Mortal One - 2012-05-30 15:41:26

Budynek Gildii mieści się z dala od zgiełku głównych ulic, w ciemnej, dość zaniedbanej alej. Organizacja ta została założona przez jednego z członków Rady, niejakiego maga Perialdesa, którego potomkowie władają nią po dziś dzień. Jej celem jest zrzeszanie tych, którym dane było poznać sztukę Arkan, w celu dzielenia się z nimi swą wiedzą, ale też by móc nauczyć się czegoś od nich. Mieszczą się tu liczne biblioteki, w których znajdziemy wiele prastarych zwojów, zawierających wiedzę, o której niejeden już marzył. Fasada budynku jest jednak brudna i zaniedbana, a drzwi odrapane i stare. Wygląda to tak, jakby Gildia podupadała. Może po prostu brakuje tam Ciebie?

Eliasz - 2012-06-30 22:28:15

Trochę czasu już minęło od tamtych wydarzeń. Miałem czas na zaleczenie ran i przemyślenie tego wszystkiego... ale czy jestem w stanie to logicznie poukładać? Są sprawy, których czas nie jest w stanie wyjaśnić.

Teraz przynajmniej widzę swoje słabości. Gdyby nie profesor, nie żył bym. Pamiętam, jak mówił że wygrałem, że byłem dla niego za silny... co za brednie! Demon by ukrócił mój żywot, podczas gdy ja bym próbował go przeciągnąć na swoją stronę. Ale stanę się silniejszy... to była moja pierwsza porażka. I ostatnia.

No, wracając... Witaj, nowy początku?

Mortal One - 2012-06-30 23:23:28

Targany nowymi myślami, wylądowałeś na bruku przed placówką Gildii Magów, w której oknach - zapewne z racji późnej pory - paliło się zaledwie kilka świateł. W okolicy nie było nikogo, choć to mogło się nader szybko zmienić, co zwiastowały odgłosy hulanki, dochodzące zza rogu - prawdopodobnie z karczmy. Noc była jasna, niebo - rozgwieżdżone, a Księżyc w pełni. Gdy rozejrzałeś się w okolicy, dojrzałeś w jego świetle pierzeję kamienic, do której należał sam budynek Gildii, dość jednak ponury na tle swych sąsiadów. Zaprawdę, nie tego oczekiwałeś jako efekt potężnego, synergicznego czaru. Wyobrażałeś sobie raczej coś jakby pałac, otoczony zewsząd pięknymi ogrodami... rzeczywistość jednak przyzwyczaiła Cię do tego, że bywała całkowicie odmienna od Twych wyobrażeń. Nuże, lepiej nie sterczeć tak na ulicy, bowiem okolica nieprzyjazna... z pewnością łacno tu dostać kosę w żebra kosztem najlichszego nawet trzosu.

Eliasz - 2012-07-01 10:40:46

Szału nie ma. Ale chyba nie musi być... potrzebuję wiedzy i ekwipunku, nie wygodnego spania i fajerwerków na powitanie.
Pukam do drzwi akademii. Jeżeli nikt mi nie otworzy drzwi, po chwili sam naciskam na klamkę i staram się wejść do środka.

Mortal One - 2012-07-01 11:46:09

Stanąłeś przed budynkiem, a ten górował nad Tobą swoimi trzema kondygnacjami. W ogóle, nieprzyzwyczajony byłeś do życia w mieście. Jak przypuszczałeś, w samym Ordin byłeś może ze dwa razy... A tu wszystko było takie wysokie, duszne, ścieśnione i... brudne, o czym przekonałeś się, odjąwszy rękę od drzwi. Niestety, nikt nie zareagował. Zaraz jednak rzuciła Ci się w oczy wielka kołatka w kształcie - a jakże - pentagramu, którą miałeś na wysokości swoich oczu. To mosiężne cacuszko powinno narobić dużo więcej hałasu...

Eliasz - 2012-07-01 12:48:49

Pentagram... pffff. Wszędzie te cholerne pentagramy. Niech będzie...
Stuk - puk - stuk! Używam kołatki. Ciekawe, jak wygląda wyrwany ze snu, wkurzony mag...

Mortal One - 2012-07-01 13:21:59

...pomyślałeś, jednak osoba, która Ci otworzyła, nie wyglądała ani na maga, ani na osobę wyrwaną z krainy Morfeusza, ani tym bardziej na kogoś, komu puściły właśnie nerwy. Była to bowiem niska, korpulentna kobieta o swojskich, grubo ciosanych rysach, długim, brązowym warkoczu i obfitym biuście. Po szczątkowym zaroście poznałeś, że to krasnoludzica. Gdy jednak Cię ujrzała, mina nieco jej zrzedła:
- Czego brudas chcieć od Helga? Nie widzieć, że Helga zajęta?! - powiedziała ostro, uszczknąwszy nieco z ogromnego kufla, który ściskała w swojej owłosionej łapie. Czknęła, podrywając w górę wszystkie partie swego ciała. Doszedł przy tym do Ciebie zapach strawionego piwa, czosnku i pieczeni. No, no, widać łacno sobie tutaj pofolgować...

Eliasz - 2012-07-01 13:35:15

Taaaak. Chyba jednak nic nie odda klimatu akademii. Tam było czysto, przyjemnie, klaustrofobicznie, wszyscy się nade mną znęcali, żarcie było niedobre... żyć nie umierać. Ordin było dużym miastem, ale chyba nie aż tak jak Tiarrim. Nigdy nie widziałem krasnoludzicy. Jestem prawie tak niski jak ona... khym!
- Ja jestem Eliasz, miałem się dzisiaj zjawić w gildii...

Ciekawe, czy od środka jest tak samo brudna jak z zewnątrz... ghu.

Mortal One - 2012-07-01 20:29:12

- Eliasz? Hep! Jaki znowu Eliasz?! Chyba że to ty miałeś przynieść mi piwo z karczmy... hep! - wybełkotała krasnoludzica, nadymając się gniewnie oraz emitując w Twoją stronę nowe feerie jakże rozkosznych zapachów. Wtem jednak coś za jej plecami, w oświetlonym świecami skrawku korytarza (więcej nie widziałeś zza jej barczystych ramion) coś się poruszyło, rosnąc i rosnąc z każdą chwilą. Jak się zaraz okazało, oto szedł w Twoją stronę rosły, choć szczupły i odziany w purpurę mag. Przeprosił Helgę, stając na jej miejscu, a następnie bacznie Ci się przyglądając. Podrapał się przy tym po sporej łysinie, aż wreszcie chyba sobie coś przypomniał:
- Eliasz, tak? - powiedział słabym głosem, który kojarzył się z szelestem pergaminu. - Tak... ty pewnie jesteś od Juliusza. Proszę, proszę za mną. I witaj w szeregach Gildii, oczywiście - dokończył, robiąc Ci przejście.

Eliasz - 2012-07-01 21:09:41

Krasnoludzica może i nie wydała się zbyt miła, ale ten profesorek... to chyba arcymag.
- Tak, jestem uczniem Juliusza. Widzę, że już zadbał o to, żebym czuł się jak w domu. Pan jest...
Wchodzę do środka. Zapewne teraz zostanę zaprowadzony do swojego pokoju. Przyda mi się sen... i kąpiel. Chyba śmierdzę...

Sen zmara cień cień kąpiel... kanapka z serem?

Cholera, znowu jestem głodny.

Mortal One - 2012-07-01 22:50:57

Helga zatrzasnęła za Wami drzwi, odcinając Cię od chłodów nocy tudzież dziwów wielkiego miasta, do których będziesz musiał się jeszcze przyzwyczaić. Gdy ją mijaliście, nie spuszczała z Ciebie wzroku, patrząc groźnie znad ściskanego oburącz kufla.

- Perialdes, mistrz Gildii - oderwał Cię od niej szeleszczący głos mężczyzny. - Z pewnością chcesz teraz udać się do swojej izby. Doskonale cię rozumiem. Teleportacja do najprzyjemniejszych rzeczy nie należy... posłuchaj mnie jednak jeszcze przez chwilę - ciągnął "profesorek", idąc z Tobą przez korytarz. I choć znajdowała się na nim cała masa pięknych gobelinów, przedstawiających dosłownie wszystko - od scen rodzajowych po ujarzmianie smoków - a także wymyślne złote świeczniki, zaś pod stopami miałeś drogocenny dywan, mimo tych wszystkich odciągaczy uwagi coś w tym człowieku sprawiło, iże wprost chciałeś go słuchać. W ogóle, czułeś jakąś silną, magiczną aurę, która biła od niego... i na pewno nie skłaniała do nazywania go "profesorkiem". A także aurę powagi. Ten człowiek stanowczo wiedział, co robi, i prawdopodobnie niejednego już tym zagiął...

- Jak pewnie wiesz, nie będziesz musiał zdawać wstępnych egzaminów do Gildii. To mają zapewnione wszyscy absolwenci Akademii Magii, a ty do nich należysz, i to z niezłym wynikiem. To właśnie przez ten wynik ominie cię również rok stażu, dlatego pracę u nas zaczynasz od jutra, najpóźniej - pojutrza. Rozumiesz? - twardo kontynuował profesor, nie dając Ci jednak żadnego czasu na odpowiedź. - Już dzisiaj jednak otrzymasz swoją... magiczną wyprawkę, że tak to nazwę. To również za szczególne wyniki w nauce. Znajdziesz ją w swoim pokoju, na łóżku. Ot, jedna różdżka, która pozwoli ci czerpać energię bezpośrednio z otoczenia, gdy ci jej zabraknie, zwój z czarem ognistym, który tej energii w ogóle nie wymaga - uważaj z nim jednak, gdyż bardzo łatwo go nieopacznie uaktywnić - oraz coś, co jest już wyposażeniem każdego członka Gildii: specjalny amulet, dzięki któremu będziemy mogli poznać twoje położenie, w razie gdybyś zaginął gdzieś w akcji. No, to tyle. Pierwsze wytyczne co do tego, co będziesz robił, otrzymasz już jutro. Pytaj się o Anwaldta Kreuza. Powinieneś spotkać go na śniadaniu. A właśnie. Kuchnie są tu, na dole, zaraz na prawo od wejścia. Przyjdź, jak już się oporządzisz. Rano, rzecz jasna. O, jesteśmy! - W istocie, stanęliście wreszcie przed Twoim przyszłym pokojem. Już chciałeś doń wejść, gdy Twój nowy mistrz zatrzymał Cię jeszcze...

- Jedna rzecz, chłopcze - głos starca stwardniał. - Z pewnością dostałeś pewne... szczególne wytyczne, zanim tu trafiłeś. Nie wiem, czym konkretnie miałbyś się zająć, ale ze wszystkim możesz zwracać się do swego mentora, Kreuza. Nie myśl jednak, że przez... naszą wspólną sprawę będziesz lepiej traktowany. Wręcz przeciwnie, nie licz tu na żadne sentymenty. Nawet to, że teraz ja z tobą rozmawiam, jest swoistą tradycją. To, że mistrz wita nowych... tak było od zawsze. - Ta ostatnia wiadomość jakoś niezbyt Cię zmartwiła, bo oto się okazało, że on, sam Perialdes, jest za Waszą sprawą! Czyli jednak Odszczepieńcy byli także wśród wielkich tego świata... aż serce zabiło Ci mocniej. Poważna aura, jaką roztaczał wokół siebie starzec, nie pozwalała jednak na rozklejanie się. Czułeś, że mężczyzna wymaga dyscypliny, więc chyba musiałeś mu ją okazać...

Eliasz - 2012-07-01 23:26:06

- Z całym szacunkiem, mistrzu, ale nigdy nie liczyłem na ulgowe traktowanie. Chyba, że oznacza ono po prostu większe możliwości działania i więcej opcji rozwoju.
Chyba nie lubię mieć do czynienia z ludźmi jego pokroju. Nawet profesorek nie był tak... nudny?
- Chciałbym jednak prosić, aby jutrzejszy dzień był dla mnie - przynajmniej częściowo - wolny. Muszę się zaopatrzyć w ekwipunek. Ostatnie wydarzenia mi pokazały, jak nieprzygotowany do czegokolwiek jestem. Chciałbym też wiedzieć, kto jest przychylny naszej sprawie tutaj, w gildii, i w ogóle w mieście. Ale to nie jest mi potrzebne konkretnie teraz. Zapewne oboje chcemy już pójść spokojnie spać...
Po wysłuchaniu odpowiedzi mistrza, żegnam się z im, grzecznie wchodzę do pokoju, rzucam swoje rzeczy na ziemie i idę spać.

Kto wie, z jakimi demonami będę walczył jutro?...

Mortal One - 2012-07-02 14:24:46

- Odradzam szukania innych Odszczepieńców. To byłoby wbrew zasadom. Jeżeli któryś będzie ci do czegoś potrzebny, nasz mistrz sam cię na niego nakieruje. Ale na targ możesz iść jak najbardziej, zwłaszcza że jutro będzie dzień targowy, acz polecam raczej kramy rzemieślników, które łacno znaleźć w okolicy. Także w samej Gildii możesz coś zakupić; na lewo od wejścia jest sklep z magicznymi ingrediencjami oraz wieloma innymi, przydatnymi klamotami. Rzecz jasna, tylko dla członków. No, ale zmykaj już. Dosyć pytań. Zwłaszcza że w środku masz balię gorącej wody; pospiesz się, bo ci wystygnie! - tymi słowami mistrz Cię pożegnał, a Ty odetchnąłeś z ulgą. Koniec przynudzania.

W środku Twoja izba prezentowała się nie gorzej niż korytarz, z którego właśnie wyszedłeś. A już na pewno lepiej niż fasada Gildii. Wchodząc, o mało nie potknąłeś się o balię z wodą, dostatecznie wielką, byś zmieścił się w niej cały. Zaraz potem minąłeś proste, choć - na oko - wygodne łóżko, na którym znalazłeś ułożoną w kostkę pierzynę i szary koc. Tuż obok widniały jeszcze wełniane ręczniki i Twoja wyprawka, którą pokrótce przedstawił Ci już Perialdes. Obiecana różdżka okazała się zdobionym motywem roślinnym berłem, w którego głowicę wprawiono mały rubin. Wykonano je niemal całe ze srebra, zaś uchwyt miało kościany. No, no... lepiej się z tym nie obnosić, bo zaraz będziesz miał złodziei (złodziejek?) na karku. Obok tego cacka leżał medalion, w kształcie (skąd Ty to wiedziałeś!) małego pentaklu i o skórzanym rzemyku. Jeszcze dalej dostrzegłeś zwój, mieniący się słabą, magiczną poświatą. Z tym też lepiej będzie uważać...

Oprócz tego w pokoju znalazłeś szafę, trójramienny kandelabr, w którym paliły się czerwone świece, biurko, a na nim zapasy pergaminu, piór, laku, atramentu, piasku i innych przyrządów pisarskich, niezbędnych do prowadzenia dokumentacji, przy której spędzisz zapewne jeszcze długie godziny, oraz sygnet Gildii, zaś przy biurku - zdobione w leśne motywy krzesło. Tamto stało naprzeciw Ciebie, pod oknem z błony, które niechybnie wychodziło na podwórze.

Cóż... izba prezentowała się całkiem, całkiem, zwłaszcza w porównaniu z Twoim lokum w Akademii...

Eliasz - 2012-07-02 14:52:55

Dobra. Zmieniłem zdanie. Zdecydowanie podoba mi się tutaj. I nawet ta krasnoludzica mnie nie zrazi... hyyy! Aż dostaję drgawek! Jestem prawie tak niski jak ona... co za dramat. Może nauczę się magii iluzji? Wszyscy będą sądzić, ze jestem wyższy... ghu.

Rozejrzałem się jeszcze raz po pokoju. Ciekawa analogia. Klaustrofobiczne pomieszczenie zamieniłem na apartament, nudnego profesorka na nieludzko nudnego mistrza, małe Ordin na wielkie Tiarrim, cholera. Naukę na pracę. Praca. Chyba lepiej będzie, jeżeli już pójdę spać. Anwaldt Kreuz jest moim nowym kontaktem. Huuuu... mam nadzieję, że nie jest tak nudny jak dziadek.

Położyłem swoje pakunki obok szafy. Poczekają trochę, aż je rozpakuje. Rozebrałem się i od razu wszedłem do balii. Ughhhh! Ciepła woda... braaaakowało mi tego. Po umyciu się i wytarciu wyciągniętym na prędce ze swoich pakunków ręcznikiem kładę się spać.

Ciekawe, co przyniesie kolejny dzień. Jakie demony spotkają mnie w tym mieście?

Mortal One - 2012-07-06 20:30:35

Po gorącej kąpieli przyszedł czas na gorące wyro. Tak gorące, że już po chwili posłało Cię do krainy Morfeusza. A w niej była już tylko cisza. Taak... nareszcie cisza. Siedzący przy prostym biurku mężczyzna potarł skronie i odgarnął z czoła kosmyki kruczoczarnych włosów. Choć oczy miał zamknięte, chwycił zręcznie coś, co służyło mu zapewne do pisania, i zaczął zaciekle notować, mrucząc pod nosem:

- Dwóch kupców… Tiarrim… tak, przekażę im. Czekaj… jaki znowu transport? A, tak. Bądź przy Złotniczej, gdy zabiją pierwsze dzwony… – Po chwili odrzucił to podłużne coś, co zostawiało niebieskie ślady na dziwnej, białej powierzchni (czyżby był to jakiś inny rodzaj pergaminu? – przemknęło Ci przez myśl), uchylił powieki i westchnął:

- Otwarte!

Do izby, w której się znajdował, weszła niewysoka, długowłosa postać w dziwnym, kolorowym ubraniu: czymś jakby koszuli, tyle że obciętej w okolicach ramion, i zielonej sukni, która sięgała jej zaledwie do kolan. Po głosie łatwo było jednak poznać, że to kobieta:

- Marcus. Prosiłam cię o coś. Czujesz? To już trzeci przypalony obiad w tym tygodniu.

Gdy mężczyzna gwałtownie się obrócił, położyła mu ręce na ramionach:

- I nie, nie mów proszę, że to znowu praca. Ja dobrze widzę, co się dzieje. I musimy wreszcie poważnie porozmawiać… - głos kobiety stwardniał.

- Jakoś nie mam pomysłu, o czym. Może mnie oświecisz?... – rzucił mężczyzna jakby od niechcenia, choć na jego twarzy wystąpiły nerwowe zmarszczki.

Teraz to ona westchnęła:

- Proszę. Nie udawaj, że nic się nie dzieje! Marcus… ja ciebie w ogóle nie poznaję. Cały czas siedzisz tylko w tym swoim biurze… unikasz ludzi… zaniedbujesz dom… pracę… mnie! Tak nie może dłużej być! Proszę, i co masz na swoje wytłumaczenie? Swoich zmyślonych przyjaciół?! – Kobieta ze łzami w oczach odsunęła się od niego. Teraz już krzyczała:

- Powiedz, co się z tobą dzieje?! Przerażasz mnie… miałeś napisać książkę. A teraz ta książka ożyła ci w głowie…

- Wendy, ja… ty już chyba nie wiesz, co mówisz.

- Ja?! Ja nie wiem?! To ty nie wiesz, co ty w ogóle robisz! A niszczysz nam życie, Marcus! Rozumiesz?! NAM! Jeśli chcesz niszczyć je sobie, proszę bardzo. Tam są drzwi. Mnie już powoli przestają interesować TWOJE problemy! Tylko zrozum… zrozum, że przez ciebie cierpi ktoś inny.

- Wendy, posłuchaj się…

- Ty siebie posłuchaj! Jak tak dalej pójdzie… to dwie ulice dalej mamy szpital psychiatryczny… proszę… nie zmuszaj mnie, żebym tam zadzwoniła – powiedziała kobieta ze łzami w oczach.

- Ty nic nie rozumiesz! – teraz podniósł głos mężczyzna. – Nie rozumiesz, że oni żyją… żyją w mojej głowie. Wiem, wiem, wiem! To brzmi jak słowa wariata! Ale zrozum! Ja nie mogę ich zostawić! Tam są miliony! Rozumiesz? MILIONY!

Tego było już chyba za wiele:

- Wyjdź. Po prostu: wyjdź. – Kobieta stanęła przy drzwiach, na twarz zakładając chłodną, pozbawioną uczuć maskę.

- Chyba o czymś zapominasz… to moje biuro.

- Wyjdź! Albo ja naprawdę tam zadzwonię! Proszę, nie zmuszaj mnie do tego!

- Wendy!

- Nie! Dosyć tych tłumaczeń! Po prostu wyjdź!

Mężczyzna westchnął, wstał powoli i mijając kobietę bez słowa, opuścił izbę. Ta rozejrzała się po jej wnętrzu, po czym usiadła na przykrytej dywanem podłodze. Ręce schowała w dłoniach. Płakała.

Zapadła ciemność. Taka, jaką pamiętałeś z objawienia Wszechwiedzącego. Ciemność gęsta, nieprzebrana… a zarazem – niemal namacalna. Aż rozerwał ją potężny (i znajomy) głos:

- Stało się. Nie chcą mnie już na mojej ziemi. Jestem tam inny. Psychol… tak mnie nazywają. Nie cieszy mnie to. Tym bardziej, że będę musiał zdecydować. Zdecydować: mój albo twój świat. Nie wiem, co wybrać. Mam chaos w głowie. I obawiam się, że chaos zagości również w Allandornie… Nadchodzi trudny czas, czas zła i prześladowań. Setki będą cierpieć, miliony – zadawać cierpienie. Nie… nie… chaos już się zaczął. Burza… wielka burza… uważaj na Świątynię… na pewno będzie szukać winnych kataklizmu… Uważaj... uważaj i na Ottona Ponurego. To podwójny agent, dość wysoki rangą w Gildii. Przekazuje informacje dla Inkwizycji. Informacje o nas, Odszczepieńcach. Na pewno jakoś ci to wynagrodzę. Wiem tylko, że spotyka się z ich człowiekiem w każdy dzień targowy, w karczmie „Pod szczęśliwą monetą”. Więcej ci nie powiem. Powodzenia i… poratowania tyłka. Nadchodzi trudny czas. Cholernie trudny czas.

Zbudziłeś się, cały zlany potem i zdyszany. Za oknem szalała burza.

Eliasz - 2012-07-21 19:52:41

Podobno pierwszy sen w nowym miejscu jest bardzo ważny. Należy go zapamiętać, bo od niego zależy, jak będzie się człowiekowi powodziło... nie żebym był przesądny, ale... ał. Moja głowa. Ból pulsował w okolicach skroni. Potrzebowałem dłuższej chwili, żeby je rozmasować i złagodzić swoje cierpienia.

Jeżeli tak dalej pójdzie to zwariuję. Wizje, demony... krasnoludzkie pomoce domowe. Brakuje tylko... Króliś?
Króliś, jakby nigdy nic siedział przy biurku. Gibu - gib, gibu - gib, gibał się na krześle to w jedną, to w drugą stronę.
- Nie przejmuj się mną, jestem tylko tworem Twojej chorej imaginacji. Przecież sam wiesz...
- Tak tak... wiem. Jestem nienormalny.
Podniosłem się z łóżka. Burza, zapewne noc... weryfikuję swoje podejrzenia podchodząc do okna.
- Powiedz mi, Eliś... - teraz usłyszałem głos pluszaka tuż za swoimi plecami - Uważasz te wizje za prawdziwe?
- No wiesz, w sumie to nie mogę być pewien niczego. Mogą być tak samo nieprawdziwe, jak ty.
Odwróciłem się, ale Królisia nie było. Chyba dlatego, że nie chciałem z nim już rozmawiać.

