nie musiał, jako że nigdy nie rozstawałam się z moimi najlepszymi przyjaciółmi, do których należała takoż sakwa. – Tuszę, że pomyślałeś o gwizdnięciu nam czegoś z kuchni do przegryzienia na drogę? – rzekłam, z pobliskiego krzesła zdejmując płaszcz i nakładając go na siebie.
- I wór jakiś weź, niepodobna szwendać się potem po mieście z kawałkami truchła na wierzchu.


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#47 2012-09-22 11:50:47

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Po wór zaraz polecę! - powiedział trochę za głośno Eliasz i zniknął na korytarzu. Na szczęście, karczma nie odezwała się ani słowem...

Ty zaś przygotowałaś się do drogi - podobnie jak Kathia. Kiedyście zebrały już wszelki niezbędny rynsztunek, w drzwiach znowu pojawił się chłopak, tym razem z niewielkim tobołem.

- Wziąłem też jakąś kuchenną walutę, coby straże przekupić - rzekł z chytrym błyskiem w oku. No, może nie jest wcale taki głupi, na jakiego wygląda... oby tylko żaden ze strażników nie był wczoraj w karczmie. Jeśliby Cię poznał, to mogłoby nie być za wesoło...


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

#48 2012-09-23 22:19:23

 Vespera

Przewrotna osa | MG

Zarejestrowany: 2012-06-20
Posty: 155

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

- Dobrze wiedzieć, że czasem ten twój orzeszek w mózgu zdolny jest do wysiłku – pochwaliłam naszego niekompetentnego przewodnika, narychtowawszy się wreszcie do drogi. – A zatem prowadź, nasz portacki cicerone, ino tak, by wyminąć wszytkie wścibskie spojrzenia i jęzory.   
Zaraz też ruszyłyśmy za Eliaszem, który oby wiedział, kędy nas kierować.

Ostatnio edytowany przez Vespera (2012-09-23 22:22:54)


Jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie.

Offline

 

#49 2012-09-23 22:55:26

 Mortal One

Administrator | Krewny i znajomy Królisia

25527614
Zarejestrowany: 2011-08-31
Posty: 458
WWW

Re: Zajazd "Stoły i wądoły"

Drzwi zatrzasnęły się ponuro za Wami, jakby zamykając jakiś rozdział. Oby nowy nie był jeszcze gorszy... o ile może być gorzej.

Może... skonstatowałaś, gdy Eliasz - niepomny na Twoje "pochlebstwa", dobył dwie świeże cebule.

- Panienki pewno zgłodniały... no, to wziąłem ja ze dwie cebule! Cebulę z rana wmuś i pędź niby struś, jak to mawiał mój tatko, niech mu ziemia lekką będzie! - oznajmił z szerokim uśmiechem. Uśmiechem szczerym, niemniej zawierającym pewną nutę złośliwości... aliści była to li zwykła złośliwość losu. Równie ciężkiego w obyciu i wyciskającego łzy, co sok z cebuli...

Tymczasem zeszliście do śpiącej wciąż izby. Owa izba spała nad i pod stołami, wśród potłuczonego szkła, zaschniętych wymiocin... spośród zarośniętych a zapijaczonych twarzy dostrzegłaś parę znajomych, co nękały wczoraj zdrożonych wędrowców, acz teraz nie czas był na słodką wendettę. Teraz czas na zewnątrz, ku malującym się w szarym świetle świtu murom, do których rychło dotarliście...


Dura lex, sed lex.

Na imię mi Śmiertelnik, bo jest nas wielu.

Offline

 

Copyright © 2012 Śmiertelna Opowieść

Reklama | Misja forum | Kontakt | Prawa autorskie | Współpraca | Inspiracje | Poprawność językowa | Prywatność | Administracja | PBF?

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.smiertelnaopowiesc.pun.pl busy Koln klej do luster materace janpol