Może, jak nie będę chciał tych wizji, to one też znikną? Chociaż z drogiej strony, nigdy ich nie chciałem, więc skąd miałyby się wziąć?

Nie mniej jednak, trzeba się rozpakować. Poukładałem swoje rzeczy w szafie, wielką walizkę, w której wcześniej leżały schowałem pod łóżko. Ubrałem się i wyszedłem z pokoju, który zamknąłem na klucz, jeżeli taki mam. Ciekawe, jak wygląda jadalnia. Zaraz na prawo od wejścia... czas na mały spacerek. A może ktoś jeszcze nie śpi?

Mortal One - 2012-08-04 15:41:04

Drzwi nie trzeba było zamykać na klucz. Kiedy tylko wyszedłeś, same zatrzasnęły się za Tobą. Aż podskoczyłeś, gdy w tym samym momencie na zewnątrz rozległ się huk gromu... Doszło też do Twoich uszu bębnienie deszczu i wycie wiatru. Potworne wycie... jakby się świat kończył albo Króliś zaczął śpiewać, choć to pewnie jedno i to samo. Ruszyłeś korytarzem, a dywan tłumił twe kroki, choć zdawało Ci się, że nawet gdybyś się teraz wydał, to i tak nikt by Cię nie usłyszał. Tak głośny był huk tej burzy... zdawało się, że była tuż za zakrętem... Aż w końcu zdałeś sobie sprawę, że za zakrętem ktoś nieopatrznie zostawił otwarte okiennice. Wicher trzaskał nimi o ściany, przed nosem mignęła Ci zerwana zasłona niczym duch z taniego balu przebierańców, a do środka wlewały się strugi deszczu, rozświetlane co chwilę przez światło błyskawicy. Dywan pod oknem był już cały mokry... Lepiej załatać tę dziurę, jeśli nie chcesz mieć problemów!

Eliasz - 2012-08-04 16:16:24

Magowie, phi! Za grosz rozumu nie mają, żeby zostawiać otwarte okno na noc.
- Eurus! Murus spiritorum! [Wiatr wschodni! Mur powietrza!]
Powstały tuż za oknem mur powietrzny ma zatrzymać wichurę. Teraz spokojnie powinienem być w stanie zamknąć okno... nie mniej jednak, coś tutaj jest nie tak.

Kiedy już zatrzymam wpadającą do korytarza wichurę, na wszelki wypadek sprawdzam, czy ktoś nie wszedł do środka. Powinny zostać mokre ślady stóp... jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby któryś z magów ot tak sobie zapomniał zamknąć okna. Poza tym, nie mają od tego zaklęć? Byłbym... zawiedziony.

Mortal One - 2012-08-04 16:40:46

Zaklęcia zapewne mieli, acz widać nie chcieli całego swego życia sprowadzać do czarów. I dobrze, wszak stara dewiza mówi: "czego nie musisz, tego nie rób magią". Tak, magia to tylko dodatek, który trzeba umiejętnie stosować i którego nie wolno nadużywać... tak uczyli Cię jeszcze w Akademii. Czy jednak będziesz musiał użyć jej przeciw intruzom? Co prawda żadnych śladów nie widziałeś, ale w korytarzu było ciemno (tylko czasem rozświetliła go kolejna błyskawica), więc być może coś uszło Twojej uwadze. Co nie zmienia faktu, że gdy rzuciłeś czar i zamknąłeś okno, poczułeś słaby smród zgnilizny i jakby... rozkładającego się mięsa? Być może zadziałała już Twoja wyobraźnia, która niejeden raz płatała Ci figle. I choć okno było parterowe, a po drugiej stronie nic nie broniło wejścia na nie, wychodziło na wewnętrzny dziedziniec, na który obcy nie mieli wstępu. Chyba jednak coś Ci się zdawało...

Eliasz - 2012-08-04 16:52:45

Śmierdziało mi to już wcześniej, ale dopiero teraz śmierdzi... dosłownie.
- Flamma!
Stworzony przeze mnie, silnie świecący ognik uniósł się w korytarzu, rozświetlając jego najciemniejsze zakamarki. Zapewne znajdę więcej, niż tylko kurz... chociaż na pewno mają na niego zaklęcia. Waaaa! to JEST Gildia Magów, ale nie wszystko muszą robić zaklęciami, na bogów! Chyba muszę trochę ukrócić swoje oczekiwania co do tego miejsca.

Miałem się nie rozpraszać! Skup się!

Rozglądam się po korytarzu, szczególnie zwracam uwagę na podłogę. Jeżeli naprawdę ktoś tu wszedł, to może być ciekawie. I jeszcze ten smród... grabarz? Nieuczciwy rzeźnik? Kró... Króliś?!

Mortal One - 2012-08-04 17:10:26

Ani Króliś, ani rzeźnik, ani micha bigosu. Po prostu - w korytarzu byłeś tylko Ty i odgłosy szalejącej burzy. Grzmot za grzmotem, wzdragałeś się, gdy wtem się okazało, że część z tych grzmotów rozlega się w Twoim brzuchu. Odbiło Ci się przy tym nieświeżo... może to był ten zapach, który poczułeś przed chwilą, a jedynym gościem w Gildii był Twój głód?

Tym prędzej zapragnąłeś ruszyć do jadalni... musiałeś jednak zrobić to w całkowitej ciemności, bowiem wciąż byłeś osłabiony po teleportacji i - bądź co bądź - wyrwany ze snu w środku nocy. To spowodowało, że zaraz po przywołaniu ognik zgasł, nie mając skąd czerpać energii. Ups. Trudno się mówi.

Eliasz - 2012-08-04 17:23:10

Rzucanie zaklęć z pustym żołądkiem... rzeczywiście, kiepski pomysł. Nie pozostaje nic innego, jak iść w ciemnościach, kiedy w każdej chwili może mnie zaatakować jakiś skurwiel, prościutko do kuchni coś zjeść.

W nadziei, że mój wzrok chociaż trochę się przyzwyczai do ciemności, idę do kuchni. Jeść, jeść, jeść, jeść, jeść, dobra motywacja to i efekty będą, zapewne, dobre.

Mortal One - 2012-08-04 18:05:05

Ruszyłeś więc do kuchni, w miarę możliwości się nie potykając, a po chwili mogłeś przyspieszyć już kroku - Twój wzrok w istocie się przyzwyczaił. Widać to, co może magia, nie urąga możliwościom natury...

Po minięciu niezliczonych drzwi doszedłeś w końcu do pamiętnego wejścia, przy którym nie tak dawno powitała Cię Helga. Skręciłeś i znalazłeś się w wysoko sklepionej jadalni, a na przeciw Ciebie znalazły się drzwi do samej kuchni. W jadalni stały, równolegle do siebie, trzy długie stoły. Skromnie, jak na taką instytucję... Wychodziło stąd też brudne okno na ulicę, jednak poza błyskami nic przezeń nie było widać. Do błysków byłeś już przyzwyczajony - tylko czasem, po silniejszych, miewałeś powidoki...

Tymczasem - w jadalni nikogo. Jeśli chciałeś coś skonsumować, musiałeś wejść do kuchni.

Eliasz - 2012-08-04 18:39:23

Hm. Najwidoczniej wszyscy śpią. Ciekawe, kto tutaj jest kucharzem? Zapewne Helga, a jeżeli tak, to żarcie będzie... ghu. Duże.

Kieruję swe kroki do kuchni. Jadalnia nie robi oszałamiającego wrażenia, jest jakaś taka mała. Najwidoczniej ta filia nie jest aż tak rozbudowana, co ma sens. Przynajmniej wszyscy wszystkich znają, wiadomo gdzie czego szukać i łatwo nią dowodzić. A tak swoją drogą... mam nadzieję, że nikt mnie nie zabije za baraszkowanie po nocach w poszukiwaniu żarcia.

Mortal One - 2012-08-04 19:58:48

Z tą nadzieją otworzyłeś drzwi do kuchni, a te, od wieków nienaoliwione, skrzypnęły przeraźliwie zawiasami. Powiało piwnicznym chłodem... W kuchni okien było parę, wysokich i wychodzących na podwórze. Cały czas sypało się z nich światło błyskawic, w którym to świetle dostrzegłeś wielkie palenisko pod ścianą, dwa wysłużone kuchenne blaty, stalaktyty czosnku, ziół i suszonych grzybów, a także półki pełne garów, zastawy i kuchennych ingrediencji. Pod ścianami stało też tu kilka beczek, skrzyń i pakunków. Na środku widniała klapa, która prowadziła ani chybi do piwnic. Po prawej, w szpalerze okien, znajdowały się kolejne drzwi. I tyle ciekawego.

Rozglądając się, poczułeś też dziwne mrowienie na plecach...

Eliasz - 2012-08-04 22:22:46

Ta kuchnia jest straszna, dziwnie straszna, przedziwnie straszna. Chyba najstraszniejsza jest ta klapa na podłodze... klapy są dziwne. Szczególnie, jeżeli prowadzą do ciasnych piwnic.

Mrowienie. Obawiam się, że to coś gorszego i bardziej niebezpiecznego niż Helga. Nienawidzę swojego instynktu. A najbardziej nienawidzę farta, do spotykania dziwnych tworów.
Powoli odwracam się, gotów rzucić się wgłąb kuchni i zacząć rzucać garnkami w stojącego za mną demona. Oby to było TYLKO moje przewrażliwienie...

Mortal One - 2012-08-05 01:23:15

Słowo się rzekło, a Ty powoli skierowałeś swoje ciało tam, skąd przybyłeś. Błyskawica rozświetliła widzianą przez półotwarte drzwi jadalnię, ukazując na ułamek sekundy coś dużego, włochatego, o dziwnej macce odchodzącej z tyłu głowy. To coś zbliżało się, wyciągnąwszy ręce przed siebie, jakby chciało Cię pochwycić. Wydawało przy tym dziwne, chrapiące odgłosy...

Po chwili stwór, kryjąc się za białymi plamami powidoków, które zostały Ci po naprawdę potężnym rozbłysku, znalazł się tuż przy drzwiach... I wtedy kolejny rozbłysk oświetlił jego (a raczej jej) twarz. Wasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, Twoje, zaspane, ze szklistym, zamglonym, należącym do... krasnoludzicy.

- Co ty tu robić?! I co taki zdziwion? Nie wiedzieć, iże Helga czasem lunatykować do kuchnia?! - krzyknął stwór bynajmniej nie żeńskim basem, Ciebie zaś o mało nie przyprawiając o zawał. Oto, jakie duchy straszą w tym domostwie...

Eliasz - 2012-08-05 10:50:50

Jedyne, co mi przychodzi do głowy to... kurwa. Jednak nienawidzę tego miejsca. Oddajcie mi mój ciasny pokój w Akademii! Ja NIE CHCĘ lunatykującej, mającej problemy z fleksją krasnoludzicy!
- Aaaawgh... Tego no, ja tylko chciałem coś zjeść... Teleportacja mnie wycieńczyła. Więc przyszedłem tutaj, ale nie za bardzo wiem jak się tym miejscem obsługiwać...
... a tak zupełnie poza tym, skoro lunatykowałaś do kuchni, to jakim cudem teraz nie śpisz?! Chyba nie obudziłbym tak łatwo osoby, która chodzi we śnie. Może to zgniłe mięso to... moje myśli zawędrowały w bardzo złe rejony. Och, a więc to jest ta dziwna część mojego mózgu.

Mortal One - 2012-08-05 15:07:47

- Jeść chce? Trzeba było tak od razu... No nic, niech siada, zaraz mu coś Helga upichci - wyburczała krasnoludzica z NIEMALŻE matczyną troską (ile byś dał, by nie okazała się Twą rodzicielką!) i wskazała Ci przez drzwi ławę w jadalni. Sama zaś krzątała się przez chwilę, mrucząc pod nosem:

- Lunatyka nie widzieć... Te magi... tylko żarcie w głowie... i potem się dziwią, że ja już przez sen do kuchnia chodzić...

Później jej głos zamienił się w dziwne warczenie i nic już nie rozumiałeś. Warczenie przybierało na sile... wzdrygnąłeś się. Czy to dalej mówiła krasnoludzica, czy może... ktoś lub coś innego? Już miałeś spytać, gdy warczenie umilkło, a Helga zjawiła się z cynowym talerzem, na którym dostrzegłeś parujące pieczyste z warzywami oraz pajdę chleba. W drugiej ręce kobieta trzymała pocący się kufel piwa. Znowu rozległo się warczenie, aliści tym razem dobiegające z Twych głodnych trzewi...

Eliasz - 2012-08-05 15:52:12

- Dziękuję. Naprawdę ratujesz moje życie.
Przez chwilę podziwiam posiłek. No tak, w sumie zjadłbym cokolwiek, ale to naprawdę wygląda nieźle. Zajmuję się konsumpcją, popijając dużymi łykami piwa.
- Te burze... często tutaj się zdarzają? - zagaduję do Helgi. W sumie, wypadałoby z nią pogadać. Ona tu gotuje, więc... ona tu rządzi. Trzeba się podlizać.

Mortal One - 2012-08-05 16:14:33

- Takie nigdy. Takiej to nawet ja nie pamiętać. Ani chybi Wszechwiedzący się gniwa... Oj, ile bym dała, coby być w nim w komitywie!

No, Ty akurat nic nie musiałeś dawać, aczkolwiek ta komitywa - przynajmniej jak na razie - na niewiele Ci się zdała. Za to umiejętności kucharskie Helgi zadziwiająco kontrastowały z jej ogólną, rzekłbyś - dość toporną aparycją. Pieczyste smakowało wyśmienicie, chleb, choć już ciut czerstwy, przypieczony został tak, iże smakował jak świeżo z pieca wyjęty, zaś piwo - jasne i nie za mocne - pozwoliło Ci otrzeźwieć po nocnych marach.

Kiedy jadłeś, zdawało Ci się, że Helga znowu coś burknęła cicho, ale Ty nie usłyszałeś, bo w tej samej chwili na zewnątrz rozległ się grzmot. Wypadałoby się dopytać, w czym rzecz...

Eliasz - 2012-08-05 16:24:27

Krasnoludy rzeczywiście świetnie gotują. Może Helga nie jest taka zła.
- Wybacz, Helgo, ale mogłabyś powtórzyć?... Przez te grzmoty nic nie słyszę.
To jest dziwne. Ta burza nie może być zjawiskiem naturalnym, w tym ktoś musiał maczać palce.

"Setki będą cierpieć, miliony – zadawać cierpienie. Nie… nie… chaos już się zaczął. Burza… wielka burza… "

Wizja, on mówił o tym w wizji! Chyba powinienem się pilnować. Jestem w niebezpieczeństwie... ha! Nihil novi. Cały czas mam jakieś kłopoty. Muszę popracować nad zaklęciami, dzięki którym wykorzystam burzę na swoją korzyść. Coś mi mówi, że szybko się ona nie skończy.

Mortal One - 2012-08-05 17:02:13

- Co powtórzyć? Ja przecież nic nie mówić... - ze zdziwieniem odparła Helga, jak zahipnotyzowana wpatrująca się w błyskające okiennice.

Jeśli to nie ona... to kto? Bo pewien byłeś, że się nie przesłyszałeś... to musiałby być już drugi raz. Po tym, jak doszły do Ciebie te dziwne warki z kuchni...

Po chwili skończyłeś posiłek i znowu poczułeś, jak sen Cię morzy. Chyba czas już do pokoju, o ile zdołasz zasnąć przy tych grzmotach... Może to przez senność te dziwne odgłosy?

Eliasz - 2012-08-05 17:23:51

- Eh. To wszystko przez te grzmoty. Człowiek słyszy rzeczy, których w rzeczywistości nie ma... beznadzieja. Dziękuję za posiłek. Gdzie odnieść talerz?
Wstaję od stołu rozglądając się po jadalni. Przeczucie, ze coś jest nie tak jakoś nie chce mnie opuścić. Może to i przewrażliwienie, ale chyba nie ma się czemu dziwić.

Mortal One - 2012-08-05 17:29:55

Helga machnęła tylko ręką i wzięła od Ciebie talerz, po czym ruszyła do kuchni, dając Ci tym samym do zrozumienia, abyś sprawdził, czy Cię nie ma w pokoju.

Na zewnątrz bębnienie deszczu przybrało na sile. W kolejnych rozbłyskach widziałeś, jak woda spływa strugami z góry. Przez chwilę zdawało też Ci się, że ktoś tam stoi... uczucie jednak to znikło, kiedy zamrugałeś oczyma.

Nic to. Pora do łóżka!

Eliasz - 2012-08-05 17:38:32

Dobra, umówmy się - jestem przewrażliwiony. Nie mniej jednak, przepowiednia Wszechwiedzącego zdaje się być prawdziwa. Jakieś monstrualnie diabeł-wie-co dybie na mój żywot. I nie tylko mój. Wszyscy odszczepieńcy są w niebezpieczeństwie. Mam nadzieję, że nie tylko ja dzisiejszej nocy dowiem się, co się dzieje.

A tak swoją drogą: jak ja mam wykonać swoją misję, kiedy jest taka pogoda? Ech... będzie trzeba opracować zaklęcie ochrony przed deszczem. "Powietrzna parasolka"? A może: "powietrzny antydeszczowy płaszcz wiatru"? Chyba brzmi zbyt... majestatycznie? Z pewnością tak. Szczególnie, jeśli mowa o tak beznadziejnie prostym zaklęciu.

Ruszam do swojego pokoju. Jeżeli czuję się na siłach, używam zaklęcia pochodni i oświetlam swoją drogę.

Mortal One - 2012-08-05 18:03:13

Wyszedłszy z jadalni, poczułeś znowu dziwne mrowienie na plecach. I wcale nie czułeś się na siłach - przejedzenie również nie służyło czarowaniu. Już miałeś skierować swoje kroki do pokoju, gdy nagle...

- Trrach! - rozległ się dźwięk, z jakim zastawa uderza o ziemię. I mógłbyś przysiąc, iże była to zastawa, którą dopiero co oczyściłeś z pieczystego... A z kolei była tylko jedna osoba w tym budynku, która mogła ją nieść w tamtej chwili. Poczułeś, jak Twoje mięśnie ścinają się jak kurze białko, nie pozwalając się ruszyć...

Eliasz - 2012-08-05 18:26:59

Kurwa, wiedziałem! Szybko odwracam się i szukam źródła hałasu. Na bogów, żeby to był tylko skutek niezdarności krasnoludzicy! Chyba sam w to nie wierzę. Jednak włamywacz. Ręką szukam jakiegoś przedmiotu, który może przydać się jako broń. Bez magii wiele nie wskóram... koszmar.

Mortal One - 2012-08-05 18:43:47

Zobaczyłeś przez dwie pary drzwi (te otwarte, do jadalni, i te półotwarte, prowadzące do kuchni), jak Helga z kamienną twarzą cofa się i szybkim ruchem chwyta coś podłużnego... wałek. Tak, to musiał być wałek. Następnie krasnoludzica zamachnęła się z rykiem, którego nie powstydziłaby się kohorta nordyckich berserków, i zdzieliła podłużnym przedmiotem coś niewidocznego; w odpowiedzi chlusnął na nią jakiś ciemny płyn, który mógł być krwią, ale z pewnością nie ludzką...

Tymczasem Ty rozglądnąłeś się szybko po okolicy i tuż obok wejścia dostrzegłeś... stojak na laski, a w nim kilka zdobionych drągów, także metalowych. Już miałeś chwycić jedną i być gotowym do boju, kiedy za Tobą rozległ się ostry głos:

- Stój, szubrawcze, i odwołaj bestię, którą tu wpuściłeś!

To już kompletnie zbiło Cię z tropu...

Eliasz - 2012-08-05 19:02:39

- Kogo nazywasz szubrawcem?! Nie mam z tym nic wspólnego!
Biorę w dłonie jedną z lasek i podbiegam do Helgi. Może i nie mam energii magicznej, ale codzienne ćwiczenia też miały swój cel! Nie pozwolę zranić tak utalentowanej kucharki...
-Przydaj się na coś i załatw intruza!

Podbiegam do Helgi, zasłaniając ją. Kątem oka zerkam, kto się pojawił w drzwiach, jednak gotów, by rąbnąć przeciwnika laską. Łajza. I to nie byle łajza, założę się, że wszyscy mieszkańcy wiedzą, że to Gildia Magów. Byle kto by się z taką wiedzą tutaj nie włamał. Kto jest tak głupi?... Jednak dobrze mieć Wszechwiedzącego po swojej stronie. Założę się, że to on przysłał pomoc.

Zaciskam dłonie na lasce. Spróbuj, gnoju!

Mortal One - 2012-08-05 20:59:42

- Blagier! - wrzasnął nieznajomy, który okazał się czarnobrodym magiem w długiej, aksamitnej szacie, i zmierzył Cię wściekłym spojrzeniem małych, paciorkowatych oczu. Następnie, kiedy Ty rzuciłeś się na potwora, krzywiąc się od wydzielanego przezeń smrodu zgnilizny (tego, którego poczułeś wcześniej!), wykonał jakiś skomplikowany gest rękami i posłał w Twoją stronę strumień energii, który oplótł Twoje ręce i nogi i zwalił Cię na ziemię.

Z parteru mogłeś wreszcie przyjrzeć się przeciwnikowi. A był to (o zgrozo!) żywy trup. Trup, który za życia był zapewne osobnikiem płci męskiej, teraz obleczonym popękaną, zbrązowiałą skórą, zza której przezierało gdzieniegdzie surowe mięso oraz brudnoszare kości, a z głowy którego sterczały zlepione ziemią włosy, teraz rzucił się w stronę nowo przybyłego, zaś gdy przechodził nad Tobą, odór stał się jeszcze dotkliwszy.

Ty jednak nie mogłeś nawet kiwnąć palcem, kiedy z wyrządzonej helgowskim wałkiem rany kapnęła na Ciebie gnijąca krew ożywieńca. A mogłeś bezpiecznie zostać w swoim pokoju i poczekać z głodem do rana, zwłaszcza że teraz czułeś, iż zaraz zwrócisz to, co właśnie zjadłeś...

Eliasz - 2012-08-05 21:19:55

Cholera, przecież ten debil zabije mnie i Helgę! I to są najgorsze chwile, kiedy musi mi starczyć energii na jakiekolwiek zaklęcie, a nie mam szans zrobić zupełnie nic! Skup się...
- Zdejmij to ze mnie, do cholery!

Mortal One - 2012-08-05 22:21:19

...wrzasnąłeś, a mag ani drgnął. To znaczy - drgnął, ale nie z Twojej przyczyny. Kiedy nieumarły rzucił się na niego z sykiem, jakiego nie powstydziłaby się najgorsza żmija, zręcznie uskoczył (tak zręcznie, jakby to było przedstawienie wędrownej trupy, a nie prawdziwa walka; mag i ożywieniec - śmiertelny duet, tylko w Tiarrim, tylko dla wybranych! - taki oto afisz widziałeś już oczami wyobraźni), zręcznie uskoczył i powiedział szeptem jakieś zaklęcie, którego słów nie dosłyszałeś, a trup... po prostu zrejterował w stronę drzwi na podwórze.

W tej samej chwili poczułeś, jak magiczne więzy nieco się luzują. Mag, co dziwne, nie próbował gonić umarlaka, ba! nawet nie odprowadził go wzrokiem, tylko jak gdyby nigdy nic zwrócił się do Helgi:

- Nic ci nie jest? - i nie czekając na odpowiedź, warknął już do Ciebie: - Zapłacisz za to... mało brakowało, a by ktoś zginął... Już ja doniosę twoim przełożonym, co tu się wyprawia! Komu służysz? Hm? Liściom? Inkwizycji? A może jesteś z jednej z tych sekt, co zlatują się co pełnię na sabaty na zamiejskich wzgórzach?

Eliasz - 2012-08-06 10:38:58

Wielu ludzi działało pobudzająco na moje nerwy, ale TEN człowiek chyba przesadził. Chyba na pewno.
- Służę Gildii Magów. Jestem Eliasz, przybyłem dzisiaj w nocy. Jeżeli nie wierzysz w to, to możesz się zapytać o to mistrza gildii albo Juliusza, podobno wszyscy go tutaj znają. To mój mistrz z Akademii Magicznej. Więc, z łaski swojej, uwolnij mnie, a potem przyznaj, że Twoja ignorancja może być problemem. Będziesz tak miły?

Po prostu świetnie. Jeszcze tego brakowało, żeby moi sojusznicy byli przeciwko mnie. Chyba sojusznicy... ten człowiek mi się nie podoba. Przyjaciółmi to my na pewno nie będziemy, to jedyna pewna rzecz.

Mortal One - 2012-08-06 13:31:46

Nie będziecie... zwłaszcza że - jak się wkrótce okazało:

- Ja zaś jestem Otton Ponury, starszy w Gildii Magów - był to, zdaje się, ten człowiek, przed którym ostrzegał Cię Wszechwiedzący w ostatnim śnie.

- A ty, iskrzący, jesteś winien mi szacunku. Wiem, iże dziś przybyłeś, niemniej nie spodziewałem się, iż tak szybko zaczniesz sprawiać kłopoty... Dość, że wpuściłeś do Gildii potwora i próbowałeś z jego pomocą zabić kucharkę. To wystarczy, byś stanął przed sądem... - wymruczał chyba bardziej do siebie mag.

Wyglądało na to, że nie chce Cię słuchać i że wpadniesz przez to w niezłe tarapaty...

Eliasz - 2012-08-06 14:44:45

- Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, Ottonie. Na pewno kiedyś o tym słyszałeś.
Ten skurwiel... ukartował to, na pewno. Nawet gdybym stanął przed sądem, to ten kretyn nie ma odpowiednich dowodów, blefuje.
- Co zrobiłeś z tym umarłym?... Czemu go nie zniszczyłeś? Może byś się do czegoś przydał?

Mortal One - 2012-08-06 15:25:00

Z początku starszy od Ciebie rangą Otton nie odpowiedział. Potem jednak zbliżył się, chwycił Cię za frak i - z zadziwiającą siłą, jak na jego wiek - podniósł do góry jak szmacianą lalkę. Wtedy zaś rzekł (a raczej: wysyczał Ci w twarz):

- Już ty mnie, impertynencie, szacunku nie ucz...

I nagle:

- Zostaw go, Ottonie. To mój nowy uczeń. Z pewnością nie zasłużył na podobne traktowanie - to odezwał się kolejny mag, którego właśnie dostrzegłeś w drzwiach. Anwaldta Kreuza cechował niski tembr głosu, surowy, acz rumiany, zarośnięty fizys oraz rude włosy; tego samego koloru bokobrody poruszały się lekko, gdy mówił, co nadawało mu iście lwiej prezencji. No, no, Twój nowy mistrz nie wyglądał na nudziarza. A z całą pewnością nie na kogoś, z kim warto by zadrzeć...

A jednak - Otton Ponury nie miał podobnych obiekcji. I choć puścił Cię posłusznie (ustałeś na nogach - z trudem, ale zawsze), wydął wyniośle usta, napuszył się i oświadczył:

- Twój nowy uczeń... tak, sam widziałem... wpuścił do budynku nieumarłego i próbował, wierz mi lub nie, zabić z jego pomocą naszą kucharkę! I jak mam w obliczu podobnego występku go nie ukarać? To skandal, Anwaldtcie!

- Skandal czy nie skandal, usiądźmy wszyscy i omówmy to na spokojnie. Ale nie dziś, a jutro, kiedy wszyscy się z tym prześpimy i zyskamy świeże spojrzenie na sprawę - odparł spokojnie Kreuz, gładząc się po bokobrodzie w zamyśleniu.

- Nie pójdę spać spokojnie, kiedy ktoś taki znajduje się parę pokoi ode mnie i jest wciąż gotów, by działać! O, co to, to nie! Żądam natychmiastowych wyjaśnień! Albo złożę skargę u samego mistrza!

- Sądzę, iż Perialdes ma ważniejsze sprawy na głowie, niźli czyjeś podejrzane nocne eskapady - wyjaśnił Twój mentor. - Dlatego nalegam udajmy się na spoczynek, a sprawą zajmijmy się rano, przy śniadaniu. - I kiedy Ponury już otwierał usta, by zaoponować, szybko dodał: - Pamiętaj, że stoję wyżej w hierarchii. Czy to nie ty pouczałeś przed chwilę tego młodzieńca, iże starszych rangą należy respektować?

- Tak... tak... oczywiście... No cóż, jeśli tak będzie najlepiej... - powiedział w końcu zrezygnowanym tonem Otton. - Tak więc... życzę dobrej nocy. I liczę, iż oboje rano się stawicie - dorzucił surowo.

Kiedy wyszedł, Helga podsumowała jego istotę jednym, krótkim:

- Dupek - i beknęła potężnie, jakby dla podkreślenia tego, co o nim myśli. Trudno się było z nią nie zgodzić...

Eliasz - 2012-08-06 15:38:43

- Helgo, wyjęłaś mi to z ust. Kompletny dupek... mam nadzieję, że nie wierzysz w to, że mógłbym Cię zabić.
Odwracam się w stronę Anwaldta.
- Dziękuję za pomoc, ten obłąkaniec byłby mnie zabił, gdyby nie Ty.

Cholera, to naprawdę jest niebezpieczne. Otton Ponury będzie robił wszystko, żeby się mnie pozbyć. Tylko... skąd wie, że służę Wszechwiedzącemu? To jest jedyny powód, dla którego miałby mnie atakować, więc musi wiedzieć. Chyba że naprawdę jest obłąkany i próbuje się pozbyć ludzi ot tak sobie. Tak czy siak, mam silnych sojuszników. Tylko trzeba uważać na to, kto jest mi przyjazny a kto nie... szlag. Będzie ciężko.

- To naprawdę nie ja, mam nadzieję, że mi wierzycie. Ja tylko chciałem coś zjeść... podróż mnie wycieńczyła. Po drodze tylko zamknąłem okno, które było już otwarte. Sądziłem, że ktoś po prostu zapomniał go zamknąć na noc.

Mortal One - 2012-08-06 16:25:28

- Wierzymy ci... ale pozwól, że wpierw się przedstawię. Jak pewnie wiesz, nazywam się Kreuz, Anwalt Kreuz, aczkolwiek nie będę miał nic przeciwko, jeśli będziesz się do mnie zwracał po imieniu. Zostałem przydzielony do opieki nad tobą - zgodnie ze starym zwyczajem: do czasu, aż sam nie przewyższysz mnie rangą. Ty zaś jesteś Eliasz, o ile się nie mylę... A więc, Eliaszu... - mówił profesor, aż nagle spojrzał znacząco na Helgę i dodał: - Mogłabyś?

- Już Helgi nie ma! - powiedziała krasnoludzica i wyszła z zatroskaną miną, Twój mistrz zaś kontynuował:

- To, co dziś w nocy zaczęło dziać się w Tiarrim... dotknie jeszcze wielu ludzi. Na razie wiemy, iż to wszystko wymierzone jest przeciwko nam, Jego wiernym sługom.

Zapadła na chwilę niezręczna cisza.

- Tak, wiem o konspiracji... są jednak takie chwile, w których trzeba się zjednoczyć i porzucić maski - wyjaśnił Anwaldt. - Niestety, Otton ma silnych przyjaciół. Nie ty pierwszy padłeś jego ofiarą... od dawna poluje na nowych, hm, nowych szczególnego sortu. Słyszałem też, jaką masz misję. I muszę cię zmartwić - będziesz musiał podjąć ją już dziś. Jak mówiłem, Ponury ma silnych przyjaciół. Teraz zaczął się wyścig z czasem... Tak, ja też miałem tej nocy wizję. I wiem, skąd ta burza. To nie wróży nic dobrego... Musisz go zdemaskować, rozumiesz? Tylko ty możesz to zrobić. W przeciwnym razie nie unikniesz konsekwencji.

Eliasz - 2012-08-06 16:52:49

- Łatwo Ci mówić... ja jestem magiem, nie szpiegiem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Co gorsza, jestem zwykłym elementalistą, moja magia będzie bezużyteczna w tej misji.
Siadam na podłodze. Zawsze lubiłem siedzieć na podłogach. Często siadałem sobie z Królisiem i tak sobie siedzieliśmy, zazwyczaj grając w szachy.
- Nie mam pojęcia od czego zacząć... możemy przeszukać jego pokój? Biuro, cokolwiek? Na pewno masz jakieś pomysły. No i co możesz mi powiedzieć o tej burzy?

Mortal One - 2012-08-06 18:01:30

Twój mentor nie usiadł, tylko z westchnieniem oparł się o framugę drzwi. Ty zaś zdałeś sobie sprawę, że akurat na tym skrawku podłogi, na którym się usadowiłeś, wykwitła wcześniej wielka plama cuchnącej posoki, jak nic należącej do umarlaka... Choć skoro i tak już cały w niej jesteś...

- Po kolei, chłopcze - wyrwał Cię z zamyślenia Anwaldt. - Zacznijmy od tego, że magia nie będzie potrzebna w twej misji. Ba! Byłoby nawet niewskazane wszelkie jej użycie... wszak nie chcesz, by cię zdemaskowano, prawda? Tu chodzi o zwykłe śledzenie. Musisz podejść Ottona w taki sposób, byś mógł usłyszeć jego rozmowę i zebrać wystarczająco dużo dowodów... cały czas będąc, rzecz jasna, niezauważonym. Na niewiele się zda jednak samo twoje słowo - nawet jeśli on pozna, że go zdemaskowałeś, wystarczy, że uda, iż ci nie wierzy, a cały nasz plan legnie w gruzach. Dlatego mam tu pewne - nie przeczę, że magiczne - urządzenie.

Mag wyjął zza pazuchy niewielki, owalny przedmiot i podał Ci go.

- To jest magiczny przedmiot, który przechwytuje dźwięki i obrazy tak, aby później mogły się w nim pojawić. W zasadzie przypomina małe lusterko... tylko nie otwieraj go pod żadnym pozorem, dopóki nie znajdziesz się w karczmie! Jest jednorazowego użytku. Po tym, jak go otworzysz i znowu zamkniesz, będzie już tylko odtwarzał jedną sytuację...

Eliasz - 2012-08-06 18:58:44

- Właśnie tego mi było trzeba. To znacząco ułatwi sprawę. Musisz mi wybaczyć moją nieporadność, ale sam wiesz, że dopiero tutaj przybyłem. Jeszcze się nie wdrożyłem... ach, a już zdążyłem sprawić ci kłopot. Naprawdę przepraszam.
Chyba nie zrobiłem najlepszego wrażenia. Wyszedłem na nie mogącego nic zrobić nowicjusza. Muszę się postarać i dokładnie wykonać swoje zadanie... uda się, uda!
- Mam jeszcze jedno pytanie. Dlaczego tak ważne zadanie powierzacie nowicjuszowi? Chyba powinien się tym zając ktoś bardziej doświadczony...

Mortal One - 2012-08-06 19:19:27

- Już ci powiedziałem: musisz sam to zrobić, jeśli chcesz uniknąć konsekwencji. A zapewniam cię, że Otton i jego znajomi, jeżeli go o czasie nie zdemaskujesz, będą mogli poważnie ci zagrozić... i nie mówię tu jedynie o twojej karierze... - odrzekł Anwaldt i zapadła na chwilę grobowa cisza, tylko czasem rozdzierana odległym grzmotem. W końcu chrząknął i podjął przerwany wątek:

- Pytałeś też o burzę. Cóż... podejrzewamy, iże nie została ona wywołana przez siły natury. Ba! Teraz, kiedy tu szedłem, usłyszałem, jak mówiłeś, iż Ponury nie zniszczył tego umarlaka... to daje do myślenia. Byłbym nawet skłonny przypuszczać, iż w tej burzy maczała palce sama Inkwizycja. I jakby nie było, pewien jestem, iż jutro dowiemy się o tym w całej rozciągłości...

Eliasz - 2012-08-06 23:44:45

- Zaraz, jeżeli burza ma związek z umarłymi to zapewne ich ilość będzie adekwatna do siły burzy. A ta nie wydaje się uspokajać, z każdą chwilą jest gorzej... To może być problematyczne. Oby nie było więc prawdziwe.
(Offtop, ale muszę, nawet nie wiesz jak chujowo pisało się to zdanie, kiedy za oknem zaczęła się rozpętywać PRAWDZIWA burza. Zgiń!)

Wstałem. Wziąwszy w dłonie magiczny przedmiot, obróciłem nim parę razy.
- Uda mi się. Nie mam wyboru, prawda? Pójdę już spać.
Lekkim ukłonem żegnam się z przełożonym. No, wydaje się być wporządku. Przynajmniej nie jest tak sztywny jak profesorek i mistrzunio... Czas iść do pokoju na zasłużony wypoczynek.

Mortal One - 2012-08-07 00:03:23

Mistrz pożegnał Cię skinieniem i sam wstał, by udać się do swojej izby.

Ty również po chwili byłeś już w swojej. Drzwi same otworzyły się przed Tobą (ta magia!). Na zewnątrz, coraz rzadziej (a więc i dalej) rozlegały się grzmoty. I błyskało jakoś słabiej... a czasu na wypoczynek zostało Ci niewiele. Musiałeś mieć rano świeży umysł, jeśli Twe niełatwe zadanie miało się powieść...

Eliasz - 2012-08-07 00:15:59

Wyśmienicie. Moje pierwsze zadanie jest kompletnie nie związane z tym, w czym się specjalizuję. Co za bezsens! Tak czy siak, ktoś musiałby to zrobić, ale czemu akurat ja? Mam tylko nadzieję, że w następnym zdaniu skopię czyiś zad. Opracuję jutro, po zadaniu, jakieś nowe zaklęcie. Tak, genialny pomysł.

Rozebrałem się. Brudne ubrania rzuciłem w kąt pokoju, teraz i tak nie miałbym jak się nimi zająć. Mogą poczekać. Położyłem się do łóżka, w nadziei, że żadna wizja mnie nie wyrwie ze snu.

Króliś stał zapatrzony w pioruny, które rozbłyskiwały za oknem rozświetlając miasto.
- Nie denerwuj się. Ja Cie pilnuję, przecież wiesz... - powiedział to głosem, który wywołałby gęsią skórkę u każdego, nieprzyzwyczajonego człowieka. Potem obrócił swoją głowę w moją stronę, ustawiając ją pod nienaturalnym kątem - Prawda?
- Tak, tak Królisiu. Przecież i tak nie istniejesz.
Pokój rozbłysł na chwilę, wystarczająco długą, aby Króliś mógł  spokojnie zniknąć.
- Nie istniejesz, prawda?...

Sen sen sen zmora cień. Dobre było to żarcie...

Mortal One - 2012-08-07 12:08:19

Długo zasypiałeś; grzmoty przez długi czas nie dawały Ci spokoju... aż w końcu wpadłeś w dające błogość, ciemne wody snu.

Tym razem nie miałeś żadnych widziadeł; a w każdym razie, kiedy rano zbudziły Cię promienie Słońca, niczego takiego sobie nie przypominałeś. Głowa bolała Cię po nieprzespanej nocy, powieki nie chciały się rozkleić... ziewnąłeś potężnie... ale przecież musisz się ratować przed zakusami złowrogiego Ottona!

Eliasz - 2012-08-07 17:49:44

- Słońce? Co do?...
Dziwne. Sądziłem, że burza będzie trwała dłużej niż jedną noc. Może Odszczepieńcy już zaczęli działać? Bardziej prawdopodobne jest, że Inkwizycja zrobiła pierwszy krok i szykuje następny. Nie mniej jednak... czas pokazać moje karty.
Ubieram się w swoje zwykłe ubrania. Do małej torby podróżnej, jaką zwykle ze sobą noszę, wkładam wszystkie potrzebne przedmioty i ruszam do jadalni. Pierwszy raz spotkam członków gildii... trzeba się dobrze pokazać. Podobno pierwsze wrażenie jest najtrwalsze.

Mortal One - 2012-08-07 18:35:03

Niemniej jedyne wrażenie, jakie na nich wywarłeś, to zwykła, ludzka ciekawość. Czasem objawiała się w znaczącym spojrzeniu, czasem w szepniętym półgębkiem słowie, a czasem nawet w uprzejmym pozdrowieniu. Szedłeś przez pełną jadalnię (wstałeś widać o czasie, bo cała Gildia ledwie zaczęła śniadać), zalaną słonecznym blaskiem, acz wciąż noszącą piętno wczorajszych wydarzeń. W końcu przy jednej z ław dostrzegłeś swojego mistrza, który zaprosił Cię ręką. Obok niego siedział Otton. Ten zaś nawet na Ciebie nie spojrzał...

Eliasz - 2012-08-07 18:50:44

Hm. Chyba nie będzie tak źle, ludzie wydają się być bardzo mili... na pewno poznam tutaj wielu pomocnych sojuszników. No, może poza tym jednym...
Po krótkiej chwili podchodzę do stołu, przy którym siedzi mistrz.
- Dzień dobry, Anwaldcie. Witaj, Ottonie. Piękny mamy dzisiaj dzień, nieprawdaż?
Siadam spokojnie koło przełożonego. Ciekawe, co zaraz usłyszę.
- Hm... jak się spało?

Mortal One - 2012-08-07 19:06:08

Na Twoje pytanie odwarknął Otton, który całkowicie zignorował Twoje powitanie:

- Chyba: jak się NIE spało - i wziął sobie kromkę chleba, nie spuszczając z Ciebie oczu.

- Ależ Ottonie! Przecież po wiadomym zajściu zostało jeszcze kilka długich godzin! Czyżby to grzmoty przeszkodziły ci w zaśnięciu? - zagaił Anwaldt z filuternym uśmieszkiem. - I tak, witaj, Eliaszu - dodał.

Ponuremu jednak nie w smak były te żarty:

- Proponuję, byśmy od razu przeszli do rzeczy, zamiast trwonić czas na niepotrzebne przekomarzanki. Pozwólcie więc, że ja zacznę.

- Słuchamy, Ottonie - odrzekł Twój mistrz raźno, chociaż uśmiech zszedł mu z twarzy.

- Tej nocy - zaczął donosiciel, żując kawałek boczku - twój nowy podopieczny opuścił sypialnię. Czy to się zgadza?

Wyglądało na to, iże ostatnie pytanie było skierowane do Ciebie...

Eliasz - 2012-08-07 19:19:59

Ha, dobrze trafiłem. Anwaldt nie jest kolejną, nudną jak receptury alchemiczne mikstur transmutacyjnych, starą świnią. Swój człek. Chwali mu się.
- Tak, zgadłeś, Ottonie. W środku nocy opuściłem swój pokój. Burza nie tylko Tobie odebrała spokojny sen.

Tak czy siak, muszę uważać na to, co mówię. Ten gość zrobi wszystko, by mnie wyprowadzić z równowagi. Chociaż, jak na razie, to ja jestem bliżej osiągnięcia swojego celu. Swoją drogą, ten boczek w jego mordzie wygląda jak... gówno w przeręblu?

Mortal One - 2012-08-07 20:43:24

Ponury przełknął kęs i kontynuował adekwatnie do swego przydomku:

- To dlatego ja również miałem zamiar wyjść ze swej izby, by popracować trochę w bibliotece. I wtedy zobaczyłem go - wskazał Cię podbródkiem, jakby i tak nie było wiadomo, o kogo chodzi - przy korytarzowym oknie. Otwartym oknie. Które otwartym wcześniej na pewno nie było.

- Skąd wiesz, Ottonie? - wpadł mu w słowo Anwaldt. - Czyżbyś był tam wcześniej i... sprawdzał?

Gdzieś przy sąsiednim stole wybuchła salwa śmiechu, kompletnie odstając od ciszy, która zapadła przy Waszym. Ile byś dał, by móc zasiąść po weselszej stronie!

- Nie... - odparł Ponury, a żyła na jego skroni nerwowo zapulsowała. - Czyż to nie oczywiste, iże po otwarciu okiennic w taką słotę hałas byłby równy temu wydawanemu przez szarżę kawalerii?

- A nie pomyślałeś... - Kreuz zwiesił na chwilę głos, jakby chcąc zasugerować, iż Otton w ogóle nie myśli - iże to ten hałas mógł właśnie cię zbudzić?

Tego było dla biednego Ottona za wiele:

- Tam była TYLKO JEDNA osoba, która mogła otworzyć to okno i wpuścić to, co tu wpuszczono! - rzekł, podnosząc głos i siebie.

To przykuło atencję współbiesiadników. W okolicy zapadła cisza.

- Czy są tu przynajmniej cztery osoby... które mogłyby zaświadczyć, iże JA nie... nie wpuściłbym do Gildii nieumarłego? - zawołał łamiącym się z wściekłości głosem. Natychmiast powstało takich osób kilkanaście.

Tymczasem Twój mistrz Ci wyjaśnił półgębkiem:

- Ta liczba jest w Gildii wymagana, by poświadczyć czyjąś niewinność...

- Ta sprawa... wychodzi poza gildyjną jurysdykcję. Możemy tu mówić o użyciu czarnej magii... Obawiam się, że jeszcze dziś zostanie zawiadomiona odpowiednia instytucja - powiedział sucho donosiciel i wyszedł, zostawiając niedojedzone resztki i oniemiałych - w większości - słuchaczy. Acz po chwili na nowo rozgorzały dyskusje...

- Skończ szybko śniadanie i do dzieła - mruknął Anwaldt grobowo. Tak... sytuacja była ciekawa inaczej.

Eliasz - 2012-08-07 21:21:06

- Cóż, jak widać, Otton jest tak tępy i zarozumiały jak i ponury. Szkoda, że tacy ludzie najczęściej znajdują sobie dupolizów, którym przerębl niegroźny... khym.
Biorę w rękę pajdę chleba. Dużym kęsem zaczynam swoje śniadanie, które raczej na tej pajdzie się skończy.
- W nocy się już najadłem. A skurwysyństwo samo się nie wypleni. Chociaż mogłoby.
Wstaję od stołu.
- Do zobaczenia, Anwaldtcie. Zobaczymy się jak już wrócę. Oczywiście, z dowodami w dłoniach.

Zaczynamy akcję szpiegowską. Zaczynam podążać za Ottonem, jedząc swoje śniadanko. Ciekawe, co mnie czeka... Staram się nie zbliżać do niego nadto. Chyba nie powinien mnie zauważyć...

Mortal One - 2012-08-07 22:19:25

Chleb smakował niezgorzej; był świeży, nie zaś odświeżany, jak ten, który jadłeś w nocy.

- Powodzenia - rzucił za Tobą mistrz, kiedy szedłeś w stronę wyjścia. Zaraz potem wpadłeś w zgiełk ulicy tak, jak kropla wody wpada do rwącej rzeki. Tłum nie pozwolił Ci czekać, tylko porwał Cię ze sobą. Dopiero teraz zdałeś sobie sprawę, iże zapomniałeś zapytać, gdzie właściwie jest ta karczma, do której zmierzał Otton. Było już za późno, żeby zawrócić, a jego czarna czupryna dawno zniknęła w morzu ludzkich głów...

Na szczęście, przypomniałeś sobie, jak stałeś tu wczoraj, tuż po teleportacji. Bodaj zza rogu dobiegały odgłosy karczemnej hulanki...

Eliasz - 2012-08-07 22:28:37

Chyba wypadałoby się tam udać. Za rogiem... w sumie, spotkanie w karczmie, która jest blisko nie wywołuje żadnych podejrzeń. Dziwnym by było, gdyby szedł na piwo do karczmy w innej części miasta.

Idę w stronę, z której wczoraj dochodziły mnie karczemnie odgłosy. Po drodze, wyjmuję z torby podróżnej długi, brązowy płaszcz z kapturem i go zakładam. To chyba jedyne, co mogę zrobić, aby mnie nie dopadł.

Uda mi się, musi mi się udać... inaczej będzie kiepsko ze mną.

Mortal One - 2012-08-07 23:14:38

Z wyjęciem płaszcza musiałeś poczekać, aż tłum nieco się przerzedzi (zapewniając tym samym mniej spektakularne feerie zapachów, których nie spotykałeś nawet wśród ordińskiej tłuszczy!). W końcu trafiłeś na lukę, akurat powstałą wokół jakiegoś kuglarza, odstawiającego pokaz żonglerki. Ty jednak nie miałeś czasu, by zatrzymać się i popatrzeć... Ścigany przekleństwami ludzi, którym zasłoniłeś widok, skręciłeś wreszcie za róg.

A tam kamienice jak wszędzie indziej... brudne, odrapane fasady, odłażący tynk, wyblakłe herby... Aż wreszcie ujrzałeś budynek, co odcinał się od innych swym zadbanym licem. Kolorowe, witrażowe okna błyskały wesoło w Słońcu, zaś szyld, poskrzypując, chybotał się wśród ulicznej kurzawy... tak, karczma. Pozostaje mieć nadzieję, iże trafiłeś pod właściwy adres...

Eliasz - 2012-08-08 21:22:31

Wszedłszy do budynku Gildii, od razu kieruję swe kroki do Anwaldta Kreuza, który, jak mniemam, jest jeszcze w jadalni. Chyba jedynej osoby, która może mi teraz pomóc. Niezłe tarapaty, przepysznie. Szkoda, że znowu to ja jestem w najgłębszym... garnku?

Jedyne źródło dowodów, kompletnie nieprzydatnych ciążyło w torbie podróżnej... mam nadzieję, ze nie okaże się kompletnie bezużyteczne.

Mortal One - 2012-08-09 14:16:28

Anwaldta w istocie spotkałeś w jadalni, pogrążonego w rozmowie z paroma starszymi magami. Na Twój widok wstał, przeprosił rozmówców i zaprosił Cię do jednego z trzech prawie całkiem pustych stołów. Na widok wciąż piętrzącego się tam jedzenia sam o mało nie puściłeś się biegiem na wskazane miejsce...

Kiedy Ty wciąż stałeś w wejściu do jadalni, drzwi wejściowe otworzyły się, wpuszczając uliczną wrzawę, od której właśnie uciekłeś, i... Ottona Ponurego. Ten przez chwilę rozglądał się wokoło i już miał gdzieś iść, gdy nagle spostrzegł Ciebie. Oraz to, że miałeś ciągle na sobie płaszcz z karczmy.

- Tyyy... - pobladł i ruszył w Twoją stronę, po czym, chwyciwszy Cię za frak, wysyczał:

- Byłeś tam, tak?... Wszystko słyszałeś... - i nagle pobladł jeszcze bardziej: - Lusterko... oddawaj mi to lusterko. Albo obiecuję ci, że więcej nic już nie podsłuchasz...

- Ottonie! Znowu napastujesz mojego ucznia! - to był głos Anwaldta. Stanął obok Was, w wejściu.

- Tyyy! - Ponury pobladł jeszcze bardziej, puścił Cię i zwrócił się w stronę Twojego mistrza, wskazując go palcem: - Ty mu pomogłeś! To ty dałeś mu lusterko! Jeszcze dziś przyjdzie tu Inkwizycja! Obaczycie!

Obrócił się w stronę wyjścia i byłby opuścił to miejsce, gdyby nie to, iże drzwi znów się otworzyły... a stanął w nich sam Perialdes.

- Nigdzie nie idziesz - powiedział ostro i zamknął za sobą...

Eliasz - 2012-08-09 14:42:42

- Lusterko?... Ottonie, nie wyglądasz na kogoś, kto potrafi z czegoś takiego korzystać. Chociaż, rzeczywiście, przydałoby Ci się.
Lekkim ukłonem witam się z Perialdesem.
- Witaj Mistrzu. Anwaldtcie, mam dla Ciebie przesyłkę, o którą prosiłeś.

Ciekawe, jak sytuacja się rozwinie. Zapewne Otton boi się swoich powiązań z tym Gerwazym, bo nie przechwyciłem nic przydatniejszego... chyba. Cóż, najważniejsze, że nie muszę biegać za tym kretynem i podsłuchiwać jego rozmów. Oby następne zadanie było bardziej dostosowane do moich umiejętności.

Mortal One - 2012-08-09 15:36:58

Widząc, jak podajesz lusterko mistrzowi, Ponury oświadczył spokojnie (na tyle spokojnie, na ile było go stać):

- Zobaczcie sobie, zobaczcie! Wszystko, co tam jest, to moja rozmowa w interesach!

Tymczasem w hallu zebrało się sporo gapiów. Co chwila rozlegały się stłumione szepty, ktoś kogoś pokazywał palcem, ktoś kiwał głową... zacząłeś czuć się nieswojo. Nawet jeśli uda się teraz pomyślnie zakończyć całą sprawę, plotka zrobi swoje i wiedziałeś, iże może nawet skrzywić Twój wizerunek. Tym będzie jednak lepiej martwić się później...

Anwaldt otworzył lusterko i rozległy się stłumione głosy rozmowy, której byłeś świadkiem. Podsunął je też mistrzowi, który zmarszczył w zamyśleniu czoło.

- Nic tam nie ma! Nie możecie mi nic zrobić! - krzyczał w tym czasie Ponury...

Eliasz - 2012-08-09 15:41:52

Spokój przeciwnika to najłatwiejszy sposób, żeby paść ofiarą zdenerwowania. I właśnie to mnie niepokoi. Czemu on się niczego nie boi, przed chwilą trząsł się jak... jak... gówno w przeręblu! W sumie, to lusterko...

Albo nie zostanie nic ze mnie, albo z niego. Nienawidzę oczekiwania...

Mortal One - 2012-08-09 16:07:41

Niemniej - tym razem oczekiwanie chyba się opłaciło. A przekonał Cię o tym głos samego Perialdesa:

- No, no! Obawiam się, Ottonie, że jednak możemy... To, co tu widać, to nielegalny handel groźnymi, magicznymi ingrediencjami. Obawiam się, że to wystarczy, by podważyć twoją wiarygodność jako świadka w sprawie obecnego tu Eliasza. Co więcej, podobne - nie przeczę, iż wiarygodne - dowody zmuszają mnie do powzięcia śledztwa w tej sprawie, na czas którego tracisz jakąkolwiek moc reprezentowania Gildii u zewnętrznych instytucji.

Po tym wyroku Ponury zbladł... aż drzwi się otworzyły po raz trzeci, zaś w nich stanęło troje ludzi w czarnych uniformach. Inkwizycja. Serce podeszło Ci do gardła...

- Przybywamy w związku z doniesieniem o użyciu czarnej magii na terenie Gildii! Mamy niezwłocznie ująć podejrzanego i przesłuchać go w najbliższej placówce! - zawyrokował najwyższy inkwizytor, szpakowaty, o twarzy pokrytej dziobami po ospie.

- Niestety, taka sprawa wymaga świadków - oświadczył spokojnie Perialdes - zaś jedyny świadek został właśnie zdyskredytowany w związku z domniemaniem nielegalnego handlu. Dlatego, szanowny mistrzu inkwizytorze, jeśli jest cokolwiek innego, w czym mógłbym wam pomóc, pytajcie śmiało. Jeśli jednak nie - zapewniam was, że nie macie tu czego szukać!

Na te słowa inkwizytor zbladł:

- Witaj, Perialdesie... ty... tutaj? - widać nasz Perialdes cieszył się szeroką sławą w Tiarrim... - I tak, tak, rozumiem... obawiam się jednak, iż jedynie sama Inkwizycja może zdyskredytować świadków.

- I tu cię zmartwię - odparł mistrz Gildii, po czym nie wiadomo skąd dobył grubą księgę. Następnie zaczął ją wertować, aż nie znalazł właściwej strony: - Wedle ustawy o postępowaniu w zewnętrznej instytucji, paragrafu trzydziestego drugiego, unieważnić dyskredytację Inkwizycja może JEDYNIE w przypadku, gdy na terenie omawianej instytucji, podczas zdarzenia, znajdował się jej członek i/lub współpracownik. Takiego tu jednak, z tego, co wiem, nie było. Chyba że się mylę...

Zapadła grobowa cisza. Inkwizytor i Perialdes mierzyli się wzrokiem, aż w końcu ten pierwszy - wiedząc, że gdyby zaprzeczył, wydałby Ponurego - powiedział:

- Rzeczywiście. Masz rację, Perialdesie. Nie bez kozery mówią, iże jesteś równie uczony w arkanach, co w prawie. W takim razie - tu już zwrócił się do swoich towarzyszy - chyba rzeczywiście nie mamy tu czego szukać. Tak więc... do widzenia. Oby niezbyt rychłego...

I wyszli.

Eliasz - 2012-08-09 16:55:52

Nie ma to jak efektowny... i efektywny sposób na kupienie sobie czasu. Szlag. Ratowałem się, przynajmniej do czasu, kiedy śledztwo się skończy. Ale nie bój się, Ottonie. Już ja Ci się dobiorę do tyłka.
- Ottonie, blado coś wyglądasz. Może czas odwiedzić znachora? Jakieś ziółka, coś...

Swoją drogą, Perialdes może i jest nudny, ale zdecydowanie potrafi przegadać przeciwnika. Może miałem o nim złe zdanie? Eeee... chwila... rozglądam się po zgromadzonych ludziach. Właśnie sobie narobiłem wrogów. Oby było ich mniej, niż przyjaciół, których zdobyłem dzięki udupieniu tego gnoja.
- Ładny dzisiaj dzień, prawda, panowie? - zwracam się do zgromadzonych. Nie, żeby moja intencją było "nie macie nic lepszego do roboty?", ale chyba były bardziej konstruktywne zajęcia, za jakie mogli się zabrać.

Mortal One - 2012-08-09 17:33:43

Ponieważ wśród ankietowanych znalazły się też panie, te parsknęły tylko i się rozeszły, co zrobili również właściwi adresaci Twego pytania. Wątpliwym jednak było, iż w reakcji na nie - po prostu sam Perialdes poprosił ich spokojnym, acz stanowczym głosem:

- Proszę zostawić nas samych.

Zaś następne słowa zwrócił się do Ponurego, który zignorował Twoje:

- Ottonie, ty również możesz już się zająć swoimi sprawami. Proszę tylko, abyś nie opuszczał budynku Gildii. Wiesz, jak stanowi prawo...

- Oczywiście - burknął Otto i obrzuciwszy Cię i Twego mistrza pogardliwym spojrzeniem, udał się w swoją stronę.

- Obawiam się, iż tutaj nie będziemy mogli swobodnie porozmawiać... pozwólcie więc, że zaraz was teleportuję - powiedział na koniec Perialdes.

Eliasz - 2012-08-09 17:48:30

Ugh... jak ja tego nie znoszę. Ale chyba jestem ciekaw, jak on ma zamiar nas teleportować nie tworząc kręgu ani niczego... warto wybadać teren. A z pewnością, warto poznać umiejętności swoich sojuszników.

- Oczywiście, nie mam nic przeciwko.

Obawiam się, że zaraz dostanę niezłą reprymendę. Nie zawiodłem kompletnie, ale jednak nie odniosłem także ogromnego sukcesu... wątpię, żeby Perialdesa satysfakcjonował sukces połowiczny. A, zaraz, burza! Może coś wie o burzy! Przydałoby się wiedzieć, co knuje Inkwizycja. Zombie ni widu ni słychu, najwidoczniej cel był inny. Nie ma co gdybać... no dziadku, teleportuj.

Mortal One - 2012-08-09 18:15:28

I dziadek teleportował. I aż Ci dech zaparło, jak wyglądała ta teleportacja... w jednej chwili byłeś tutaj, w drugiej tam. Zupełnie nic nie poczuwszy...

Eliasz - 2012-08-13 17:31:41

Jak to było? Wszędzie dobrze, ale w Gildii... najlepiej? Ma nadzieję, że wieczorem zdobędę nieco wolnego czasu, aby się zapoznać z budynkiem. Ciekaw jestem zbiorów, jakie zebrała biblioteka... może znajdę tam coś ciekawego? Swoją drogą, żywiołak mrozu... jak z tym walczyć?
- Dobrze więc, gdzie mam się udać, żeby zmiażdżyć tego żywiołaka? I czy będę czegoś potrzebował?

Mortal One - 2012-08-13 22:41:30

- Będziesz. Na początek proponuję ciepło się ubrać. Ach, i jeszcze jedno - Anwaldt zatrzymał się przed samym progiem Gildii - zmieniłem zdanie. Jeśli Ci się uda go przekonać, to zaproś go na Smętne Wzgórza. To ustronne miejsce. Niech tam będzie o północy. To niezgodne z procedurami, ale może się udać. Na pewno mu zależy, żeby wrócić tam, skąd przybył, a na chwilę obecną tylko my możemy mu to umożliwić... Żywiołaki to niebezpieczne, acz słowne stworzenia. I nikomu nic o tym! Potem ci powiem, dlaczego! - i otworzył drzwi, zapraszając Cię do środka.

- Helga zaraz ci wszystko przyniesie! - dodał jeszcze i zniknął w korytarzu, zostawiając Cię sam na sam z szalejącymi myślami. Sam jednak chyba nie byłeś lepszy - któż by nie uznał próby zmuszenia demona do posłuszeństwa za czyste szaleństwo!

Eliasz - 2012-08-14 19:53:35

Nikt nigdy nie mówił, że jestem zupełnie normalny... Ha! Negocjacje z demonem, to będzie dopiero zabawa! Co prawda na Jacoba za bardzo nie zadziałało. On był zaślepiony, kompletnie. Ciemna energia zapanowała nad nim. Ale teraz: to zupełnie co innego. Żywiołaki nie były ludźmi, więc nie znają ludzkich cieni: tych uczuć, które z człowieka czynią prawdziwą bestię. Wystarczy, że poznam motywy tej istoty, a powinienem być w stanie to wykorzystać nie tylko na swoją, ale być może i na jej korzyść. Dwie pieczenie na jednym ogniu? Czemu by nie!

Erm... Na wszelki wypadek przygotuję zaklęcie ochronne...

Wchodzę do jadalni i siadam, czekając aż pojawi się Helga.

Czy Smętne Wzgórza to dobre miejsce na spotkanie? Podczas burzy obudzili się umarli... tam może być niebezpiecznie...

Mortal One - 2012-08-14 20:29:09

Odpowiedzi na ostatnie pytanie nie znałeś, acz Twój mistrz na pewno nie posłałby Was na żalnik pełen ożywnieńców... pozostaje mieć nadzieję, iże po felernej nocy ci "umarli na nowo".

Ty zaś siedziałeś chwilę, oświetlany promieniami wczesnopopołudniowego Słońca, wsłuchując się w rosnący gwar ulicy. Widać było już po mszy... tym gorzej. Teraz znowu będziesz musiał się przedzierać przez te tłumy... i żebyś Ty wiedział, gdzie jest ta Kupiecka! Jeśli się nie spytasz zawczasu, będzie Cię czekało szukanie igły w stogu siana, przy czym nie ma co liczyć, iże ktoś Cię "zaprowadzi" na miejsce.

Tymczasem do jadalni weszła Helga, niosąc obiecany Ci rynsztunek. Położyła niewielką stertę na stole i zaczęła od góry, nawet się nie przywitawszy:

- To być - podniosła niewielki medialion z wprawionym weń rubinem - amulet ochronny. Pomagać na mróz i lodowy pocisk. Mistrz prosić, żeby nie zgubił. Cenna rzecz.

Pomachała Ci amuletem przed oczyma, jakby chcąc Cię nim zahipnotyzować, po czym odłożyła go na stół.

- To jest - kontynuowała już z poprawną fleksją - zwój magicznych sideł. Użyj, coby potwora spętać. Ale musieć być blisko!

Ostawiła zwój razem z dbałością o język.

- To być twoja amulet ochronny. Helga wziąć ci z pokoju.

Amulet również wylądował na drugiej stercie, rosnącej odwrotnie proporcjonalnie do pierwszej.

- A to są płaszcz. Twój mistrz kazać ci się ciepło ubrać.

Ciężki, skórzany płaszcz z futrzanymi lamówkami przykrył całą resztę.

- Gotów czy zjadłby coś jeszcze? - spytać... - oj, to chyba zaraźliwe! - spytała na koniec krasnoludzica.

Eliasz - 2012-08-14 22:00:28

- Nie, Helgo, nie jestem głodny, ale dziękuję za troskę. - odpowiadam jej ze szczerym, szerokim uśmiechem - Zjem jak wrócę z zadania. Wiesz, inaczej miasto się zawali i takie tam... ah! I, oczywiście, dziękuję za przyniesienie rzeczy. Bardzo się przydadzą. I... przydałaby mi się informacja... gdzie jest ulica Kupiecka?

Pakuję zwój do przedniej kieszeni torby, co by było łatwo go wyjąć i użyć. Oba amulety ochronne zakładam na szyję. Płaszcz, który mam na sobie chowam do torby, a na siebie zarzucam właśnie otrzymany. Kiedy już będę gotowy i doinformowany - ruszam wyznaczoną przez Helgę trasą.

Mortal One - 2012-08-14 23:06:49

Amulety zaciążyły Ci przyjemnie na szyi. Poczułeś emanację mocy, jaka się z nich dobywała... mocy, co zbudziła drzemiące w Tobie pokłady energii. Od tak dawna jej nie używałeś... ogarnął Cię już ferwor walki, choć nawet byłeś pewien, czy takowa w ogóle nastąpi. Helga tymczasem głowiła się nad odpowiedzią:

- Kupiecka... Kupiecka... ty musieć wyjść z Gildii, potem w prawo, potem w lewo, potem znowu w prawo... - to było chyba za wiele, jak na jej krasnoludzką psyche... W końcu jednak palnęła się w czoło i wykrzyknęła, jakby dokonując przełomowego odkrycia: - Głupia Helga! Przeca prościej móc! Wystarczy, że skręci raz w prawo i potem aż do końca, a potem w lewo i to być trzeci kamienica po lewej! No, iść ty już, bo się tłok robi...

W istocie, kiedy szedłeś, a w zasadzie - płynąłeś rzeką ludzi, czułeś w nozdrzach smród setek niemytych ciał. A jak podawały księgi, już w dawnych czasach dbano o higienę, tylko pod wpływem Świątyni, uznającej wszystek dzieło starożytnych za herezję, zaniedbano podobnych zwyczajów. Ponoć było to niezdrowe, gdyż otwierało pory w skórze, ułatwiając tym samym wniknięcie choroby...

Ot, dzień targowy rozpoczął się na dobre. A ty po dłuższym czasie mozolenia się w tłumie byłeś już na - nie ukrywajmy, że niedalekim - miejscu. Budynek był zadbany - widać kupcowi dobrze się powodziło. Nie zdążyłeś mu się jednak przyjrzeć, gdyż zaraz Twoją uwagę przykuło co innego - wóz, na którym piętrzyła się ogromna sterta pakunków. Co chwilę doładowywano tam kolejne rzeczy, a robiła to służba, której dyrygował wysoki, chudy człowiek o pozlepianych potem, czarnych włosach i niezdrowym wejrzeniu, jakby nie spał całą noc - to musiał być ów kupiec...

Eliasz - 2012-08-14 23:25:35

Smród, tłok i, co gorsza, ludzie. Nie znoszę tego miasta. Ordin było bardziej, hm, estetyczne? I nie aż tak zatłoczone.

No proszę! Nasz początkujący mag najwidoczniej się przestraszył swoich niesamowicie... beznadziejnych mocy. Chyba nie sądzi, że pozwolę mu ot tak uciec bez słowa wyjaśnienia. Nawarzył piwa, to niech chociaż powie z czego...
- Witam. Jestem z Gildii Magów. Mam się zająć pana problemem... Możemy porozmawiać w jakimś mniej zatłoczonym miejscu?
Cóż, zapewne go już przepytali, ale nie zaszkodzi zrobić tego jeszcze raz. Im więcej informacji przekaże, tym więcej będę mógł zdziałać w negocjacjach z żywiołakiem, o walce nawet nie wspominając.
- Mam kilka krótkich pytań. Zapewne nie ma pan nic przeciwko.

Mortal One - 2012-08-15 12:21:49

Mężczyzna zbladł na Twój widok i odsunął się o parę kroków:

- Z... G-Gildii... tak? Dobrze, już, proszę, proszę... chociaż wolałbym nie wchodzić do środka...

Poprowadził Cię przez bramę na podwórze w takim pośpiechu, jakby podłoże wyłożono rozżarzonymi węglami. A te wciąż było mokre po wczorajszej burzy...

Tobie z kolei zaczęło być już gorąco w tym płaszczu. Poczułeś, jak się pocisz, a ciężkie odzienie ciąży na Twoich ramionach. Jak zaraz tam nie wejdziesz... choć pewnie wtedy zatęsknisz za tym gorącem.

- To... o co chce pan spytać? - wykrztusił tymczasem kupiec, rozglądając się nerwowo wokoło. - Byle szybko, bo jeszcze chwila, a zamkną mi bramy! Dziś wyjeżdżam z tego przeklętego miasta!

Z tego, co wiedziałeś, to z bramami było marnym kłamstwem, jako że takowe zamykało się po zmroku. Widać bardzo mu zależało, by już skończyć temat...

Eliasz - 2012-08-15 19:17:17

- Z tego co wiem, to bramy zamykane są w tym mieście po zmroku. Do tego czasu chyba powinien szanowny pan zdążyć.

Szuja. Chyba nie sądzi, że narobi nam roboty i ucieknie bez słowa?

- Myślę więc, że poczeka pan, aż załatwię tego żywiołaka. Możliwe, że do tego czasu pojawią się nowe pytania. Teraz może pan mi opowiedzieć, ze szczegółami, jakim cudem bestia pojawiła się w pańskiej piwnicy. Informacje o tym, jak wielka jest piwnica oraz co się w niej znajduje też mogą się przydać, w końcu zaraz będę tam walczył.

Mortal One - 2012-08-15 19:51:11

- Jakim cudem? Powiedzmy, że to tam... tam robiłem... ach, do diaska, przecież wy i tak już wiecie! Tam miałem swoje - nazwijmy to - laboratorium. A żywiołak pojawił się, kiedy eksperymentowałem z czarami zamrażającymi... ot, w jednej formułce zamiast "wzywam żywioł lodu" powiedziałem "wzywam żywiołaka lodu". Tak trudno się pomylić? Ta piwnica jest wielka, ciągnie się pod całym podwórzem... wejdziesz do niej od kuchni. A kuchnia jest za tymi drzwiami - wskazał właściwe. - Otwierasz klapę, dalej jest składzik żywności. W tym składziku musisz znaleźć cegłę, która odróżnia się kolorem od reszty, dotknąć jej i wypowiedzieć słowa - tu mężczyzna zaczerwienił się ze wstydu - "nadszedł wielki destruktor". W przeciwnym razie zadziała czar czyszczący pamięć, po którym zapomnisz o istnieniu tej cegły...

Wielki destruktor? A to ci dopiero! Na razie zapewne jedyne, co zniszczył, to własna kariera!

- W środku była pracownia alchemiczna, półki z księgami... kiedy będzie już po wszystkim, możecie sobie to zatrzymać razem z całą kamienicą. Chcę tylko mieć spokój! - parsknął niecierpliwie destruktor.

Eliasz - 2012-08-15 20:26:20

- Wielki... destruktor... ja chędożę...
Nie sądziłem, że byle przekupa doprowadzi mnie do takiego stanu. Ja nawet nie wiem czy się załamać i pójść zabić, czy parsknąć śmiechem.
- Mam nadzieję, że "Wielki Destruktor" następnym razem skorzysta z pomocy ludzi, którzy wiedzą, co robią. I że przenigdy nawet palcem nie ruszy traktatu magicznego. I, rzecz jasna, będzie tutaj czekał aż wrócę.

No, teraz pokażę temu miastu, na co mnie stać. Podchodzę do drzwi wskazanych przez kupca.
- Ahhh... i radzę Ci poczekać, o "Wielki Destruktorze"... chyba, że chcesz mieć z Gildią Magów do czynienia. Bo nie chcesz. Prawda?

Korzystając z wskazówek, które otrzymałem, wchodzę do piwnicy, w której ma spotkać mnie bestia... no, pokaż się, cholerny demonie!

Mortal One - 2012-08-15 21:35:12

Wielki destruktor wydukał:

- T... tak - i ponaglił Cię nerwowym gestem.

Ty zaś wszedłeś przez wskazane drzwi. Kuchnia była mniejsza i gorzej wyposażona od tej w Gildii, acz też robiła niemałe wrażenie. Poza tym, że była niemal całkiem pusta. Poza paroma bezużytecznymi rupieciami wyniesiono stąd wszystko, co mogło mieć jakąkolwiek wartość. Już tu poczułeś nienaturalny chłód, który nasilał się, im bardziej zbliżałeś się do klapy...

Kiedy ją uchyliłeś, buchnął w Twoją stronę kłąb lodowatej pary, w którą już po chwili zamienił się Twój oddech. Schodząc po oszronionej drabinie, dostrzegłeś biały nalot, pokrywający również stojące pod ścianą regały i dwie małe beczki. Pot oblepiający Cię jak kokon teraz zaczął tężeć, utrudniając ruchy. Zapiekła Cię skóra.

Dotknąłeś cegłówki, wypowiedziałeś inkantację. Pozostałe cegły zadrgały, posypał się kurz. W końcu rozsunęły się jak jakieś transcendentne, kubiczne wrota. Za nimi była ciemność.

Eliasz - 2012-08-15 22:27:41

No, pokaż się, bestyjko... przemebluję ci buźkę...
- Flamma! - wziąwszy w dłoń berło, rozświetlam pomieszczenie. Pierwsza okazja, żeby sprawdzić działanie artefaktu... zapewne w tym miejscu jest sporo magicznej energii. Głupotą by było, gdybym tego nie wykorzystał.

Powoli idę wgłąb pomieszczenia, gotów na pojawienie się przeciwnika... trzeba się pozbyć tego chłodu. Mogę to zrobić zaklęciem, ale nie wiem czy chcę marnować tyle magicznej energii. Chociaż, zaklęcie będzie też przeszkadzać żywiołakowi. Zobaczymy, może uda mi się dogadać z bestią bez używania przemocy. Jeżeli nie, to rozgrzeję nieco to miejsce. W dłoni ścisnąłem jeden z dwóch kamieni, które podniosłem w czasie drogi powrotnej z Zieleńca...
- No chodź, mały... pogadajmy sobie...

Mortal One - 2012-08-16 00:19:18

Przed Tobą pojawił się magiczny ognik, emitujący silne światło i słabe ciepło. Przy czym zauważyłeś, że nie czerpie on energii z Twoich zasobów, tylko z berła, które właśnie chwyciłeś. Zimna, kościana rączka wywołała nieprzyjemne mrowienie.

Tymczasem - kiedy rozświetliłeś pomieszczenie - gdzieś w jego głębi rozległ się syk, który do złudzenia przypominał topniejący w ogniu lód... nic więcej się jednak nie zdarzyło.

Piwnica była nisko sklepiona; przechodziłeś pod łukami podtrzymującymi surowy, ceglany strop. Po bokach miałeś regały zastawione grubymi, oprawionymi w skórę (i szron) grymuarami. W powietrzu unosił się wyczuwalny nawet mimo mrozu zapach siarki, który tak dobrze pamiętałeś z nielicznych wizyt w pracowni alchemicznej w Akademii. Gdzieniegdzie na półkach lub na stołach roboczych stała aparatura, próbówki i słoje. Część z tych dwóch ostatnich popękała pod wpływem mrozu, wyrzucając na wolność swoją zawartość; widziałeś tam zwierzęce, ludzkie (i nie tylko) części ciała, pozastygane w groteskowych pozach. No, no, nieźle się tu pan kupiec urządził... Ty zaś zaczynałeś powoli rozumieć, dlaczego tak mu zależało na szybkiej rejteradzie z Tiarrim. Z takimi "zbiorami" miałby równie obszerną kartotekę u Inkwizycji, co wszystkie te księgi razem wzięte... a tak, to pewnie tylko Gildia się wzbogaci, zanim cała sprawa zostanie utajona. Kamienicę przejmie zaś albo Gildia, albo miasto. Tak czy siak - pozostało mieć nadzieję, iże jakaś część "spadku" po handlarzu trafi i do Ciebie.

Sytuacja jednak niezbyt nadawała się do snucia podobnych - choć przyjemnych - marzeń. W miarę jak szedłeś w głąb ciemnic, te rozgałęziały się na coraz więcej korytarzy, tak aż przypomniałeś sobie niedawną wizytę w sieci ordińskich jaskiń. Porównanie trafne o tyle, że i tu, i tam musiałeś mierzyć się z jakąś bestią...

Bestia zaś nie dawała znaków życia; już myślałeś, iże będziecie bawić się w kotka i myszkę, aż wreszcie usłyszałeś odpowiedź na Twe słowa. Dochodziła z korytarza po prawej:

- Tu jestem - tym razem głos nie przypominał syku, co raczej pękający lód. Atoli był równie złowrogi...

Eliasz - 2012-08-16 14:24:04

Odwracam się powoli w stronę swojego... przeciwnika? Oby nie. Walka byłaby z nim mordercza. Samo zamienienie tego miejsca w lodową jaskinię mogłoby wykroczyć poza moje możliwości, szczególnie, jeżeli chodzi o zasoby magicznej energii. Ile mocy może mieć to stworzenie? Przynajmniej jak dojdzie do walki, nie będę musiał się obawiać o podpalenia. Tutaj jest to kompletnie niewykonalne.
Ściskam kamień w swojej dłoni jeszcze bardziej. Nerwy nerwy nerwy...

- Ładnie się tu urządziłeś. Lubię ciasne i chłodne pomieszczenia. Chociaż trochę mało tu światła.
Próbuję wyczuć magię ogarniającą tę postać. Może uda mi się wyczuć jakieś jej słabe punkty? Ostrożność przede wszystkim...
- Mam dla ciebie pewną propozycję. Zainteresowany? Na pewno chcesz się stąd wydostać, mimo wszystko.

Mortal One - 2012-08-16 15:57:27

- Wwwydossssstaćććć? - apiać zasyczał głos, aliści tym razem z nieco z lewa...

Kiedy obróciłeś się w prawo, medalion z tarczą ochronną zadrgał. Drobny śnieżek, padający czasem z góry, zaczął osiadać na ledwie widocznym, magicznym polu. Wyglądało to, jakbyś był w wielkiej bańce mydlanej. Dobrze, że przynajmniej przedmiot pomyślał za Ciebie...

Tymczasem poczułeś silne fluktuacje energii; nie byłeś jednak w stanie powiedzieć, z której strony dochodzą. Orientację dodatkowo utrudniał fakt, iże głos niósł się z różnych kierunków...

Zadrżałeś - teraz już nie tylko z zimna.

Eliasz - 2012-08-16 16:12:36

Skupiam się na wyczuciu źródła tej energii w pomieszczeniu. Cholera, nie znając źródła, nie będę w stanie się bronić przed atakami! Nawet amulet może długo nie wytrzymać...
- Wydostać, dobrze słyszysz! Jestem pewien, że nie chcesz tutaj przebywać... jesteś tutaj wbrew swojej woli! A ja mogę ci pomóc wrócić tam, skąd pochodzisz!

Blef. Jedyne, co mi pozostało. Przecież nie mam pojęcia, skąd pochodzi ta bestia... co dopiero odesłać ją do odpowiedniego wymiaru.
- W każdej chwili może się tutaj zjawić Inkwizycja. Pomóżmy sobie nawzajem.
Cholera cholera cholera.

Mortal One - 2012-08-16 17:23:50

Ty może i nie wiesz, acz Twój magiczny klan (a w każdym razie: Twój mistrz) powinien. Co więcej, potworowi spodobała się chyba propozycja:

- Taaak... to prawda, nie wyjdę besssssssssss pomocccccy. Mógłbym już dawno opuśśściććć to miejssssce... Ale ten upał... to zresztą zbyt daleko. Nie znam odpowiednich zaklęćććććć, by się tam przedossstać... słyszałeś może o Durgemnie? - zagadywał Cię zewsząd potwór. Chodziłeś, zdezorientowany, od korytarza, do korytarza...

- Ale ssskąd mam wiedzieććć, czy naprawdę mi pomożesz? Jaką mam... gwarancccccję? Nie sssądzę, żebyśśś był jedynym... musisz mieććć... wsssspólników, prawda? - syczał głos... wtem jednak zorientowałeś się, że gdy dawno umilkł, syk nadal trwał. Dobiegał z dołu. Gdy tam spojrzałeś... było już za późno.

Musiałeś nieopatrznie wejść w kałużę, która teraz uwięziła Twoje nogi w lodowym uścisku. Jeśli spróbujesz zrobić krok, może się to skończyć nieprzyjemnie... a w głębi piwnicy, naprzeciw Ciebie, błysnął jakiś kontur postaci.

Eliasz - 2012-08-16 18:16:14

Nie zadzieraj z magiem, tani, demoniczny pomiocie! Skupiam się, póki bestia jeszcze nie zaatakowała. Energię gromadzę w kamieniu, który trzymam w ręku, część jej starając się pobrać z berła.
- Dominium spiritum: Sagitta Noti! [Dominium Strzała Notusa]
Kamień na ten atak stał się pociskiem, który otaczał gorący, parny wiatr. Wycelowałem go w żywiołaka i wystrzeliłem.

Notus. Bożek wiatru południowego, jego personifikacja. Pamiętam, jak próbowałem się nauczyć magii wiatru w Akademii Magicznej. Wszyscy mi mówili coś o ciśnieniu... różnicach temperatur... nie mogłem się nauczyć tej magii konwencjonalnymi sposobami. Aż natknąłem się na tekst o Hatiańskich bożkach wiatru. Dzięki temu tekstowi nie tylko nauczyłem się kontrolować wiatr, ale także dokładnie panować nad jego cechami, dużo skuteczniej niż inni uczniowie... ha! I teraz wykorzystam tę wiedzę, przeciwko tej bestii.

- Nie stać Cię na to, żeby ze mną walczyć! Kiedy przyjdzie tu Inkwizycja, nie będziesz walczył z tak słabym magiem, jak ja!

Mortal One - 2012-08-16 18:55:33

Pocisk pomknął wgłąb piwnicy. Kiedy uderzył, rozległ się głośny dźwięk tłuczonego szkła... lodu? Nie, chyba nie. Przez syczący śmiech, który rozległ się zaraz, pewien byłeś, iże musiałeś chybić.

- Waltssssył? A kto tu mówił o waltssssse... sss... - rozległo się za Tobą. - Tu mnie nie dopadniesz. Jesssstem w sssssswoim żywiole. Przemieszczam ssssię ssssszybciej, niż moszesz sssobie wyobraziććć...

Chwila ciszy.

- Tak, nie chcę walczyć - tym razem głos znów brzmiał jak pękająca tafla lodu. Był bliżej, acz wciąż za Tobą. - Interesuje mnie twoja... wasza? propozycja... Tylko skąd mam wiedzieć, że to nie podstęp?

Eliasz - 2012-08-16 20:26:23

- Pytanie nie brzmi: skąd masz wiedzieć, tylko czy jesteś w stanie nam zaufać i czy stać Cię na to, żeby nam nie zaufać. Zależy nam na współpracy z Tobą. Nie wiem, o co chodzi dokładnie... ale na pewno będziemy w stanie Ci pomóc.

Idzie dobrze, byle tak do końca...
- To jest w naszym wspólnym interesie. Oboje ryzykujemy. Nie wolno nam współpracować z demonami. Gdyby nasi przełożeni się dowiedzieli, albo, co gorsza, Inkwizycja... Możesz albo tutaj czekać na swoją śmierć, albo gnić jak w więzieniu. Poza tym, zupełnie szczerze: gdybym chciał Twojej śmierci, to bym posłał po Inkwizytorów.

Chyba wystarczy... nie mogę przesadzić...
- O północy na Smętnych Wzgórzach. Powinieneś być w stanie tam się dostać, pod osłoną nocy. Tam się spotkamy.

Mortal One - 2012-08-16 20:33:26

- O północy... chyba rzeczywiście nie mam nic do stracenia. Przekonałeś mnie, magu. Możesz odejść wolno...

Nogi, które powoli zaczynały piec od okalających je lodowych okowów, zostały w końcu uwolnione. Poczułeś mrowienie. Mrowienie i ulgę. Krew napływała z powrotem do dolnych kończyn...

Ty zaś pomyślałeś, że trzeba stworzyć choć pozory walki, a do tego przydałby się niezły hałas i... wstrząs? Tak, wstrząs byłby w sam raz.

Eliasz - 2012-08-16 23:53:36

Idealnie, obeszło się bez zbędnej walki...
- Cieszę się, że udało nam się dogadać... to prawda, co o was mówią. Ciekawe z was stworzenia.
Swoje kroki kieruję ku wyjściu z piwnicy. Trzeba złożyć raport Kreuzowi i ustalić, plan działania na dzisiejszą noc. W końcu, mamy dwa, bardzo istotne zadania do wykonania. Świat sam się nie zbawi, co, Eliaszu? Hm. Teraz jednak bardziej zżera mnie ciekawość - co Kreuz chce zrobić z naszym nowym, lodowym przyjacielem? Durgemn. Durgemn...

- Wybaczysz, że narobię trochę hałasu? Trzeba utrzymać chociaż pozory. Lepiej, żeby sądzili, że nie żyjesz. Małe trzęsienie.... nie zaszkodzi.
Lekki wstrząs nie powinien być bardzo wymagający... tym bardziej, że energia wisi tu w powietrzu. Skupiam się na swoim artefakcie, a kiedy zbiorę wystarczająco energii...
- Dormi, terra!
Zaklęcie ma wywołać lekkie, punktowe trzęsienie ziemi. Nie powinno mi zagrozić, mimo że jestem w piwnicy. Fakt, że jest skuta lodem tylko działa na moją korzyść.

Kiedy już wykonam swoje zadanie, wychodzę z piwnicy... warto przepytać naszego "Wielkiego Destruktora".

Mortal One - 2012-08-17 12:25:59

W istocie, zebranie energii ponownie nie stanowiło większego problemu. Cała piwnica nią emanowała. Gdy zaś berło zadrżało, obwieszczając, że jest pełne, Ty zabrałeś się do zaklęcia.

Po wymówieniu formuły wszystko zadrżało, z góry posypała się zaprawa i kawałki lodu, a także płatki śniegu - po chwili byłeś cały biały. Tym lepiej... doda Ci to bardziej... wiarygodnego? wyglądu.

Następnie wyszedłeś. Wielkiego Destruktora nie było ani w kuchni, ani na podwórzu. Prawdopodobnie znajdował się znów na ulicy, dowodząc armiami służących, i to tam był w stanie zachwycić Cię swą prezencją.

Eliasz - 2012-08-17 23:33:29

Wychodząc z domostwa kupca, strzepuję z siebie resztki stropu, kawałki lodu i śnieg. No, to powinno załatwić sprawę. A teraz posłuchajmy, co nasz "Destruktor" wynalazł...
Szukam go na ulicy.
- Problem rozwiązany. Zniszczenia są, myślę, niewielką ceną... prawda? - podrzucam w dłoni drugi z kamieni, które mam. No, sprzeciw mi się, gnojku... - Więc. Nad czym prowadziłeś badania? Zbiór podejrzanych przedmiotów na dole jest całkiem pokaźny. Chyba nie sądzisz, że uciekniesz ot tak... Inkwizycja, jak bardzo bym ich nienawidził, może się tobą zająć.

Do przywołania żywiołaka z pewnością potrzeba ogromnej ilości energii... skąd ją wziął? Musiało byś inne źródło niż ta gruba, przemądrzała i nudna bambaryła.

Mortal One - 2012-08-18 01:32:46

- C-co? I-I-Inkwyzycja? - wydukał destruktor, z wrażenia opierając się ręką o koło zapakowanego już wozu. - Proszę, tylko nie Inkwizycja! - zakwilił. - Czego chcecie? Złota? Kosztowności? Kobiet? Wszystko wam dam, bylem nie trafił do l-lochuuuuu! - Teraz kupiec już łkał.

I gdy tak sobie cichutko pochlipywał, Ty pomyślałeś, iże nawet jak na człowieka o równie "czystej" kartotece zachowywał się nad wyraz przesadnie. Zupełnie, jakby z Inkwizycją już go coś łączyło... coś, co może mu zapewnić o wiele gorsze męki niźli te serwowane standardowym heretykom.

I skąd, u diabła, wziął tyle energii? Dobre pytanie... wyglądało na to, iże ktoś mu ją... dostarczył?

Zaraz - u diabła?... Nie, to się robiło już zbyt nieprawdopodobne...

Eliasz - 2012-08-18 16:53:10

Zaciągam go za fraki do środka budynku. Tego było naprawdę zbyt wiele... czy wszystko, co mnie spotyka, musi być związane z inkwizycją i ich skurwysyńskimi poczynaniami?
- Chcę jedynie informacji. I, ewentualnie, wyników twoich badań - nic więcej! Co cię łączy z inkwizycją, kto dostarczył ci energii, potrzebnej do przywołania żywiołaka, i, na litość boską, nad czym prowadziłeś badania?!

Boi się Inkwizycji... czyżby istniała jeszcze jakaś niebezpieczna organizacja? Mało tego - przeciwna Świątyni? Jeżeli tak, sprawa może się pokomplikować, i to znacząco. Wojna trzech, wpływowych grup?

Mortal One - 2012-08-18 22:25:00

Wyglądało jednak na to, że sprawa pozostanie tak skomplikowana, jak była, czyli... bardzo?

- Oni... oni kazali mi prowadzić badania... które miałyby umożliwić... - dukał dalej Destruktor, gdy zaciągnąłeś go przemocą do środka - och, ściągnięcie złych istot z Durgemnu! I tak się składa, iże mi się udało! Dali mi materiały, pomoce, energię, wszystko... po prostu nie mogli zlecić temu komuś z Gildii! To by się wydało! - wykrzyczał na koniec Ci w twarz. Atoli po jego minie i płynących po czerwonej twarzy łzach sądziłeś, iże mówił prawdę...

Po cóż jednak Inkwizycja miałaby ściągać jakiekolwiek istoty tu, do Tiarrim, skoro - no, w założeniu! - ma z nimi walczyć? Kolejny nikczemny plan wrobienia Odszczepieńców? Nie, to byłoby już chyba za wiele...

I wtedy doznałeś olśnienia - jeśli Psy Papieskie mają jakieś konszachty ze stworami mrocznych ziem, to kto więcej Ci o nich powie, jak nie sam taki stwór? Trzeba tylko powiedzieć Anwaldtowi!

Ignigenus - 2012-08-18 22:28:20

Dotarłem. Choć czuję ulgę, iż znalazłem się tu bez większych problemów, zdenerwowanie mnie nie opuszcza. Daję starcowi jeszcze dwie monety i z przerażeniem stwierdzam, że jest on teraz bogatszy ode mnie. Ale mimo wszystko, dzięki niemu tu dotarłem, należy mu się.
„Zanieś list...”
Na Wszechmocnego, no tak, list. Jak mogłem zapomnieć, że mam list od mojego opiekuna dla mistrza gildii... Po prawdzie, to wcale nie zmienia mojej sytuacji... nie wiem, co jest w tym liście i chyba lepiej, żeby ktoś, do kogo nie jest adresowany, go nie otwierał. Mój opiekun za bardzo lubił magiczne pułapki...

Mortal One - 2012-08-19 14:30:56

Największą pułapką był teraz problem, jak dostać się do owego mistrza. Kiedy bowiem pożegnałeś się z żebrakiem, który w podskokach pobiegł za róg (pewnie do najbliższej karczmy, coby opić "zwycięstwo"), po wejściu do Gildii przywitał Cię chłodny wzrok jakiegoś maga, który akurat był w holu.

Zaś co do holu - ten to dopiero robił wrażenie, choć fasada Gildii mogłaby wskazywać, iże jej wnętrze jest równie obskurne. Na ścianach wisiały złocone gobeliny, podłogę wyścielał dywan, gdzieniegdzie płonęły złote lichtarze... tylko ten mag zdawał się odstawać od reszty:

- Czego tu? Nie dajemy jałmużny! - burknął, najwyraźniej biorąc Cię za żebraka...

Ignigenus - 2012-08-19 15:36:37

Spokojnie, tylko spokojnie, w sumie, nie ma mu się co dziwić, mój wygląd pozostawia wiele do życzenia. Oj, teraz czuję, że nie tylko wygląd... Chyba trzeba się było najpierw gdzieś wykąpać, no nic, teraz i tak już za późno.

- Nazywam się Ignigenus i nie jestem żebrakiem – nie jest źle... przynajmniej się nie jąkam – mój, dość przykry wygląd, jest spowodowany długą i męczącą podróżą. Przybyłem tu, ponieważ słyszałem, iż Gildia zrzesza ludzi o talencie magicznym, innym powodem, jest również to, iż ostatnią  prośbą mojego opiekuna, który również uczył mnie magii, było przekazanie listu, który napisał do obecnego mistrza gildii.- Wstrzymując oddech, czekałem na odpowiedz... Wszechwiedzący pomóż...

Eliasz - 2012-08-19 15:54:51

Szlag by to. Muszę powiedzieć o wszystkim Anwaldtowi. Musimy się dowiedzieć, co planuje Inkwizycja... jeżeli chcą sprowadzić demony do miasta, to jest to nie tyle niebezpieczne dla nas, co dla wszystkich mieszkańców. Nawet zrzucenie odpowiedzialności na Odszczepieńców nie jest warte ceny tylu ludzkich istnień... czy oni oszaleli?
- Uciekaj stąd, czym prędzej. I ani myśl kiedykolwiek wchodzić w drogę Gildii Magów, a tym bardziej - mnie. Powinienem zabić cię jak psa, wiesz? Gildia byłaby mi wdzięczna... I lepiej nie wchodź w układy z Inkwizycją. Za skurwysyństwo zawsze się płaci.

Zdejmuję z siebie płaszcz, otrzymany na czas misji. Upiekłbym się w nim. I natychmiast wracam do Gildii... trzeba dobrze przemyśleć każde działanie. A będzie się działo... oj będzie.

Mortal One - 2012-08-19 17:33:37

Ignigenus:

- Do... mistrza? Samego potężnego Perialdesa? - odpowiedział mag pytaniem i z niewiadomego powodu skrzywił się. Wyglądało na to, że nie chce z tobą dłużej rozmawiać...

Tymczasem do Gildii wszedł bardzo niski młodzian, który zmierzył Cię spojrzeniem oczu o różnych kolorach... Czy to zwykła polichromia, czy może on też jest jakiś... inny?

Eliasz:

Destruktor kiwał skwapliwie głową, spijając słowa z Twoich ust, jakby miały go ocalić. Zaś gdy ściągnąłeś płaszcz i obróciłeś się, by odejść do Gildii, zawołał:

- Dzięki ci, panie! Niech was Wszechwiedzący ma w swej opiece!

Oj, ma, i to jeszcze jak!

Dłuższą chwilę mozoliłeś się tłumnymi ulicami, aż wreszcie - gdy Słońce powoli chyliło się ku zachodowi - dotarłeś do budynku swej nowej organizacji. Gdy wszedłeś, ujrzałeś dwie postacie: nieznanego Ci maga, który rozmawiał z jakimś zakapturzonym obdartusem.

- ...nie jestem żebrakiem. Mój dość przykry wygląd jest spowodowany długą i męczącą podróżą. Przybyłem tu, ponieważ słyszałem, iż Gildia zrzesza ludzi o talencie magicznym, innym powodem, jest również to, iż ostatnią  prośbą mojego opiekuna, który również uczył mnie magii, było przekazanie listu, który napisał do obecnego mistrza Gildii – powiedział ten drugi jednym tchem.

- Do... mistrza? Samego potężnego Perialdesa? - odparł mag, krzywiąc się z mieszaniną irytacji i zaskoczenia.

Wyglądało na to, że ten obdartus był nowym, co chciał dołączyć do Gildii i skontaktować się z mistrzem. Ty zaś miałeś trochę wolnego czasu i kontakt z tym ostatnim... może by mu pomóc?

Eliasz - 2012-08-19 17:55:52

Hm? A to kto? Wygląda gorzej nawet niż Otton...
- List? Do mistrza? A więc... szukasz Perialdesa?
Ktokolwiek to jest, wypadałoby mu pomóc. Ah, ta moja... wrodzona uprzejmość. Porzygać się można. Swoją drogą, czemu nie zabiłem tego kupca?... jego śmierć byłaby bardzo wygodna. Teraz istnieje pewnie niebezpieczeństwo, że skontaktuje się z Inkwizycją, a wtedy zabawa może być nieco mniej wyrównana. Uprzejmość? Nieostrożność...
- Nie wiem jak bardzo ci na tym zależy, ale właśnie do niego zmierzam. Sądzę, że mogę mu przekazać twój list. Albo, jeżeli chcesz, to możesz iść ze mną. Ale nie obiecuję, że Perialdes będzie chciał z Tobą rozmawiać.

Ignigenus - 2012-08-19 18:16:56

Oczy, on też ma „inne” oczy. Ale nie to jest teraz ważne, ważne jest to, że chce mi pomóc, a ja jestem mu za to cholernie wdzięczny. Skoro ot tak może spotkać się z mistrzem gildii, nie może być byle kim. Jeśli nie moje członkostwo, to chociaż sprawa listu zostanie załatwiona. Ukłoniłem się lekko magowi, który tak miło mnie przywitał – oby Ci skisła polewka – i odezwałem się do nowo poznanego:
- Dziękuje za pomoc, nazywam się Ignigenus, ale proszę mów mi Igni. Jeśli chodzi zaś o mistrza Perialdesa, to chodź rozmowa z nim była by dla mnie zaszczytem, zależy mi abym mógł chociaż przekazać mu list. Była to ostatnia wola mojego opiekuna i nie mogę sobie pozwolić aby jej nie wypełnić.

Mortal One - 2012-08-19 20:38:49

Ignigenus:

Mag, który wcześniej z Tobą rozmawiał, parsknął, gdy zwróciłeś się do nowo przybyłego, i odszedł, by zająć się swoimi sprawami. Zostaliście sami.

Ty zaś nie wiedziałeś, czy ów młodzian był kimś ważnym. Szczerze... na kogoś takiego nie wyglądał. Co nie zmienia faktu, że może rzeczywiście pomóc Ci w dostarczeniu przesyłki...

Eliasz:

Mag poszedł sobie, kiedy zwróciłeś się do nowego. Był to zakapturzony, wysoki mężczyzna. Spod cienia, okrywającego jego twarz niby całun, wystawał kilkudniowy zarost i błysk oczu. Zaraz... czerwonych oczu?

Eliasz - 2012-08-19 20:57:34

- Jestem Eliasz, miło mi cię... -
Oczy. Czerwone oczy. Gdzieś już takie widziałem, przysiągłbym, że...
- ... poznać. Erm. Zaraz znajdę kogoś, kto nam pomoże się skontaktować z Perialdesem. Zapomniałem, że jego domostwo jest problematyczne... szczególnie, jeżeli chodzi o odwiedziny. Chodź ze mną.

Czemu ta istota ma demoniczne oczy? I przybywa tu akurat teraz. To nie może być przypadek. List do mistrza, dobre sobie. Może być szpiegiem inkwizycji... niech go szlag. Czyżby kolejny doppelganger? Już ja ci się dobiorę do dupska. Tylko spróbuj swoich sztuczek...

Idę prosto do jadalni, w nadziei, że spotkam tam Kreuza. Jeżeli nie, to pytam się Helgi, która tam z pewnością jest, gdzie mogę go znaleźć.

Ignigenus - 2012-08-19 21:31:06

Podążając za niskim młodzieńcem, zaczynam odczuwać niepokój. Niepokoi mnie sposób w jaki na mnie patrzy... tak jakby widział poprzez mnie, jakby widział to kim, czym jestem. I nie mogę zaprzeczyć że wygląd jego, różnokolorowych oczu mnie nie intryguje, czyżby był taki jak ja ? Nie to niemożliwe, a może jednak ? Nic to, teraz i tak się nie dowiem. Pozostaje mi jedynie iść za Różnookim i zobaczyć  co się stanie.

Mortal One - 2012-08-20 13:38:38

Ignigenus:

Różnooki poszedł na lewo, a Ty za nim. Zaraz znaleźliście się w wysoko sklepionym pomieszczeniu o jednym oknie. Stały tam trzy długie stoły, a przy nich drewniane ławy. Najwyraźniej była to jadalnia.

Ów Eliasz zagaił coś do krasnoludzicy, szorującej w pocie czoła blat jednego ze stołów, a ta odpowiedziała burkliwie:

- Twój mistrz być w swej pracowni. Ty poszukać go na piętrze. To trzecie drzwi po prawej. Zobaczyć, jak wejść po schodach. A to kto być? Nowy? - tu wskazała podbródkiem na Ciebie.

Eliasz:

W jadalni Kreuza nie było. Gdy spytałeś się Helgi, krzątającej się nieopodal, ta odpowiedziała:

- Twój mistrz być w swej pracowni. Ty poszukać go na piętrze. To trzecie drzwi po prawej. Zobaczyć, jak wejść po schodach. A to kto być? Nowy?

Wskazała zarośniętym (jak na krasnoludzką kobietę przystało!) podbródkiem na Igniego.

Eliasz - 2012-08-20 16:10:25

- Wszystko by na to wskazywało, Helgo - odpowiadam krasnoludzicy, ponownie przyglądając się Ignigenusowi - Na pewno ma list do Perialdesa, i chciałby go przekazać osobiście. A że nie wygląda na groźnego, to nie będę mu zbytnio utrudniał, prawda?...

Ruszam do pracowni swojego opiekuna. Piętro, trzecie drzwi po prawej... ciekawe, jak wygląda jego pracownia.

- Do zobaczenia, Helgo - rzucam, zanim jeszcze wyjdę z jadalni - A Ty, Igni, czy jak ci tam... chodź.

Ignigenus - 2012-08-20 16:42:03

Jadalnia... Poczułem lekkie burczenie w brzuchu, jeszcze tylko tego brakowało, trzeba było zjeść więcej jabłek. Dosyć ciekawy widok, taka krasnoludzica, szczególnie ta broda. Różnooki rozpoczął z nią rozmowę, której przysłuchiwałem się dość ciekawie, do momentu, gdy zapytała mnie czy jestem nowym członkiem Gildii. Odpowiedzi udzielił Eliasz i muszę przyznać, że trochę mnie pocieszyła. Choć niczego nie mogę być pewien, ucieszyło mnie, iż są szanse na członkostwo. Co prawda, komentarz o tym, iż jestem niegroźny trochę mnie uraził... Aż taki bezbronny to ja nie jestem.

Słysząc, że idziemy dalej, zdążyłem jedynie lekko pochylić się Heldze i pośpieszyć za Eliaszem.

Mortal One - 2012-08-20 17:55:46

Odpiszę już Wam obu naraz, bo po co się powtarzać...

Pożegnani przez krasnoludzicę, wyszliście z jadalni, trafiając znów do holu. Schody, o których mówiła kobieta, znajdowały się naprzeciw wejścia, a szły wzdłuż ściany; w dole ciągnął się dalej korytarz.

Piętro przedstawiało się podobnie, jak parter: wszystko wyłożone bogatym dywanem, a na ścianach - złote świeczniki, w których łzawiły wysokie świece. Idąc za radą Helgi, wybraliście trzecie drzwi po prawej; wygrawerowano na nich smukły napis: "Anwaldt Kreuz. Pracownia". Wypadałoby zapukać...

Eliasz - 2012-08-20 18:17:03

Pukam do drzwi, w nadziei, iż Anwaldt postanowi nas zaprosić do środka.

Ignigenus - 2012-08-20 18:43:34

Ciekawie rozglądam się wokół, podoba mi się tu. Chciałbym tu zostać no i oczywiście rozejrzeć się po bibliotece. Być może tutaj znajdę sposób maskowania swoich tęczówek. Mogą mi one utrudnić życie. Teraz żałuję, że nie lubiłem magii iluzji kiedy uczył mnie jej mój opiekun. Takie i wiele innych myśli, krążyły mi po głowie, w trakcie wspinania się po schodach. Przerwało je stukanie w drzwi. To Różnooki, najwidoczniej jesteśmy już na miejscu...
Czekam z niecierpliwością, mam nadzieję, że Eliasz szybko skończy.

Mortal One - 2012-08-20 19:34:31

Dotarliście pod drzwi i zapukaliście. Przez chwilę nic się nie działo; staliście w milczeniu, słysząc jedynie własne oddechy i jakieś śmiechy, co dochodziły z izby obok. Wtem jednak drzwi się otworzyły, wyrywając Was z dziwnego odrętwienia. Stanął w nich rzeczony Anwaldt Kreuz; wysoki, o rudych włosach i bokobrodach, spojrzał na Was krytycznie i orzekł:

- A, Eliasz. Drugiego nie znam, ale wchodźcie, wchodźcie...

Odsłonił wnętrze pracowni; panował w niej zadziwiający porządek, co zresztą pasowało do właściciela, zawsze rzeczowego i... uporządkowanego? Na ścianie naprzeciw drzwi, między dwoma wychodzącymi na podwórze oknami, z którym padały promienie zachodzącego Słońca, rozwieszona była mapa (znanego) świata. Pod nią stało biurko z przyrządami pisarskimi, zaś przy pozostałych ścianach pełno było regałów z książkami, stołów z alchemiczna aparaturą i ogólnie ze wszystkim, co było potrzebne zaawansowanemu magowi w jego pracy... Z kolei z góry zwieszał się ogromny, żelazny żyrandol, który zapewne oświetlał to wszytko w nocy.

Eliasz - 2012-08-20 21:10:27

- Witaj, Anwaldtcie. Ten tutaj to... eeeee... Igni, tak? Igni... chciał się skontaktować z Perialdesem. Ma dla niego jakiś list, zależało my, aby przekazać go osobiście...

Króliś przyglądał się mapie świata.
- Naprawdę źle z tobą... - powiedział, odwracając od niej wzrok. Nianaturalnie przekręcił szyję i głowę, patrząc w moją twarz. - Nie sądzisz, że choroba psychiczna może być przeszkodą w ratowaniu świata? Może... napij się herbatki?
- Wyjdziesz wreszcie z mojej głowy? Czego chcesz?!
- Ale to nie ja. To ty chcesz.
Szyja bestii wydłużyła się nagle, gwałtownym ruchem głowa Królisia znalazła się tuż przed moją. Pokazał swoje ogromne, nienaturalne kły w szerokim uśmiechu. Z paszczy wypływał brązowy, słodki płyn... herbata?!
- Jestem tym, czym jesteś ty - wytworem naszej wyobraźni. Rozuuuuumiesz? Osobliwym wytworem... chorej wyobraźni...

- A i my musimy chyba porozmawiać z Perialdesem. Mam nowe informacje - powiedziałem, kiedy w końcu wyrwałem się ze swojej wizji. Co się ze mną dzieje? Serce biło mi szybciej, głowa pulsowała uczuciem... nieistnienia? Dziwne... - Pomyślałem więc, że możemy mu, przy okazji, pomóc.

Ignigenus - 2012-08-20 22:09:41

Widząc pokój tego nowego maga, byłem nieco zaskoczony, nie wiedzieć czemu, myślałem że większość czarodziejów, zostawia po sobie taki bałagan, jak mój mistrz... Słysząc słowa Eliasza, uznałem, że samemu warto wyjaśnić trochę sytuację i kłopoty jakie mogłem sprawić.
- To zaszczyt, móc Cię poznać Panie - chyba tak powinienem się przywitać... - Tak jak wspomniał Eliasz, nazywam się Igni, próbuję naruszyć spokój Mistrza Perialdusa, jedynie z powodu listu, który był ostatnim życzeniem i wolą mego opiekuna. Postanowiłem więc go dostarczyć, licząc się z tym, że będę potrzebował naprawdę dużo szczęścia. Dziękuję więc, Wszechwiedzącemu, że postawił na mej drodze Eliasza.

Mortal One - 2012-08-20 23:51:30

Jednak wolę osobno x]

Ignigenus:

- Wszechwiedzącemu? - spojrzał na Ciebie badawczo, jakby domyślając się... ale nie, on nie może wiedzieć! Bo... skąd? To niedorzeczne... - Dobrze, to da się zrobić. Nie zobaczysz go raczej osobiście - jest zbyt zajęty - ale... tak, to da się zrobić. Siadajcie - wskazał Wam obu kanapę. - Albo... - chrząknął znacząco - wybacz, ale to, o czym będziemy zaraz mówić, nie powinno być przeznaczone dla uszu postronnych. Mógłbyś może...? Tylko na chwilę. I przekażę w tym czasie twój list. O to się nie martw.

Po tych słowach ów Kreuz wziął jakieś owalne lustro i postawił je na nóżkach, na stoliku. Mogłeś się tylko domyślać, czemu będzie służyć...

- Tak, Eliaszu, zaraz porozmawiamy... - mruczał pod nosem.

Eliasz:

Anwaldt uspokoił nowego w paru słowach, zapewniając, iże list zostanie niezwłocznie dostarczony, aczkolwiek będzie musiał opuścić na chwilę gabinet.

- Tak, Eliaszu, zaraz porozmawiamy... - zapewnił Cię, ustawiając na stole jakieś lustro. Wiedziałeś coś o tym... takie magiczne lustro, potraktowane odpowiednim czarem aktywującym, może służyć komunikacji na odległość... przyda się.

Ignigenus - 2012-08-21 00:15:55

Słysząc słowa maga mimowolnie się skrzywiłem... Cóż, muszę to powiedzieć... Nawet, jeśli mu się to nie spodoba.
- Jestem wdzięczny, za Twą pomoc i oczywiście, mogę zostawić was samych. Jednak nie mogę zostawić Ci listu. Choć naprawdę chcę, złożyłem obietnice, a jest to rodzaj tych obietnic, których nie wolno łamać... Mój opiekun umierał, gdy prosił mnie o własnoręczne dostarczenie listu, choć może nie dosłownie, zaznaczył jedynie, że Mistrz Gildii musi mnie widzieć i słyszeć podczas gdy on własnoręcznie go otworzy. - No to teraz tylko czekać aż wywalą mnie na zbity pysk. Oby wiadomość w tym liście, była naprawdę ważna i warta zachodu.

Eliasz - 2012-08-21 00:22:46

- Rety, co za głośna istota!
Siadam na wskazanym miejscu. Króliś usiadł na podłodze, zaraz przede mną i popijał hebratkę... jego wielkie zęby błyszczały za każdym razem, kiedy otwierał swoja paszczę.
- Jest tak głośny, że aż mógłbym go polubić. Ale nad jego bezczelnością trzeba by popracować, nie? Za grzeczny jest... Daj mu przeczytać Perialdesowi ten list. Przynajmniej będziemy mieć spokój.

Mortal One - 2012-08-21 14:43:41

Znowu obaj:

Mistrz Różnookiego westchnął ciężko i skinął przyzwalająco głową na słowa Igniego, po czym zasłonił zasłony. W pokoju zapadła ciemność. Do czasu. Kiedy bowiem wszyscy już usiedliście, powiedział jakąś niezrozumiałą inkantację do lustra, a te rozjaśniło się srebrzystym blaskiem.

- Perialdes - powiedział głośno i obraz przygasł, zawirował, aż wreszcie ukazała się twarz sędziwego starca o dużej łysinie i groźnych iskrach w oczach.

- Tak? - spytał ów starzec; zapewne mistrz Gildii. Anwaldt szybko odpowiedział:

- Chodzi o Eliasza i jego misję z ożywieńcem. Ale najpierw oddam głos jakiemuś młodzieńcowi, co się dzisiaj do nas przybłąkał. Ma do ciebie list.

- Słucham więc - odpowiedziało lustro. - Niech mi go przeczyta.

Ignigenus - 2012-08-21 15:22:12

O cholera... Tego to ja się nie spodziewałem... A przynajmniej nie tak szybko. No i co ja mam mu teraz powiedzieć.
- Ekhem... Witaj P-panie - o nie zaczyna się... tylko nie jąkanie, muszę to jakoś powstrzymać, jeden oddech, drugi, pora działać. - Nazywam się Ignigenus, Panie, przybyłem ponieważ mój mistrz i opiekun prosił abym przekazał Ci ten list. Przyznam szczerze, obawiam się go otworzyć, mój opiekun umiał zabezpieczyć listy tak, aby nieodpowiednia osoba, nie mogła go otworzyć bądź przeczytać... Istnieje nawet szansa, że gdy spróbuję go otworzyć, zwyczajnie się spali. Jeśli jednak nalegasz, spróbuję Ci go odczytać. Poza tym nie mam pojęcia co jest w liście, dlatego, tak usilnie, próbuję doprowadzić do tego, abyś przeczytał go osobiście.

Czuję, że moje szczęście szybko ulatuje z tego pokoju, w końcu kimże jestem by stawiać warunki samemu Mistrzowi Gildii... Wyjmuję jednak list i patrzę niepewnie na Perialdesa, cokolwiek rozkaże, w tym momencie będę musiał wykonać.

Eliasz - 2012-08-21 15:38:20

- Na bogów. Zwykły debil - mruknąłem pod nosem. Perialdes go zniszczy.
Króliś patrzył się na mnie przekrwionymi oczami. Wziął wielki łyk herbatki, jego oczy zakręciły się i po chwili znowu wwierciły w moją czaszkę.
- Czego chcesz?... i co Ty dodajesz do tej herbatki?
- Jak to czego? - wyszczerzył zęby, spomiędzy których wypłynęła... krew? - Jedyne, co czyni cie, och! Przepraszam... nas, prawdziwymi.
Aha. Ale... że co?
- Emmm... czemu ty nie znikasz, jak nie chcę z tobą rozmawiać?
- Może dlatego, że chcesz ze mną rozmawiać?
- To nie ma sensu.
- Tak samo jak hebrata z krwią - skwitował, popijając kolejny, spory łyk. Jego oczy ponownie potrzebowały chwili, zanim znowu były w stanie patrzeć się w jedną stronę.

- Przeczytasz wreszcie ten list? Ciekawość nas zżera... po co twój mistrz nakładałby na list pułapkę? Miał jakieś motywy, czerwonooki?...

Mortal One - 2012-08-21 15:53:20

Ignigenus:

- Ignigenus? Czerwonooki?... - twarz starca przybrała wyraz zamyślenia. - Tak, teraz rozumiem! - wykrzyknął nagle. - Nie, synu, nie musisz go wcale czytać. Wiem doskonale, co zawiera... tak, już wkrótce pomożemy ci trafić do ojca. Już wkrótce. Poczekaj teraz na zewnątrz, będziemy musieli ustalić z Anwaldtem szczegóły.

Po tych słowach kompletnie Cię zamurowało. Wcześniej ten Kreuz zdawał się czegoś domyślać, a teraz ów mistrz wspomniał o Twoim ojcu... tak, on rzeczywiście musiał wszystko wiedzieć. Chyba już mogłeś spokojnie poczekać na zewnątrz...

Eliasz:

Ów czerwonooki zrobił tak wielkie oczy, słysząc słowa mistrza, iże zdawało Ci się, że zaraz wyskoczą one z orbit... a mistrz wspominał tylko coś o jego ojcu. I o... szczegółach? Czyżby ten nowy miał byś zaangażowany w jakąś większą akcję? Raczej nie wyglądał na kogoś ważnego...

Ignigenus - 2012-08-21 16:32:43

On wie... i mimo to ze mną rozmawia. Chyba rzeczywiście lepiej jak już wyjdę, potrzebuję usiąść. No i zająć się listem, teraz skoro nie jest już potrzebny, nie mogę dopuścić aby ktoś go przeczytał.
- Dobrze Panie, poczekam na zewnątrz - Ukłoniłem się mistrzowi, oraz pozostałej dwójce. Wyszedłem.

Dobra, pora zająć się tym listem. Tylko na czym go spalić... W sumie, równie dobrze mogę na dłoni, ogień mi krzywdy nie zrobi,teraz przynajmniej wiem skąd ta odporność na ogień, a wytworzone ciepło i tak pójdzie do góry, więc nie powinno być problemu...

Mortal One - 2012-08-21 16:54:40

Mistrz skinął Ci przyzwalająco, Anwaldt odprawił Cię ręką, a Różnooki - zignorował. W ogóle, od dłuższego czasu był jakiś nieobecny... jakby miał zmyślonych przyjaciół, którzy absorbowali go bardziej niż prawdziwi.

Na zewnątrz nikogo nie było. Szepnąłeś inkantację i kartka zapłonęła Ci w dłoni, nie czyniąc najmniejszej krzywdy (odporność na ogień robiła swoje), aż tu... niespodzianka. To widać nie był zwykły papier, bowiem nawet się nie zajął. W takim razie... jak to zniszczyć, u cholery? Chyba że list ulegnie samozniszczeniu dopiero wtedy, kiedy ten mistrz go przeczyta... a to było na chwilę obecną niewykonalne.

Ignigenus - 2012-08-21 21:51:54

Mistrzu...Ech mogłem się tego spodziewać, kusi mnie aby go otworzyć, ale chyba lepiej nie próbować. Cholera co by tu z nim zrobić... Przecież nie wejdę tam teraz, przerywając im mógłbym teraz tylko sobie zaszkodzić. Ale co w takim razie zrobić teraz z listem. Noszenie go przy sobie nie jest zbyt dobrym pomysłem... Hmmm albo po prostu poczekam, jeśli Perialdes chce mi coś przekazać to równie dobrze mogę go zapytać o list. No to sobie poczekam, ten dywan wydaje się być całkiem wygodny.

Eliasz - 2012-08-21 22:49:36

- Ad rem - ignorując Królisia postanawiam przejść od razu do rzeczy. - Jest... co najmniej źle.
Dobry wstęp, nie ma co. Nie jestem pewien, czy powinienem mówić o tym, że żywiołak nie przeszedł do historii... ale może niech to pozostanie moją i Anwaldta słodka tajemnicą.
- Żywiołak co prawda jest unieszkodliwiony. Ale to jest jeden żywiołak. A sprawa może wyglądać nieco gorzej, niż sobie możemy wyobrazić... Kupiec, który, podobno przypadkiem, przyzwał demona, nie działał zupełnie sam. Przepraszam, że wam nie zaufałem, zapewne wcześniej już go przesłuchaliście, ale musiałem zrobić to na swój sposób. Musiałem się dowiedzieć, skąd wziął taką ilość magicznej energii, aby go przyzwać... aż z Durgemn. Inkwizycja zleciła mu badania nad sprowadzeniem tych istot, wcześniej przekazując potrzebne materiały.
No, poszło, chyba, nieźle.
- W wielkim skrócie... chyba jesteśmy lekko udupieni. Kupiec żyje, pozwoliłem mu opuścić miasto. Wiem, ze powinienem był go zabić, ale byłoby zbyt wielu świadków, mogących potwierdzić, że tylko ja tam byłem. Obawiam się, że coś bardzo niemiłego powinno go spotkać za miastem...

Mortal One - 2012-08-22 15:32:04

Ignigenus:

Taak... nic, tylko czekać. Na razie zniszczyć listu raczej nie zdołasz. Korytarz był pusty; siedziałeś na dywanie, oparty o ścianę i czekałeś. Czekałeś. Czekałeś. Czekałeś... aż nagle... skąd ten warkot? Nie należał chyba do istoty ludzkiej...

Już miałeś się podnieść, by stawić czoła niewidzialnemu najeźdźcy, kiedy zdałeś sobie sprawę, że ów warkot rzeczywiśćie do istoty ludzkiej nie należał... chyba że sam się za taką miałeś. Najzwyczajniej w świecie zacząłeś być głodny... może uda Ci się coś wyprosić u tej Helgi na dole? Te jabłka jednak jadłeś trochę czasu temu...

Eliasz:

Obaj - Anwaldt i starzec - słuchali Cię uważnie, aż wreszcie ten ostatni zawyrokował:

- Niee, zabijać go nie ma sensu. Już i tak jest nieszkodliwy - jeżeli Inkwizycja ma choć trochę oleju w głowie, sama go załatwi. A z żywiołakiem uda, że go w ogóle nie było. Przecież dopiero wtedy dostarczyłaby nam niezbitych dowodów, kiedy by zaczęła zawracać nam o niego głowę. Dlatego sprawę uważam za zakończoną - już myślałeś, że mistrz arcymag skończył swą tyradę, kiedy dodał coś, co zbiło Cię kompletnie z tropu: - Teraz tylko trzeba być tam, za miastem.

A więc wiedział! No tak, przed nim nie musieliście mieć chyba tajemnic... Anwaldt z pewnością już go powiadomił. A właśnie... Anwaldt:

- A co z tym Ignigenusem? Czy to demon? Wyczułem silną moc wokół niego... moc żywiołów, zdaje się.

- Nie do końca. To pół-demon. Słyszałem za to o jego ojcu, prawdziwym słudze Zapomnienia... ponoć kawał drania. Wszechwiedzący powiadomił mnie we śnie, że musimy wysłać do niego chłopaka z misją. Ma go przekonać do naszej sprawy... a że sług ma wielu, być może razem coś zdziałają przeciw tej inwazji, którą planują Psy Papieskie. Wiecie. Powstrzymają zarazę w zalążku...

Ignigenus - 2012-08-22 17:17:04

Na odległe wspomnienie jabłek, poczułem jeszcze większe burczenie w brzuchu... Zdecydowanie pora poszukać Helgi. Dać im znać, że gdzieś idę ? Hmm w sumie, daleko nie odejdę, a najprawdopodobniej i tak skończę przed nimi. Decyzja podjęta, więc trzeba ruszyć się stąd. Jadalnia powinna być na parterze, na prawo, jeśli będę kierował się, ku wyjściu. Podnoszę się więc z dywanu i idę w stronę jadalni.

Eliasz - 2012-08-22 20:00:37

- Ignigenus, pół-demon... lepiej być nie mogło, co? Może i Wszechwiedzący chce się nim posłużyć, jednak trzeba mieć na niego oko, tak sądzę. Errrmmm - to mogło zabrzmieć co najmniej źle - Nie żebym wchodził wam w kompetencje, ale chyba najbezpieczniej będzie go pilnować jako członka Gildii, co?

Jest pół-demonem. Jego ojciec stał się bestią w skutek mrocznej magii, ale on... on nie miał z nią nigdy nic wspólnego. Nigdzie nie ma żadnych wzmianek o dzieciach demonów, nawet w Grymuarze Piekieł nic takiego nie widziałem. Jaki wpływ na tę istotę może mieć Zapomnienie? To niby nie jego wina, nie wybiera się rodziców, ale jednak... Powinno się go potraktować jako królika doświadczalnego. Tak by było najbezpieczniej.

- To chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Bezpośrednia "opieka". Tym bardziej, że jesteśmy jedynym źródłem jego informacji i jedynymi, którzy mogą mu pomóc. Warto go także skonfrontować o północy z żywiołakiem... aleeee... eee... to wasza decyzja...

Mortal One - 2012-08-27 00:10:21

Ignigenus:

W mig trafiłeś do właściwego pomieszczenia. Krasnoludzica ciągle tam była. Na Twój widok rozdziawiła usta, aż w końcu burknęła:

- Czego tu? Głodny?

Kiedy wreszcie skończą gadać tam, na górze...

Eliasz:

- Skonfrontować? Nie, to niedorzeczność. Żywiołak może przydać nam się do czegoś równie ważnego... a walka stanowiłaby tylko przeszkodę. Nowy w istocie niech zostanie na razie w Gildii. Jeżeli ma obcować z demonami, musi się jeszcze wiele nauczyć. I rzeczywiście - dobrze by było mieć pewność, że nie nawali i nie zmieni planów. Dlatego wyślemy go w stosownej obstawie. I to niekoniecznie ludzkiej - odparł mistrz. - Kończmy już jednak, bo Słońce zachodzi, a wy macie jeszcze misję. Załatwiłem wam już wyjście z miasta. Bramy są zamknięte nocą, ale mamy swoich wśród straży.

Rzeczywiście. Pokój różowiał coraz bardziej w świetle zachodu, a cienie stawały się dłuższe, by w końcu zapanować nad całym pomieszczeniem.

Ignigenus - 2012-08-27 21:51:59

- Bardzo... - rzuciłem, niewiele myśląc z powodu nasilającego się głodu, może to i lepiej że gadają, przynajmniej mam czas zjeść. Mam nadzieję, że coś dostane, bo jak nie, to zjem Helge... W tym momencie,nawet noga od stołu wygląda smacznie.

Eliasz - 2012-08-27 22:53:49

- Jeszcze jest kwestia zatrucia studni. Obawiam się, że musimy się rozdzielić, Anwaldtcie.
Cholera, wolałbym nie, ale chyba nie ma wyboru.
- Jeden z nas powinien zabrać ze sobą Ignigenusa. Trzeba go wybadać... nie wiemy o nim zbyt wiele, prawda?

Szczególnie przydatne byłyby informacje o jego potencjale bojowym. Jest demonem w końcu, mało tego, demonem panującym nad ogniem. A to szczególnie niebezpieczne.
- Więc, jak zrobimy?

Mortal One - 2012-08-28 01:00:01

Ignigenus:

Na szczęście, nie musiałeś próbować podobnych specjałów.

- Zaraz Helga coś ci przygotować - odrzekła krasnoludzica i rzuciła szmatę, którą dotąd szorowała wszelkie powierzchnie płaskie w pomieszczeniu, by pójść do pomieszczenia obok, które zapewne było kuchnią. Po chwili wróciła z talerzem pieczystego z warzywami, pajdą chleba i kubkiem wody. Zimnej wody.

- Smacznego - burknęła, kładąc to wszystko na stole. Taak... chyba jednak tamci na górze mogą zaczekać.

Eliasz:

- To nie jest misja, w której sprawdzimy, jak radzi sobie w walce... - odparł mistrz, czytając Ci w myślach. - Acz może się przydać, by zaszantażować żywiołaka. Jeśli jest to żywiołak lodu, to żywioł ognia będzie dla niego szczególnie destrukcyjny. No, ale to tyle. Ja kończę. Anwaldtcie, dajże jeszcze chłopakowi nagrodę. Niech też ma coś z tego.

Po tych słowach obraz zawirował i zniknął, zamieniając się w powierzchnię zwykłego zwierciadła.

- Twoja nagroda - przerwał zapadłą ciszę Kreuz, sięgając gdzieś i wręczając Ci mieszek ze złotem oraz niewielką, kryształową fiolkę z przezroczystym płynem. - W tej fiolce jest mikstura niewidzialności. Jeden łyk starczy na godzinę. Tu łyków jest cztery, może pięć. Nie używaj jej jednak częściej niż raz na dzień. Przedawkowanie może mieć... nieprzyjemne skutki.

Ignigenus - 2012-08-28 12:43:54

Chyba pierwotne instynkty, nieco przytłumiły wychowanie, ponieważ od razy zacząłem jeść, nie mogąc się nadziwić jak bardzo to może być dobre. Z pełnymi ustami, wymamrotałem jakieś podziękowanie, a przynajmniej próbowałem. Warto by tu zostać, chociażby ze względu na jedzenie. Nie wiem skąd, oni wzięli Helgę, ale mogę przypuszczać, że jak jej zabraknie, to wielu tutejszych magów, którzy mogą z dziecinna łatwością manipulować ogniem czy wodą, umrze z głodu.

Mortal One - 2012-08-28 13:55:07

Taaak. Niestety, magia spożywcza należała do rzadkości, tak więc trzeba było zatrudniać specjalistów lub specjalistki, tak jak w tym przypadku. A Helga czarowała niezgorzej. Kiedy już się nasyciłeś, zabrała kubek i talerz i pokuśtykała do kuchni. Może warto już sprawdzić, czy na górze skończyli... spis... obradować?

Eliasz - 2012-08-28 14:45:27

- Mikstura niewidzialności, ciekawe. Dobrego musimy mieć alchemika w gildii... będę musiał go poznać.
Chowam nową zdobycz do swojej torby. Mieszek ze złotem... właśnie, miałem iść na zakupy. Dzień targowy się kończy. Jak zwykle - z moich planów nici.
- Więc ruszamy? Chcesz się rozdzielić, czy jak to zrobimy? I czy bierzemy ze sobą Ignigenusa?

Mortal One - 2012-08-28 15:15:25

- Bierzemy, bierzemy. Dokładniej - ty go weźmiesz. Ja pójdę osobno. A właśnie. Druga mikstura - wręczył Ci identyczną fiolkę, aż zawierającą płyt o ciut ciemniejszej, czerwonawej barwie. - Tylko ich nie pomyl! I uważaj, żeby Ignigenus nie rzucał się zbytnio w oczy. W razie czego możesz użyć dekoktu niewidzialności, który ci dałem. W razie czego. Nie radzę ci tego zmarnować. To drogi i rzadki towar. A, tak. I wy zajmujecie się pchlim targiem w dzielnicy biedoty i plac z pręgierzem. Powinno pójść gładko, choć w razie czego lepiej, żebyś miał przy sobie chociaż sztylet. Traficie tam na pewno. Zaraz dam ci mapę, na której wszystko zaznaczyłem - wręczył Ci złożony na czworo świstek. - Spotykamy się przy wschodniej bramie.

Eliasz - 2012-08-28 15:38:01

- Zadanie możesz uznać za wykonane. Do zobaczenia.
Wychodzę z laboratorium Anwaldta. Cholera, Ignigenus zniknął... lepiej być nie mogło. Zapewne Helga zaciągnęła go do jadalni i wciska w niego jakąś pieczeń z warzywami. Ah, zjadłbym coś. Ale nie ma czasu.
Kieruję swe kroki do rzeczonej jadalni.
- Czerwonooki, idziemy. Mamy robotę.

Ignigenus - 2012-08-28 17:08:01

Dawno tak dobrze nie jadłem. Trzeba częściej wpadać do Helgi. Ciekawe czy już skończyli, chyba lepiej jak już wstanę i tam pójdę. O ile Helga jest w pobliżu, to dziękuje jej za posiłek. A teraz ,pora poszukać Różnookiego. W zależności od decyzji o moim przyjęciu, przydało by się zapytać o jakąś wyprawkę... Potrzebuję kąpieli, czegoś w co mógłbym się przebrać, mały sztylet też by nie zawadził. I jeszcze sprawa z tym listem. Trzeba to jakoś załatwić.

Mortal One - 2012-08-28 19:20:56

Ignigenus:

Już chciałeś iść szukać Różnookiego, gdy ten sam wszedł do jadalni szybkim krokiem. Czułeś, że mycie będzie musiało zaczekać, ale co do przyjęcia Eliasz już Ci odpowiedział.

No, komu w drogę, temu czas!

Eliasz:

Anwaldt pożegnał się z Tobą i jął szykować do wyjścia, a Ty zszedłeś na dół. W całym budynku zapłonęły świeczniki; poza nimi wpadały jeszcze resztki światła słonecznego, lecz czułeś, że wyjdziecie już pod osłoną nocy.

Ignigenusa znalazłeś w jadalni. Wyglądało na to, że właśnie zjadł i szykował się do wyjścia.

Ignigenus - 2012-08-28 20:09:55

- Zadanie ? Czyli zostałem przyjęty ? - ulga i zaskoczenie...Całkiem ciekawa mieszanka, niby fajna, a jednak nie do końca. - Poza tym, miałem nadzieje, że jeszcze porozmawiać z mistrzem, nie mogę zniszczyć tego listu, a nie chcę by ktoś nieodpowiedni go przeczytał. Muszę gdzieś go schować, zanim uda mi się go przekazać Mistrzowi Perialdesowi. - Wyrzuciłem prawie na jednym wdechu. No i misja, praktycznie zaraz odkąd wszedłem do gildii wydawałoby się, że nie minęło nawet półtorej godziny. Chociaż, nie wiem, czy ufać teraz mojemu poczuciu czasu.

Eliasz - 2012-08-28 21:20:51

- Tak, zostałeś przyjęty. Na spotkanie z Perialdesem będziesz musiał poczekać... chyba nie sądzisz, że będzie cię przyjmował w środku nocy? Poza tym, nasze zadania same się nie wykonają.

Cholera, jak to zrobić? Nie możemy iść razem. Na pewno będą tam straże, najlepiej będzie, jeżeli będziemy podróżować w pewnej odległości od siebie. Potem jeden z nas odwróci uwagę strażników, a drugi wleje miksturę do studni miejskiej...

- Dobra, więc zrobimy tak - wyjmuję kawałek papieru i przerysowuję potrzebny kawałek mapy, którą otrzymałem od Anwaldta. - Zaraz dostaniesz kopię mapy. Masz iść za mną w pewnej odległości. Jeżeli podniosę prawą rękę, dopiero masz do mnie podejść. Mamy zatruć studnię. O, tutaj - wskazuję punkt na mapce.
Króliś słuchał uważnie, popijając zmieszaną z krwią herbatkę. Ignigenus nawet nie wiedział, że Króliś pije, siedząc na jego głowie. Zaraz... od kiedy to on był tak mały? Podaję Ignigenusowi miksturę zapomnienia.
- Ja spróbuję zwrócić uwagę strażników, którzy będą chronić studni, na siebie. Zapewne będzie ich kilku. Ty zaś masz łatwiej. Możesz udawać bezdomnego, nikt się nie pozna. I wtedy, jak już studnia będzie wolna, zatrujesz ją. Proste. Chociaż zapewne nie dla mnie... strażnicy będą zapewne upierdliwi. Dobra. Wyjdź chwilę po mnie - podaję Czerwonookiemu kopię mapy. - A! I jeżeli podniosę prawą dłoń, masz do mnie podejść. Możliwe, że będzie potrzebna nam zmiana planu. I - jak coś - krzycz.

Po tyradzie, jaką zafundowałem Ignigenusowi wychodzę przez drzwi i idę ku celowi swojego zadania. Oby się udało...

Mortal One - 2012-08-28 21:38:47

Ignigenus:

Różnooki wygłosił jednym tchem swoją kwestię, wpatrując się z pasją w jakiś punkt na Twojej głowie. Nim zdążyłeś cokolwiek mu odpowiedzieć, ten już był przy wyjściu. Wyglądało na to, że zadanie nie będzie należało do łatwych. Dobrze by też było schować tę miksturę...

Eliasz:

Nie czekając na odpowiedź Czerwonookiego, przeszedłeś przez pusty hall i wypadłeś na ulicę. Było ciemno; w okolicy kręciło się kilkanaście osób, resztki tłumu z dnia targowego, podążające za ostatnimi sprawunkami. Straży póki ani widu, ani słychu. Dobrze by było pomyśleć, czym je zajmiesz, jak jakieś spotkacie... a może lepiej nie zwracać na siebie uwagi? Zresztą mała szansa, że natkniecie się na patrol, zwłaszcza w dzielnicy biedoty; nikt o zdrowych zmysłach się tam nie zapuszczał nocą. Lepiej baczyć nie tyle na swoją kiesę, co raczej na gardło...

Ignigenus - 2012-08-28 22:08:25

Taaak, schować miksturę, ciekawe kurna gdzie. Kieszeń ? Zresztą, głupie pytanie, nigdzie indziej nie schowam... Chyba, że do buta, ale znając los, to jeszcze to potłukę... Dobra niech będzie ta kieszeń. Patrzę na mapę, próbuję ją zapamiętać, poza tym będę szedł za Różnookim. Naciągam kaptur głębiej na oczy i wychodzę z Gildii. Tylko po co, do diabła zatruwać studnię ?

Eliasz - 2012-08-28 22:35:20

Nakładam na głowę kaptur. Podnoszę z ziemi cztery kamienie i chowam do kieszeni. W sumie pięć. Zawsze mogę przygotować zaklęcie ochronne. Magia powietrza, a raczej sposób, w jaki ją stosuję, daje mnóstwo sposobów rzucania zaklęć ochronnych. Skupiam się na zaklęciu. Gromadzę energię w magicznym berle i uwalniam ją w jednym zaklęciu, które stworzy powietrzną ochronę przed atakami wymierzonymi w moją stronę. Kiedy przeciwnik za bardzo zbliży swoją broń, odleci w siną dal... znaczy się przynajmniej na trzy metry.

Teraz mogę, oby bezpiecznie, iść wykonać swoje zadanie. Plan... plan... plan!

Mortal One - 2012-08-29 01:25:27

Ignigenus:

Tego nie mogłeś już wiedzieć. W ogóle, wiele rzeczy ostatnio działo się jakby bez udziału Twojej woli. Wszystko zaczęło się od tej wizji... Czułeś jednak, że nie czas rozpamiętywać ostatni dzień, poza tym, że sam raczej niewiele wymyślisz. Lepiej będzie spytać się Różnookiego już po sprawie...

Kiedy wyszedłeś z Gildii, oczom Twoim ukazała się niemalże pusta, brukowana ulica, otoczona fasadami brudnych kamienic. Zza rogu słychać było odgłosy pijackiej hulanki; ani chybi dochodziły z jakiejś karczmy. Ty jednak miałeś zgoła inny cel. Póki co - podążać za Różnookim. Widziałeś jego plecy gdzieś w głębi ulicy i wtem... poczułeś słabą wibrację mocy. Najwyraźniej użył jakiegoś zaklęcia. Wszystko zapewne po to, by było Wam łatwiej spełnić swą misję...

Eliasz:

Kamienie znalazłeś bez trudu; pełno ich było w pokrywającej bruk brei - mieszance końskiego łajna, błota i innych składników, których wolałbyś nigdy, przenigdy nie poznawać. Zaklęcie również rzuciłeś bezproblemowo - zdawało się, że zasoby energii w berle są niewyczerpane. Teraz mogłeś już ruszyć we właściwą drogę bez obawy o to, że ktoś Cię napadnie w ciemnym zaułku. Kątem oka złowiłeś ruch za sobą. Ignigenus. Zakapturzona jak Ty, ciemna postać. Żeby tylko nie stracił Cię z oczu...

Zaraz. To gdzie teraz miałeś iść? Chyba lepiej będzie spojrzeć na mapę...

Eliasz - 2012-08-29 01:43:53

Dobra, jestem bezpieczny... oby ten demoniczny przybłęda też miał coś przydatnego w zanadrzu.
Zerkam na mapę, którą przekazał mi Anwaldt i kieruję się w wyznaczonym kierunku. W drugiej dłoni ściskam jeden z kamieni, gotów by w każdej chwili wystrzelić morderczy pocisk w stronę przeciwnika...

Mortal One - 2012-08-29 02:21:44

Na razie jednak żadni przeciwnicy nie pojawiali się w Twym polu widzenia. Kroczyłeś mrocznymi ulicami, których nie oświetlał już żaden promień słońca. Za sobą - od czasu do czasu - słyszałeś postukiwanie butów Czerwonookiego. Będziecie mieli spory kawał do obejścia; to wiedziałeś na pewno. Dzielnica handlu i rzemiosła, w której znajdowała się Gildia, ulokowana była na zachodzie miasta, zaś biedoty - dokładnie po przeciwnej stronie. Wyrysowany przez Anwaldta szlak omijał Dzielnicę Królewską, która zdawała się być zamieszkana przez same straże, i wiodła wzdłuż południowego muru, by wreszcie wypaść we właściwym miejscu.

Przez to, że omijaliście jedną z najzacniejszych, a przez to najpilniej strzeżonych dzielnic, cały czas towarzyszyły Wam brudne fasady, bruk pokryty błotną skorupą, żebracy na tyle nierozważni, by zasypiać na ulicy bądź w bramach kamienic, oraz - gdzieniegdzie - strzelista sylwetka muru. I wtem - z jakiejś alei po prawej usłyszałeś głosy. Mignęło światło pochodni. Patrol... a do celu jeszcze długa droga.

Ignigenus - 2012-08-29 14:04:20

Byle by go teraz nie zgubić... Po tej misji, będę musiał trochę przycisnąć Różnookiego, żeby wreszcie mi coś powiedział. Skoro używa zaklęć, to znaczy, że jest to jednak bardziej niebezpieczna misja, niż się wydaje... Magia obronna, magia obronna, co ja wiem o magii obronnej... Mój mistrz, wolał się skupić, żebym raczej umiał unikać ataków niż je odbijać w jakiś magiczny sposób. Ale co z tego, skoro jest tak ciemno, że nawet nie zobaczę nadchodzącego ataku... Chociaż chwila, przecież mistrz mówił coś o zaklęciu które skupia światło w kierunku oczu, coś podobnego jak u kotów. Mówił że normalnie trzeba znać zaklęcie ale czasem wystarczy po prostu skupić energię w oczach... Może się uda.

Mortal One - 2012-08-29 14:27:19

Spróbowałeś, ale cała improwizacja skończyła się tym, że obraz Ci się rozmazał i przez chwilę nie widziałeś już niczego. O mały włos nie zgubiłeś przy tym pleców Różnookiego...

Tymczasem okolica zdawała się coraz bardziej podła. Ludzi nie widziałeś już żadnych - poza, rzecz jasna, Twoim przewodnikiem. Brud i walające się gdzieniegdzie śmieci ponuro współgrały z mrokami nocy. Wtem jednak te ostatnie oświetliło tam, w oddali, przed Eliaszem... zdawało Ci się, czy może słyszałeś głosy?

Eliasz - 2012-08-29 18:09:07

Szlag by was, służalcze psy! Ściskam w dłoni jeden z kamieni... niech spróbują. Zginą marnie.
Udaję, że nie zwróciłem na patrol uwagi i idę w swoją stronę. Nie mam czasu na zamieszanie. Z drugiej strony, na całe szczęście to nie ja mam miksturę. Jeżeli będą kłopoty, to Ignigenus pójdzie sam i zakończy zadanie.

Spokój spokój spokój...

Mortal One - 2012-08-29 18:39:31

Z prawej nadeszło kilku strażników. Wyprzedzały ich śmiechy, ani chybi wywołane jakimś grubiańskim żartem. W końcu zbliżyli się na tyle, byś kątem oka naliczył ich czterech. Może miałbyś szanse w walce - zwłaszcza z pomocą Ignigenusa, który zdawał się dysponować sporą mocą - ale konflikt z prawem, który byłby implikacją takowej, mógłby nie dać się tak łatwo rozwiązać. Zwłaszcza że czułeś, iże Gildia jedynie do pewnego stopnia troszczyła się o swoich członków - prędzej czy później musiały zwyciężyć interesy.

- Ej, ty! - wrzasnął jeden zapijaczonym głosem. - Czego tu?!

Zauważyli Cię... tego tylko brakowało! Trzeba jednak zachować spokój. Z walki będzie więcej szkód niż pożytku...

Eliasz - 2012-08-29 19:10:42

Niech was szlag. Nadal udaję, że nie zauważyłem ich obecności. No cóż, jest pewna szansa, że sobie dadzą spokój. Nawet jak wywiąże się walka - są pijani, a ja zakapturzony. Nie poznają mnie, nie ma nawet szans. Mogę ich pozbawić przytomności jednym zaklęciem. Małe wyładowanie elektryczne... i trach! Nie ma was!

Prewencja. Jednak prewencja... z drugiej strony... prewencja!
Skupiam magię w berle. Kiedy już trochę się jej zbierze, pod jednym ze strażników tworzę ślizgawkę. Kiedy się wypieprzy na ten swój zapchlony ryj, reszta z pewnością wybuchnie śmiechem i da mi spokój. Warto spróbować...

Mortal One - 2012-08-29 19:25:30

- Eee, daj mu pokój. Pewno gach, co idzie szczury w kanałach chędożyć! - ryknął jakiś inny strażnik, a reszta zawtórowała mu śmiechem. Gorzej, że teraz ta zapijaczona banda ruszyła prosto na Ignigenusa, podzwaniając ciężkimi kolczugami...

Poczułeś nieprzyjemny skurcz w boku. Dlaczego to nie mogło się zdarzyć już na miejscu... może przynajmniej Czerwonooki zdołałby zakończyć Waszą misję!

Wtedy jednak w berle uzbierała się energia. Obróciłeś się i rzuciłeś zaklęcie. Strażnik najbardziej z tyłu poślizgnął się, wpadając na pozostałych. Wybuchły salwy śmiechu. To mogło dać szansę Czerwonookiemu... o ile pomyśli w porę i gdzieś się schowa.

Ignigenus - 2012-08-29 21:23:22

Głosy... cholera liczba mnoga. Trzeba obserwować sytuację... Eliasz idzie pierwszy, w razie walki oczywiście mu pomogę. Chyba, że po prostu go zatrzymają, wtedy  skręcę w jakąś boczną uliczkę i obejdę to miejsce, ewentualnie tam przeczekam... Może tak czy, tak warto to przeczekać, w końcu mam mapę. O ile widzę jakiś zakamarek, czy ciemną uliczkę to wchodzę do niej, siadam i udaję żebraka. Po tym jak mnie miną, wychodzę i podążam dalej za Różnookim.

Mortal One - 2012-08-29 21:33:06

Na mapie nie zdążyłeś sprawdzić; był zresztą zbyt ciemno, byś cokolwiek dostrzegł. Na szczęście, Twój wzrok przyzwyczaił się do mroku na tyle, żeby wyłowić ciemniejszy prostokąt w ścianie kamienicy. Dopadłeś wnęki i, ukryty w mroku, przeczekałeś. Strażnicy nie zauważyli Cię, bowiem ich uwagę przykuł ich towarzysz, który właśnie się wyłożył jak długi przy salwach śmiechu. Ciekawe, czy to przez nieuwagę, czy też ktoś mu pomógł... tak czy inaczej - mogłeś być wdzięczny losowi. Po chwili, kiedy tamci zniknęli za rogiem, mogłeś wyjść z kryjówki i ponowić swą wędrówkę.

Eliasz - 2012-08-29 22:09:09

Bardzo dobrze, wszystko zgodnie z planem. Chyba można temu Ignigenusowi zaufać... chociaż nie jestem pewien, czy powinienem ufać śmierdzącemu obdartusowi. Z drugiej strony... jak wrócimy do gildii, trzeba będzie dać mu się umyć.

Kieruje się ku celowi swojej misji, spoglądając w mapę.

Mortal One - 2012-08-29 22:18:14

Takoż szliście, szliście, mijając bezludne ulice, kamienice, w których oknach gdzieniegdzie pełgał płomień świecy i skąpane w księżycowym świetle place, które omijaliście, przyciśnięci do brudnych fasad, unikając otwartych przestrzeni jak ognia. I w końcu trafiliście na ten właściwy... do dzieła, zanim i tu zjawi się jakiś patrol!

Beric - 2012-09-16 13:44:58

Promienie słońca zbudziły mnie wczesnym świtem. Przez pierwsze chwile nawet nie zdałem sobie sprawy, z tego co mnie spotkało w minionym śnie. Kiedy jednak zorientowałem się o co tak naprawdę zaszło w mojej głowie nie wiedziałem co o tym myśleć. Czy to jakiś żart spłatany mi przez jednego z bardziej wtajemniczonych uczniów czy też może czysta prawda. Jedno jest pewne to co się wydarzyło nie było naturalne. Ogarnęły mnie wątpliwości  tak duże, iż zapomniałem całkiem o swoich obowiązkach. Przebieranie się w biegu i równoczesne rozmyślanie nad snem nie sprzyjało koordynacji moich ruchów przez co runąłem jak głaz na ziemię, przy czym mało nie złamałem sobie nogi. Szybko jednak "pozbierałem" się z podłoża po czym wyszedłem ze swojej komnaty tak jakby nigdy nic się nie stało. Nie chciałem zwrócić na siebie zbytniej uwagi ludzi swoim nerwowym zachowaniem. Skoro nie mogę ufać nawet swojemu mistrzowi to czy innym również?

Mortal One - 2012-09-16 14:01:38

Jak by nie było, to nie był czas na podobne rozmyślania. Ledwie bowiem wychynąłeś ze swej izby, a natknąłeś się na krasnoludzicę Helgę, kucharkę w tym magicznym przybytku:

- Zaspałeś, ty, ty! Zmykaj na śniadanie! - ofuknęła Cię swym bardziej męskim od większości tutejszych rezydentów głosem, drapiąc się przy tym po lekkim zaroście.

No, no... wyglądało na to, że sen wciągnął Cię bardziej, niżbyś tego sobie życzył. Na domiar złego - zza rogu usłyszałeś głos Twojego mistrza. Lepiej, żeby nie zobaczył Cię tutaj o tak późnej porze... już i tak dostawałeś odeń baty za "punktualność".

- No, co z nim? - warknęła Helga. - Wygląda, jakby boga we śnie spotkał!

Beric - 2012-09-16 19:59:00

Kiedy Helga podniosła na mnie głos zaraz otrząsnąłem się z zamyślenia. Jej głos brzmiał jak kot którego właśnie obdzierają ze skóry. Skinąłem tylko głową na znak przeprosin oraz tego, iż wszystko zrozumiałem i jak najszybciej udałem się do jadalni. Nigdy nie darzyłem Helgi wielką sympatią, może dlatego, że musiałem bardzo często sprzątać w jej kuchni jednak dzisiaj uratowała mnie przed moim mistrzem. Gdyby zachciało jej się rozprawiać o tym jaki to ja jestem nieodpowiedzialny to zaistniało by większe ryzyko, że mój mentor mnie przyłapie. Jak najszybciej tylko potrafiłem udałem się do pomieszczenia, w którym to wszyscy jadali. Odebrałem swoją porcję żywności po czym zająłem swe stałe miejsce.

Mortal One - 2012-09-17 21:05:36

Iiiinterpunkcjaaaa...

Siadłeś więc pod oknem, na drewnianej ławie, przy stole takoż z tego materiału. W pomieszczeniu nie było nikogo. Zza okna wychynęło szare światło dnia, przyprawiając Cię o lekki ból głowy. Taaak... to światło i niewyspanie lub zaspanie oznaczało nieprzyjemne pulsowanie w skroniach.

Ty jednak skupiłeś się na jedzeniu. Dostałeś kilka kromek pszenicznego chleba, który był rzadkością w dzisiejszych czasach - Gildia wciąż widać mogła sobie nań pozwolić (i to pomimo panującego w niej kryzysu). Oprócz tego był jeszcze kubek słabego piwa, kilka plastrów boczku, grudka sera, jajko i ogórki. Ledwie uporałeś się z tym obfitym daniem, a znów usłyszałeś zbliżający się głos mistrza.

Doprawdy, ten głos Cię prześladuje! Atoli lepiej zwinąć interes i wymyślić chyżo wymówkę, czemuż to zamarudziłeś o tej porze w gildyjnej jadalni...

Beric - 2012-09-18 18:33:27

Śniadanie mimo, że obfite, nie smakowało mi. Wziąwszy ostatni kęs, otarłem wierzchem dłoni usta. Na talerzu pozostały jeszcze resztki po chlebie, oraz niedopite piwo. Z takim mistrzem to nigdy się nie najem... Bąknąłem pod nosem i ruszyłem w stronę drzwi zobaczyć, jak blisko jest już mistrz. Nie jest łatwo okłamać maga, a jeszcze trudniej, kiedy jest się zaspanym. Szybko zacząłem wymyślać formułkę, którą postaram się powtórzyć, przed moim mentorem. Może powiem mu, że przyczyną mojego spóźnienia, były nadmierne obowiązki z wczoraj. Przecież każdy potrzebuje snu, a zwłaszcza ktoś, kto pracował jak wół. W ten sposób okłamię mistrza po części, ponieważ jak wiadomo, ostatnio nie miałem za dużo pracy. Oby był on w dobrym nastroju inaczej nie ominie mnie nieprzyjemne spotkanie z batem... Co jak co, ale dzisiaj to nie miałem chęci wymyślania wymówek. Wyszedłem z jadalni powoli i ostrożnie, patrząc na każdy kąt, może jeszcze była szansa, by uniknąć mistrza...

Mortal One - 2012-09-18 21:27:19

Szansy niestety nie było. Kiedy tylko wyszedłeś, Edgar Groß - bo tak się nazywał Twój mistrz ze względu na swą nieprzeciętną aparycję - złapał Cię za ramię:

- Hejże! A co ty tu jeszcze robisz?! Zachciało się dokładki, co?

Towarzyszył mu czarnowłosy, brodaty jegomość - tego z kolei zwano Ottonem Ponurym. Słyszałeś, że niedługo ma zabawić w Gildii przez pewną aferę. Ponoć miał zadawać się z Inkwizycją... zaraz, to co mówił ten Wszechwiedzący o Psach Papieskich? Zdaje się, iże same niepochlebne rzeczy...

Beric - 2012-09-19 21:50:26

Szarpnąłem się lekko, zaniepokojony zimnym dotykiem dłoni Edgara. Nie dobrze... Trzeba szybko coś wymyślić. Chcąc sprawić wrażenie, niewinnego młodzieńca spuściłem głowę. Zdanie mistrza podsunęło mi pewien pomysł. Nie myśląc długo orzekłem:

- Przepraszam mistrzu... Ja... Po prostu pomagałem Heldze posprzątać w kuchni...

Mówiłem starając się wyglądać, na jak najbardziej przekonującego. Jestem jednak dobrej myśli, przecież za zrobienie dobrego uczynku Edgar nie może mnie ukarać. Było jednak jakieś ryzyko, na przykład w postaci Helgi, która mogła wszystko zepsuć...

Mortal One - 2012-09-22 11:41:38

A jednak: to właśnie Helga wyratowała Cię z opresji.

- Pomagał mi, pomagał... zuch chłopak! - dobiegł głos zza pleców Twojego mistrza. Ten obrócił się, odsłaniając dobroduszną twarz krasnoludzicy.

- Dobrze więc - mruknął Groß i podrapał się po siwej szczecinie. - Za moment chcę cię widzieć w moim gabinecie. Dzisiaj poćwiczymy zaklęcia ciszy.

Jak mus, to mus... a naukę nowych zaklęć lubiłeś jak nic innego. Co prawda, niewiele zostało ich już do opanowania, jako że Twoja nauka w Gildii dobiegała końca.

Zaś gabinet znajdował się na piętrze... lepiej się tam udać, nim znowu dojdzie do jakichś animozji.

Beric - 2012-09-23 18:54:02

Widząc Hlegę myślałem, że po prostu zapadnę się pod ziemię, jednak usłyszawszy jej słowa, kamień spadł mi z serca. Spoglądając z ukosa, na towarzysza mojego mistrza, wysłuchałem co Groß do mnie mówił. Cieszyłem się jak małe dziecko z tego, że znowu nauczę się jakiegoś nowego zaklęcia.

- Tak jest mistrzu. - Odpowiedziałem cały czas patrząc na przybysza. Przedtem go nie zauważyłem, gdyż moje myśli pochłonięte były wymyślaniem wymówki. - Niezwłocznie udam się do twojej komnaty.

Gdy mistrz odszedł spojrzałem jeszcze na nich spod ukosa. Kiedy ruszyłem za nimi obrzuciłem Helge przyjaznym spojrzeniem, oraz lekkim uśmieszkiem, chcąc wyrazić swoje podziękowania. Jeszcze jej to wynagrodzę. Było wiele okazji ku temu, by zadowolić Helgę, choćby przez pomaganie jej w kuchni. Idąc spokojnym i rozważnym krokiem podążałem ku schodom. Wszedłem po nich i gdy już znajdowałem się przed drzwiami gabinetu zapukałem kulturalnie.

Mortal One - 2012-09-23 21:34:10

Helga machnęła ręką na Twoje spojrzenie i zajęła się swoimi sprawami. Ty zaś poszedłeś na górę, pod dobrze Ci znany gabinet Twego mistrza. Już unosiłeś rękę, by zapukać w solidne, dębowe drzwi, na których wygrawerowano napis: "Edgar Groß"... I dopiero wtedy zdałeś sobie sprawę, że przecież nie miał Ci kto otworzyć, jako że Groß był wciąż na dole...

Chyba nikt nie zrobiłby wielkiej hecy, jeśli już teraz zajrzałbyś do środka... wszak nieraz bywałeś w tym miejscu samopas. A nie było to miejsce z gatunku tych, w których zaraz po wejściu napadłby Cię wielki, pluszowy królik z cebulowym orężem w łapce. Króliczej łapce...

Zaraz. Skąd ten pomysł z królikiem?... I z króliczą łapką?... To nie mógł być wymysł Twojej wyobraźni. To wyglądało raczej na wytwór chorej imaginacji nie mniej chorego sadysty...

Beric - 2012-09-26 20:22:32

Śmiercionośny króliczek? Co za chory człowiek to wymyśla? Czy to może ja jestem chory? Nieważne, nie czas zajmować się króliczkami, z cebulowym orężem w łapce... Rozglądnąłem się w około, czy nikogo nie ma w pobliżu, po czym wszedłem ostrożnie do gabinetu. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Wchodząc do środka ostrożnym i powolnym krokiem rozglądałem się na około, jakbym był tam pierwszy raz, choć już tyle razy tu gościłem. Nagle przypomniał mi się sen, sen, który nie był zwykłą imaginacją mojego mózgu, lecz czymś więcej. Czymś czego się bała moja podświadomość, jednak zarazem była tym zaciekawiona. Spoglądając nerwowo na biurko zacząłem sobie przypominać co, mówiła otchłań. Podobno sam mój mistrz, sprzymierzony jest Inkwizycją. Przez moment chciałem zajrzeć do tego biurka, lecz wolałem nie ryzykować. Na następną karę na pewno nie miałem ochoty, zwłaszcza, że nie wiedziałem jaka to będzie kara. Tupiąc nerwowo nogą czekałem na mistrza, lecz szukałem też w pobliskim otoczeniu, czegoś co mogłoby przykuć moją uwagę.

Mortal One - 2012-09-27 12:27:01

Wsio klawo a chędogo, atoli nie opisuj pan za MG!

Drzwi w istocie się otworzyły, aliści na Twe szczęście bez najmniejszego szmeru. Zresztą - to piętro wydawało się wymarłe o tej porze, więc i tak chyba nie miałby Cię kto usłyszeć. Krom Ciebie i Twego niespokojnego oddechu.

Wszedłszy ostrożnie, rozejrzałeś się po gabinecie, rychło dostrzegając rzeczone biurko, gros zawalonych półek, na których piętrzyły się zakurzone foliały a zwoje, kryształowy żyrandol, na który zawsze musiałeś uważać, i ony znajomy aromat stęchlizny, zmieszany z wonią alchemicznych odczynników. Twoją uwagę przykuł jednak li jeden dokument - zdawało Ci się, iże widnieje na nim pieczęć świątynna, Słońce liżące pożółkły papier swymi lakowymi promieniami...

Beric - 2012-10-05 15:56:36

Przez myśl przebiegło mi, by spojrzeć na dokument. Byłoby to jednak bardzo nierozważne. Na pewno nie minęła by mnie chłosta, a tego do szczęścia mi nie potrzeba. Drapiąc się niespokojnie po policzku, czekałem na spóźniającego się mistrza. Dziwne, gdyż zazwyczaj był raczej punktualny, może to przez nowego gościa, z którym miałem przyjemność się spotkać. Niedługo miało nadejść moje oficjalne przyjęcie do Gildii, co napawało mnie niebywałą pozytywnością, jednak omam, którego doświadczyłem w nocy wszystko to rozwiał. Skoro świat jest taki tajemniczy i niebezpieczny, to jak sobie w nim poradzi taki chłystek jak ja. Cała ta droga, którą podążam wydaje się bezcelowa, jednak mam nadzieję, że w jej trakcie nastąpi jakiś punkt kulminacyjny... A może już nastąpił tej nocy?

Mortal One - 2012-10-05 18:43:16

Spojrzenie na dokument byłoby wielce nierozważne, atoli Twój mistrz nie wracał, a Ty mimowolnie zacząłeś rozróżniać poszczególne słowa. "...pełno Odszczepieńców...", "...Otton Ci pomoże", "...zajmij się tym..." i wreszcie: "uważaj na Twojego u...". Zaraz, zaraz... czy to ostatnie zdanie nie odnosiło się do Ciebie? Usłyszałeś wprawdzie kroki na schodach, ale była jeszcze szansa, że zdążysz...

Beric - 2012-10-07 15:47:28

"A niech mnie pies wychędoży!" Pomyślałem i ruszyłem w stronę biurka, na którym to leżał, ów pergamin. Nie podniosłem go nawet z lady. Po prostu szybkimi ruchami gałek ocznych zacząłem wertować każde słowo. Wszystko to zdawało się nad wyraz dziwne. Zdawałoby się, że czytam to mimo swojej woli, jednak myśl, że w tym piśmie było coś o mnie, nie dawało mi spokoju. Czytając szybko, nasłuchiwałem jednocześnie, czy kroki nie są już blisko drzwi. Gdy już skończyłem czytać, lub gdy do gabinetu wszedł mistrz, stanąłem tak jakby nigdy nic obok biurka, spoglądając na jakiś wybrany przez siebie punkt, na przykład na kryształowy żyrandol.

Międzyzdroje http://moment.pl materace hilding Producent Basenów